Bez kategorii

Ojciec chrzestny

Tytuł: Ojciec chrzestny

Autor: Mario Puzo

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2015

 

Opis ze strony wydawcy:

Don Vito Corleone jest Ojcem Chrzestnym jednej z sześciu nowojorskich rodzin mafijnych. Tyran i szantażysta (słynne powiedzenie ?mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia?), a zarazem człowiek honoru, sprawuje rządy żelazną ręką. Jego decyzje mają charakter ostateczny. Wśród swoich wrogów wzbudza respekt i strach, wśród przyjaciół ? zasłużony, choć nie całkiem bezinteresowny szacunek. Kiedy odmawia uczestnictwa w nowym, intratnym interesie, handlu narkotykami, wchodzi w ostry, krwawy konflikt z Cosą Nostrą. Honor rodziny może uratować tylko najmłodszy, ukochany syn Vita Michael, bohater wojenny. Czy okaże się godnym następcą Ojca Chrzestnego?

 

Zemsta to potrawa, która smakuje najlepiej, kiedy jest zimna

Tego nikt by się nie spodziewał – nawet ja sama. Nie zachowam umiaru. Nawet nie spróbuję być obiektywna. Absolutnie kocham tę powieść. Historię rodziny Corleone najpierw poznałam w formie filmowej i nie żałuję! Nie wyobraziłabym sobie dona Corleone lepiej, niż odegrał go Marlon Brando. Dla mnie powieść jest idealnym uzupełnieniem wielkiego uczucia do filmowego Ojca chrzestnego i nawet tych, którzy ekranizację widzieli dziesiątki razy, zachęcam do przeczytania książki. Film nie oddaje tak dobrze przebiegu procesów myślowych głównych bohaterów, włoskiego temperamentu i natury. Dla mnie ogromną zaletą po przeczytaniu powieści było to, że przestałam gubić się w występujących bohaterach, których jest dość sporo.

Choć nie jestem wielką fanką gatunku gangsterskiego, szorstki styl Puzo bardzo przypadł mi do gustu. Powieść jest męska, surowa, bez zbędnych ozdobników. W dwóch kwestiach zauważam jednak przewagę filmu nad książką. Film miał w sobie więcej klasy (zapewne za sprawą cenzury), natomiast w powieści Puzo wielokrotnie uraczył czytelnika opisami narządów płciowych i seksu, może zbędnych, może nie – nie mnie oceniać. W ekranizacji było tego znacznie mniej i jakoś mi tego wcale nie brakowało. Druga sprawa – dużo bardziej przywiązałam się do filmowego zakończenia, kiedy akcja dynamicznie rozwiązuje się w czasie chrztu jednego z wnuków Vita Corleone. Ostatnie sceny filmu wyraźniej pokazują podwójną naturę członków mafii. Z jednej strony oddanych, religijnych, rodzinnych, a z drugiej bezwzględnych morderców. W książce trochę to się rozjechało, nie mam jednak wątpliwości, że w filmie dużo łatwiej było to pokazać. Jak widać, trudno oprzeć się pokusie porównywania.

W trakcie lektury nie zdarzył się ani jeden moment, gdzie powieść by mnie znudziła. To pozycja, którą pochłania się jednym tchem. Choć główni bohaterowie parają się tym, czym się parają i tak nie sposób nie poczuć do nich sympatii i nie przejmować się ich losami. Ojca chrzestnego polecam wszystkim miłośnikom powieści o tematyce mafijnej, sensacyjnej lub po prostu świetnej literatury. Moją propozycją nie do odrzucenia jest wyrzucenie z kanonu lektur Potopu i omawianie przemiany głównego bohatera na przykładzie Michaela Corleone. 😉

 

7 komentarzy

  • Marta

    Ach, wciąż nie udało mi się sięgnąć po ?Ojca chrzestnego?, a same dziesiątki zbiera! ? W końcu się zbiorę, bo jak czytam tyle ochów to aż mnie złość na samą siebie trafia, że wciąż nam jakoś nie po drodze. ?

  • Dafne

    A ja muszę upolować na „Ojca chrzestnego”. Film mnie zauroczył, odleciałam totalnie, mogę oglądać i oglądać. Książka zapewne jeszcze lepsza. Zachęciłaś mnie tą recenzją i już nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po książkę.

    • czarnatulipanna

      Polecam koniecznie! Jak zwykle wydawnictwo Albatros ma fantastyczne wydania (najnowsze “Przeminęło z wiatrem” najpiękniejsze ze wszystkich), więc trzeba chwytać póki jest dostępne. Ja żałuję tylko, że nie dorwałam twardej oprawy, bo pomimo wszelkich starań, miękkie przy czytaniu trochę się podniszczyło, a przecież wrócę do tej powieści na pewno!

      • Dafne

        Muszę sporo klasyki nadrobić. Gdzieś na targu katowickim (bo mieszkam w tych okolicach) dostrzegłam “Lot nad kukułczym gniazdem” w przystępnej cenie i “Grę Geralda” Stephena Kinga. Obiecałam sobie, że te dwie książki muszę mieć, bo totalnie zniewala mnie aktorstwo Nicholsona w “Locie…”, ale na “Ojca chrzestnego” też od dawna ostrzę pazurki! Zgadzam się, nikt nie zagrałby lepiej Ojca chrzestnego niż Marlon Brando, nawet pod koniec życia bardzo przystojny facet.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.