Bez kategorii

Zanim się pojawiłeś

Tytuł: Zanim się pojawiłeś

Autor: Jojo Moyes

Wydawnictwo: Świat Książki

Rok wydania: 2016

 

 

Opis ze strony wydawnictwa: 

Co robisz, jeśli chcesz uszczęśliwić osobę, którą kochasz, ale wiesz, że to złamie twoje serce?

Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę i zostanie opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat.

Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje na zawsze.


Recenzja

Od jakiegoś czasu potrzebowałam czytelniczego detoksu. Ostatnio trafiam albo na książki o trudnej tematyce, albo słabe, czasem do tego stopnia, że darowałam sobie zrecenzowanie ich. Postanowiłam wyjść poza strefę komfortu i przeczytać coś, czego zwykle nie czytam, czyli powieść z gatunku “kobieca literatura obyczajowa”. Wybór padł na Zanim się pojawiłeś. Kiedyś widziałam film, stwierdziłam, że nie  był najgorszy, więc książka powinna zaspokoić moje czytelnicze potrzeby.

Na ekranie Lou Clark wzbudziła więcej mojej sympatii. W powieści to taka ciocia-klocia, dwudziestosześciolatka z mentalnością szestanstolatki. Zachowania jej rodziny zakrawają czasem o patologię – wieczne zniechęcenie, czarnowidztwo i jawne szydzenie z głównej bohaterki były…dziwne? Dziwne – to słowo pasuje do sporej części bohaterów, w moim odczuciu, zbyt jaskrawych, karykaturalnych i oczywistych. Ale nie powinnam narzekać, w ogólnym zarysie wiedziałam na co się piszę.

Odnoszę wrażenie, że Zanim się pojawiłeś miało być powieścią o trudnych wyborach (wyjść poza strefę komfortu i mieć ambicje, czy pójść na łatwiznę i niczego nie zmieniać? zaakceptować to, że czasu nie da się cofnąć, czy ostatni raz postawić na swoim?) i próbie ocalenia czyjegoś życia, ale tak naprawdę: kto komu miał ocalić życie?

Temat poruszony w powieści – prawo do eutanazji – jest trudny i liczyłam na to, że książka wyjaśni mi wybory bohaterów, których nie rozumiałam po obejrzeniu filmu. Niestety tak się nie stało. Biorąc pod uwagę argumenty użyte przez głównego bohatera i całą otoczkę, powieść nie ma wnosić nowego spojrzenia na problem, a tylko grać na emocjach. I tak, zagrała. Jako stworzenie naskórkowo empatyczne, kiepsko znoszę bezsilność innych. Nawet jeśli to tylko bohaterowie książki. Ale czy coś oprócz tego?

Język prościutki, fabuła niezbyt skomplikowana, bohaterowie schematyczni. Nic nie zaskakuje. Z drugiej strony jest trochę zabawnie, bohaterów (niektórych) nie da się nie polubić i czyta się dość sprawnie.

Podsumowując, jeśli ktoś oczekuje powieści przy której uroni łezkę i ze śmiechu, i ze wzruszenia, to się nie zawiedzie. Zanim się pojawiłeś nie daje nowego spojrzenia na problem eutanazji, ale za to pokazuje inny wymiar ratowania czyjegoś życia i pokazywania możliwości, ponieważ odnoszę wrażenie, że w książce wcale nie chodzi o to by odwieść bohatera od podjętej decyzji, ale to by pokazać Lou jej potencjał i uchronić ją przed zmarnowaniem szans, jakie daje jej życie.

18 thoughts on “Zanim się pojawiłeś

  1. Chciałbym coś napisać , cóż, lubię mieć opinię. W przypadku tej książki nie mam i mieć nie chcę. Rezenzja uczciwa, chyba☺
    No i jedyny poruszający wątek. EUTANAZJA
    Każdy ma prawo myśleć co chce a ja myślę że nikt nie ma prawa odłączyć innego człowieka nawet jak ten o to prosi😊

          1. niektórzy umierają przez całe życie… naturalna śmierć jest czymś jak najbardziej częścią życia… 🙂

  2. jeśli wzdrygamy się mówiąc o wojnach… jeśli prawo ogranicza nam samoobronę… to dlaczego daje nam prawo do aborcji, eutanazji… to jakieś bardzo ludzkie prawo 🙁

    1. Jeśli człowiek w pełni sprawny umysłowo i fizycznie, może zakończyć swoje życie w dowolnym momencie (nie pytam o przyczyny), to człowiek który jest w pełni świadomy, ale zdany na łaskę innych (śmiertelnie chory, niepełnosprawny) również powinien mieć prawo decydowania o sobie. Oczywiście obowiązkiem innych powinno być odwiedzenie go od tego pomysłu i przekonanie, że bez niego świat będzie gorszy i uboższy. Ale nic na siłę. Bo życie “na siłę” przestaje być życiem a staje się jeszcze większą udręką i frustracją.

      1. pierwsze zdanie jest fałszem… człowiek odbierający sobie życie ma problemy psychiczne, niestety. Człowiek zdrowy żyje i nie zastanawia się nad tym… absorbuje go wiele spraw 🙂

          1. w ciągu dwóch miesięcy trzy osoby z mojego środowiska zachorowały na raka… każdy przypadek inny dziecko z rozrusznikiem, dwie dorosłe kobiety… wszyscy walczą o życie… wszyscy są bardzo dobrymi ludźmi, nikt nie myśli o samobójstwie… zakasali rękawy by żyć!

          2. Kończąc tę dyskusję, która powinna być o literaturze a nie o poglądach – kilka osób chorujących na raka w swoim życiu już pożegnałam i wiem jedno – ostatnie stadium zawsze było męką.
            Życzę spokojnej i słonecznej niedzieli. ☺

      2. podoba mi się zdanie ” żyć na siłę”… czy my żyjemy na siłę? czy zakochany/kochający człowiek żyje na siłę? czy zajęty człowiek żyje na siłę? czy pracowity człowiek żyje na siłę? czy artysta, wynalazca, babcia i dziadek żyją na siłę? czy kaleka – kochany, szczęśliwy żyje na siłę?, znam takich i gwarantuję, że nie. Zapytaj dziecka co ma zwykłych rodziców czy żyje na siłę? Ciężkie przypadki potrzebują terapii nie śmierci…

  3. Czytałam sto lat temu, do tej pory pamiętam jednak swoje rozczarowanie. Wszyscy chwalili, a ja z niedowierzaniem pytałam o co cała ta wrzawa. Nie dla mnie tego typu ckliwe opowieści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *