#książki

Konkurs – Zaczarowana codzienność [ROZWIĄZANY]


Przy okazji recenzji Witraża obiecałam Wam niespodziankę. Oto ona! Kto nie zna jeszcze twórczości Agnieszki Korzeniewskiej, będzie miał możliwość się z nią zapoznać. Wystarczy tylko pod postem konkursowym na Facebooku ( TU ) odpowiedzieć na pytanie:

Według Agnieszki Korzeniewskiej ludzkie losy przypominają witraż, a do czego Ty byś je porównał?

1. Konkurs trwa od 18.09.17 do 23.09.17.

2. Wyniki ogłoszę najpóźniej 26.09.17 wieczorem, w poście na blogu.

3. Nagrodą jest jeden zestaw (5 zeszytów) Zaczarowanej codzienności  Agnieszki  Korzeniewskiej, który powędruje do autora najciekawszej odpowiedzi.

4. Na dane zwycięzcy czekam 3 dni, jeśli się nie zgłosi, wybiorę następną osobę.

5. Nagrodę wyślę w ciągu 3 dni od otrzymania danych do wysyłki.

6. Koszty wysyłki na terenie Polski pokrywam ja. Koszt przesyłki zagranicznej pokrywa zwycięzca.

7. Facebook i WordPress nie są związane z konkursem.

Do dzieła!

***

 

Zwyciężczynią zostaje Mariola Zofia Laura Marszałek. Serdecznie gratuluję i dziękuję za udział.


#książki, #book, #recenzja

Smutek cinkciarza

Tytuł: Smutek cinkciarza

Autor: Sylwia Chutnik

Wydawnictwo: Od deski do deski

Rok wydania: 2016

 

Opis ze strony wydawcy:

“Smutek cinkciarza” – seria Na F/AKTACH, opowieść zainspirowana jest śmiercią cinkciarza, którego zabił w windzie jego syn. Sprawa została umorzona we wrześniu, nie udowodniono nikomu winy, ale wszelkie poszlaki na to wskazują, że była to sprawa rodzinna. Autorka przeniosła akcję z Trójmiasta do W-wy i tradycyjnie dla serii, przedstawiła swoją wizję wydarzeń.

Wiesiek dobry chłopak był…

Nie jestem z Warszawy, w PRL-u nie żyłam ani jednego dnia a jednak dałam się porwać w sentymentalną podróż razem z Wieśkiem. Wiesiek – bywalec dancingów, ze smykałką do interesów, drobny cwaniaczek z dobrą gadką – nie da się go nie polubić. Smutek cinkciarza jest próbą rozliczenia się ze swoim życiem, w którym nie zawsze było się pozytywnym bohaterem, jest specyficzną spowiedzią w zadymionym barze, przy setce wódki. Jest obrazem warszawskiego półświatka, szarej (ale czy na pewno?) rzeczywistości i kombinatorstwa. Co odróżnia powieść od pozostałych pozycji z Serii na F/Aktach? Niesamowity, nostalgiczny klimat i choć książka powstała na bazie materiałów dotyczących zabójstwa, nie ma tu drastycznych opisów i okrucieństwa. Sylwia Chutnik ugryzła zbrodnię w zupełnie inny sposób.

Wiesiek to mąż i ojciec, który jak każda odpowiedzialna głowa rodziny, stara się by jego dzieciom i żonie niczego nie brakowało, próbuje zabezpieczyć ich przyszłość a wszystko co robi, robi z myślą o nich. Kocha miłością szorstką i męską, którą okazuje w praktyczny sposób, zapewniając najbliższym godny byt. Wiesiek ma dwa oblicza – zaradnego cwaniaczka i wrażliwca, który nosi w sobie rany przeszłości. Wiesiek jest prostym mężczyzną, ale nie prostakiem. Nie da się nie polubić Wieśka.

Całkowicie zakochałam się w tej historii, w anegdotkach szwindelkowo – handelkowych, kożuchach z Turcji, dancingach, bonach, szlagierach… Pomimo tego że to raczej epoka młodości moich rodziców, powieść poruszyła we mnie najczulsze struny, zwłaszcza opowieści o ojcostwie i relacjach rodzinnych.

Podsumowując, Smutek cinkciarza jest jedną z najbardziej melancholijnych a na pewno jedną z najlepszych powieści jakie przeczytałam. No właśnie… Przeczytałam tylko częściowo, bo większość jednak wysłuchałam i właśnie taką formę Wam polecam. Choć sama najbardziej kocham książki papierowe, to w tym wypadku interpretacja Zbigniewa Buczkowskiego jest absolutnym mistrzostwem i zdecydowanie wpłynęła jeszcze lepszy odbiór powieści.Cinkciarz Wiesiek skradł moje serce, Wy też dajcie się porwać.

***

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Od deski do deski.

#książki, #book, #recenzja

Witraż

Tytuł: Witraż

Autor: Agnieszka Korzeniewska

Wydawnictwo: Od deski do deski

Rok wydania: 2017

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Co mogą mieć ze sobą wspólnego młoda dziewczyna pracująca jako sprzątaczka i dojrzała kobieta zarządzająca renomowaną kliniką chirurgii plastycznej” Obie wybrały emigrację, choć jedna szuka swojego miejsca w życiu, a druga uważa, że znalazła je raz na zawsze i że szczęście już jej nie opuści. Ale losy ludzkie są jak witraże ” ciemne szybki sąsiadują z jasnymi, kolorowymi. Z bliska widać jedynie poszczególne szkiełka i dopiero, kiedy zaświeci słońce, a my będziemy w stanie stanąć wystarczająco daleko, zobaczymy obraz, który nas zachwyci. Książka Agnieszki Korzeniewskiej to niezwykle prawdziwa i aktualna opowieść o naszych czasach. Historia życia trzech polskich emigrantek w której miłość w zaskakujący sposób przeplata się z ludzkimi dramatami. Melania, Zuza i Magda to trzy różne kobiety po przejściach. Każda z nich z innego powodu wyjechała z Polski. Bruksela XXI wieku nie jest jednak dla nich “ziemią obiecaną”.

O rzeczywistości tak bliskiej, że aż bolesnej

Gdy pierwszy raz zobaczyłam tę okładkę, poczułam, że muszę przeczytać Witraż i koniec. Wierzę w przeczucia i skoro powieść do mnie dotarła, nie mogłam odmówić sobie lektury pomimo koszmarnego zmęczenia i braku czasu. Nie żałuję.

Agnieszka Korzeniewska stworzyła niesamowitą układankę ludzkich losów, dla których wspólną ramką jest miejsce akcji. Główne bohaterki są tak różne, że z pewnością każda kobieta znajdzie taką, z którą będzie się utożsamiać i w trakcie lektury nie jeden raz pomyśli: “Przecież to o mnie!”.

Każda historia jest zupełnie inna. Jedna dotyczy walki o siebie, o własne szczęście. Opowiada o młodej dziewczynie, która wyrywa się z wielu więzów jednocześnie – koszmarnej pracy, toksycznych relacji rodzinnych, związku bez przyszłości. Wszystko po to, by znaleźć swoje miejsce na Ziemi i wiarę we własne możliwości.

Losy innych dwóch bohaterek, są ze sobą ściślej związane, niż pozostałych. Jedna osiągnęła w życiu wszystko – karierę naukową, bogactwo, dzieci i przystojnego męża. Druga trafiła do obcego kraju z niczym – bez pracy, znajomości, pomysłu na siebie. Wtedy nagle ścieżki obu przecinają się. Ten wątek wzbudza wiele emocji. Skrajnych. Kiedy patrzę na te dwie kobiety i ludzi, którzy je otaczają, tylko jedno przychodzi mi do głowy – karma wraca.

W Witrażu pojawiają się też losy pewnej rodziny. Mąż – elegancki adwokat, żona –  niezrównoważona emocjonalnie alkoholiczka i ich nastoletnia córka. Jedno Wam powiem, zanim ocenicie po pozorach – nic nie jest takie, jakim się wydaje. Nie dajcie się zwieść.

Historie wszystkich bohaterów przeplatają się, według autorki tworząc Witraż. Mnie to przypomina plecionkę lub kilim. Choć pozornie poszczególne  wyrwane z treści części do siebie nie pasują, wydają się od siebie bardzo oddalone, to i tak są stworzone z jednej i tej samej nici. Powieść bardzo przypomina mi twórczość Kieślowskiego – on zrobiłby z tego filmowy majstersztyk. U niego bohaterowie też są powiązani ze sobą niewidzialną siecią, którą możemy oglądać z różnych perspektyw. Każdy mijany człowiek na ulicy, stojący w kolejce w sklepie, czy karmiący gołębie w parku, to inna historia, inne cierpienia, radości, inne życiowe motywacje. W Witrażu jest tak samo. Jeden fragment oglądany z danej perspektywy może wydawać się nieistotny, ale z innej, będzie stanowił główną linię opowieści.

Od powieści nie można się oderwać. Fabuła zazębia się w taki sposób, że czytelnik tylko wyczekuje aż kolejne części połączą się ze sobą. Całość jest prawdziwa aż do bólu, nie ma w niej fałszu, patetyzmu, czy pójścia na łatwiznę. Najbardziej podoba mi się jednak bezstronność z jaką autorka przedstawiła bohaterki. Każdy może odebrać je na swój sposób i samodzielnie ocenić ich postępowanie. Dodatkowo w powieści poruszone są problemy współczesnego świata – migracje zarobkowe, zagubienie i poczucie wyobcowania w innym kraju, nietolerancja, i uprzedzenia (czy zasadne? – to się okaże).

Najnowsza powieść Agnieszki Korzeniewskiej rozjechała mnie walcem. “W tę i z powrotem” – jaby rzekła moja mama. I tak wiele razy. Ciągle nie mogę przestać o niej myśleć i o tym, że nic nie dzieje się przypadkowo a jedna decyzja może wywołać konsekwencje, które wywrócą nasz świat do góry nogami. Nigdy nie dowiemy się, jak inny człowiek może na nas wpłynąć, dopóki nie pojawi się w naszym życiu – proszony lub nie.

Podsumowując, Witraż to powieść, której nie da się zapomnieć. Czyta się jednym tchem i szczerze żałuje, gdy już się kończy. Przez ten krótki moment (zbyt krótki) żyje się życiem bohaterów, którzy w jednych wzbudzą sympatię i współczucie a w innych szczerą niechęć. Realistyczne przedstawienie rzeczywistości sprawia, że jest ona tak bliska, że aż bolesna.  Dajcie się  jej porwać, koniecznie.

 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Od deski do deski.

Bez kategorii

I odpuść nam nasze…

Tytuł: I odpuść nam nasze…

Autor: Janusz Leon Wiśniewski

Wydawnictwo: Od deski do deski

Rok wydania: 2015

 

 

Opis ze strony wydawnictwa:

W październiku 1991 Polskę obiegła tragiczna wiadomość. Andrzej Zaucha, popularny piosenkarz i muzyk, zginął zastrzelony pod krakowskim Teatrem STU. Jego towarzyszka Zuzanna Leśniak umiera w chwilę potem w karetce pogotowia. Strzelał mąż Zuzanny.

Zabójstwo genialnego polskiego muzyka jazzowego stało się inspiracją do stworzenia opowieści o miłości, rozpaczy i zazdrości. Historii o tym, jak miłość może doprowadzić do zbrodni. Książka Janusza Leona Wiśniewskiego to opowieść, jak silne mogą być emocje i do czego może się posunąć zraniony człowiek.


Recenzja

Już dawno nie czytałam powieści, która wywoływała we mnie tak skrajne uczucia. Sięgając po I odpuść nam nasze… najbardziej bałam się, że historia tocząca się wokół zastrzelenia Andrzeja Zauchy i jego kochanki, będzie pokazana w klimacie portali plotkarskich o nazwach piesko-obuwniczych. Tą sprawą na początku lat 90-tych żyła cała Polska, bo nie co dzień wykształcony i wrażliwy reżyser francuskiego pochodzenia postanawia zastrzelić kochanka swojej żony – jednego z najbardziej popularnych polskich piosenkarzy. Historia iście filmowa. Później wystarczy wstawić tylko skruszonego i zbolałego bohatera w celi, rozpamiętującego swoją wielką miłość i hit gotowy. Każdy, kto liczy na sensację rodem z brukowców – zawiedzie się. 

Powieść ma formę dość specyficznego strumienia świadomości. Początkowo stykamy się z realiami panującymi w więzieniu, nieumiejętnością poradzenia sobie ze zdradą, morderstwem a przede wszystkim utratą najbliższej osoby przez głównego bohatera. Wyrzuty sumienia Vincenta są przytłaczające a poziom  świadomości własnych czynów i ich konsekwencji – przerażający.

Na początku opowiadane historie są dość spójne i zauważalnie ze sobą powiązane, jednak z czasem można odnieść wrażenie, że dygresja goni dygresję i sami nie wiemy, o czym już czytamy. Bo co mają wspolnego kartki na alkohol, stan wojenny, sprawa Bagsika, wigiljne zabijanie karpia, strajki w stoczni, bar mleczny i wiele innych, z zamordowaniem żony i jej kochanka? Pozornie nic.

W połowie książki strasznie zaczęły mnie męczyć wtrącenia o hipokryzji Polaków, sakrazm dotyczący polskiej Wigilii, opinie na temat zacofania Kościoła i tym podobne – oczywiście z księdzem-pedofilem w tle. Nie wiem jaki był ich cel. Napisane pod publikę? Jeśli chodzi o poglądy religijne, polityczne i światopoglądowe to zdanie mam jedno: Cieszę się, że je masz i fantastycznie, że jesteś z nich dumny, ale kiedy zaczynasz je pokazywać wszystkim na siłę i bez ostrzeżenia, to przestaje być miło. Ale przebrnęłam i przez to, i nie żałuję.

Od pierwszych stu stron nie mogłam się oderwać, kolejne sto przeklinałam, bo nie widziałam żadnego sensu w przytaczanych historiach, które dotyczyły różnych osób, w odległych miejscach i czasie. Jednak później w mojej głowie powstała pewna myśl. Niezależnie od tego, czego dotyczy początek historii – osiedlowego sklepu z winami, kolejek w czasach komuny, czy opisu winobrania, za każdym razem, nieraz bardzo pokrętnym tokiem, i tak w końcu myśli bohatera wracają do byłej żony i popełnionej przez niego zbrodni. Teraz wydaje mi się, że liczne dygresje, które wydawały mi się bez sensu i męczyły do bólu, jednak miały sens, ponieważ pokazują, że pomimo iż główny bohater wyszedł już z więzienia, to jego kara trwa cały czas a wyrzuty sumienia nigdy nie dadzą mu spokoju. Nieważne jak dobrze pokieruje swoim życiem, nieważne jak bardzo może wydawać się szczęśliwy i spokojny z nową rodziną, liczy się tylko to, że każdego dnia na skutek różnych bodźców, jego myśli zawsze wrócą do tego samego punktu, który będzie sprawiał mu ból. 

Nie wiem, czy moja interpretacja jest prawidłowa. Nie wiem, czy autor rzeczywiście miał to na myśli, czy tylko próbuję za wszelką cenę usprawiedliwić tę powieść. Jeśli Janusz L. Wiśniewski miał taki pomysł, to może warto byłoby zawrzeć w opisie jakąś sugestię, żeby czytelnik miał szansę trafić na ten trop, bo o ile na początku zestawienie różnych historii (na przykład o skaleczeniu się w rękę) jest oczywiste i nasuwa się samo, o tyle później ciężko zauważyć jakiś związek pomiędzy poruszanymi wątkami według czytelnika   w ogóle niezwiązanych z główną historią.

Podsumowując, nie wiem sama, jak mam ocenić tę powieść. Jeśli nie mam racji i książka jest rzeczywiście tylko zlepkiem dygresji, to efekt końcowy jest koszmarny. Ale mam prawo (jak każdy) do własnej interpretacji (choć nie wiem, czy zgodnej z zamysłem autora) i obstając przy swojej teorii, cieszę się, że doczytałam ją do końca, nawet jeśli momentami była bardzo męcząca, to emocje, które we mnie wywołała, były tego warte.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Od deski do deski.