#książki, #book, #recenzja

Mama

Tytuł: Mama

Autor: Sylwia Kubryńska

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rok wydania: 2018

 

 

Opis ze strony wydawnictwa:

“Czy mogę cofnąć czas? Czy mogę cofnąć czas i przyspieszonym kursem uzupełnić braki w tej profesji, jaką jest macierzyństwo? Czy to, że nie umiałam wychować lepiej, mnie usprawiedliwia? Przecież wtedy, na samym początku, nie było takiej szkoły. Nie było kursów, kierunku studiów. Pewnie nadal nikt nie zrobił. Wyższa Szkoła Macierzyństwa. Boże, co za nisza! Tymczasem nie ma, nie było, nie skończyłam, nie zaliczyłam. Mam to oblane na całej linii i dlatego moja matka, jak pani nauczycielka, jak nie przymierzając – własna teściowa – zadaje mi takie pytanie. Do tablicy: Mama. Proszę odpowiedzieć na pytanie: Czy ty w ogóle kochasz swoje dziecko!?”

Brawurowa książka Sylwii Kubryńskiej to szczera i bezkompromisowa opowieść o tym, jak macierzyństwo zmienia kobietę. To książka o wymaganiach świata i wszystkich dookoła wobec matek i ich matczynej samotności…
Nareszcie brudne i męczące macierzyństwo ma głos!

 

O narodzinach matki

Najnowsza powieść Sylwii Kubryńskiej przez pierwszych kilkadziesiąt stron irytowała i wywoływała frustrację. Pewnie stan ten trwałby do końca lektury, gdybym w pewnym momencie nie umiejscowiła jej w odpowiednim czasie, a wtedy nagle wszystkie elementy zaczęły do siebie pasować. Jednocześnie fabuła nabrała sensu i stała się wiarygodnym obrazem przytłaczającej rzeczywistości.

Powieść opisywana mianem wstrząsającej, pokazującej macierzyństwo bez lukru, porusza o wiele szerszy problem. Autorka mierzy się z rolami, które wiele kobiet próbuje łączyć, choć osiągnięcie harmonii jest w tym przypadku utopią. Kochająca i troskliwa opiekunka, perfekcyjna żona, idealna pracownica, ponętna i zadbana kochanka – te wszystkie role ma udźwignąć jeden człowiek – matka. Matka, która o swoich problemach nie powinna mówić głośno, która swoje rozterki powinna zatrzymać dla siebie. Matka, która powinna być uśmiechniętą ostoją i strażniczką domowego ogniska, lecz nade wszystko nie powinna mieć żadnych potrzeb. A jeśli jednak jakieś znajdzie, powinna czym prędzej zdusić je w zarodku, przełknąć, zapomnieć. Przecież jest żoną, matką, pracownikiem – nie czas na fanaberie.

Mama nie wstrząsnęła mną, bo co wstrząsającego może być w fakcie, że nawet matki mają swoje potrzeby i pragnienia? Nie wstrząsnęły mną wypowiedzi głównej bohaterki, ponieważ jestem prawie pewna, że nie ma na świecie żon i matek, które nie miewają momentów zwątpienia, frustracji i zniechęcenia. Choć początkowo bezmyślność, bezrefleksyjność i egocentryzm głównej bohaterki były naprawdę nieznośne, ostatecznie skłonna jestem przyznać, że autorce udało się stworzyć postać autentyczną i dobrze osadzaną w otaczającej ją rzeczywistości.

Chociaż narracja powieści była odrobinę chaotyczna i przeładowana emocjami, fabuła nieco zbyt pesymistyczna i przygnębiająca, nie mogę powiedzieć, że była to nieudana lektura. Wręcz przeciwnie – z wieloma rozwiązaniami mogę się nie zgadzać, jednak wydźwięk całości, a zwłaszcza sceny, w której główna bohaterka ogląda nagrania z rodzinnych uroczystości sprzed lat, jest dla mnie bezcenny.

Sylwia Kubryńska swoją powieścią obnażyła ciemną stronę macierzyństwa, tym samym pokazując, jak wiele w ciągu ostatnich lat się zmieniło pod względem socjalnym i materialnym, podczas gdy wiele tematów dotyczących psychiki matek niezmiennie pozostaje w sferze tabu. Predestynowanie kobiety przez naturę do bycia matką, wcale nie gwarantuje jej sukcesu w tej materii, zwłaszcza, gdy musi ona łączyć w jednej osobie wiele ról, szarpać się z rzeczywistością i znaleźć równowagę między szczęściem bliskich, a własnym. Bo czasami sama miłość to za mało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *