#książki, #book, #recenzja

Tulipanowa gorączka

Tytuł: Tulipanowa gorączka

Autor: Deborah Moggach

Wydawnictwo: Rebis

Rok wydania: 2017

 

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Sztuka, piękno, pożądanie, chciwość, oszustwo i kara za niegodziwość ? a wszystko to rozgrywa się w scenerii XVII-wiecznego Amsterdamu owładniętego tulipanową gorączką.

Historia zaczyna się niewinnie ? oto zamożny kupiec pragnie zyskać nieśmiertelność dzięki utrwalonemu na płótnie portretowi, na którym znajdzie się wraz ze swą młodą żoną. Zadanie powierza wziętemu malarzowi, nawet przez chwilę nie podejrzewając, jaki ciąg zdarzeń uruchomi.

 

Ale to już było… Ale czy na pewno?

Schemat dobrze znany: podstarzały i bogaty mąż, śliczna młoda żona i przystojny malarz – to się nie może skończyć dobrze. Choć, co nietypowe, główna bohaterka Sophia (imię dobrano bardzo przewrotnie) jest uwielbiana i rozpieszczana przez swojego męża (oczywiście jak na standardy protestanckiego społeczeństwa), nie czuje wdzięczności i nie potrafi myśleć o małżonku bez odrazy i niechęci. Gdy więc tylko pojawia się okazja, w postaci młodego malarza Jana Van Loosa, uwieczniającego małżeństwo Sandvoortów, bez większych oporów nawiązuje z nim romans.

W tle toczy się historia wielkich upadków i zbijania ogromnych majątków na spekulacjach cebulkami tulipanów, spośród których pojedyncze gatunki kosztują fortunę. Mroczny, nieco zatęchły klimat Niderlandów XVII wieku, który pokochałam od momentu przeczytania (i obejrzenia) Dziewczyny z perłą, autorka Tulipanowej gorączki oddała w sposób bardzo autentyczny. Losy głównych bohaterów szybko wciągają czytelnika i choć wydaje się, że to nic nowego a schemat romansu młodej żony jest już ograny, to lektura i tak daje dużo przyjemności, choćby za sprawą specyficznego, szorstkiego stylu Moggach. Powieść pozbawiona jest wszelkich zbędnych ozdobników, opisy zawierają w sobie tyle treści, ile jest konieczne. To wszystko dobrze oddaje mroczną i powściągliwą atmosferę XVII-wiecznego Amsterdamu. Dodatkowo na korzyść powieści działają narratorzy (momentami naprawdę zadziwiający) nie tylko pod postacią Sohpie czy Cornelisa, ale również bohaterów drugo- i trzecioplanowych a nawet przedmiotów. Choć sama intryga (lub intrygi) wydaje się dość toporna i szyta grubymi nićmi, to przy założeniu, że życie też często pisze nieprzewidywalne scenariusze, naprawdę nie razi. W tym szaleństwie jest metoda i im bardziej absurdalne rozwiązania autorka zastosowała, tym bardziej skłonna byłam w nie uwierzyć, ponieważ w moim odczuciu uwiarygadniały desperację i naiwność młodych bohaterów.

Tulipanowa gorączka nie jest zwykłym romansem kostiumowym o poczciwym mężu, niegodziwej żonie i młodzieńczo naiwnym kochanku. Oprócz bardzo ciekawego tła historycznego, obrazu mentalności (i przywar), otrzymujemy wciągający moralitet o zbrodni i karze, klasyczny i nowatorski jednocześnie (choćby przez zestawienie rozwiązania wątku Cornelisa, Sophie i Jana z wątkiem Marii i Willema). Zdecydowanie polecam, bo choć może nie jest to powieść wybitna, to na pewno jej lektura jest przyjemna  i satysfakcjonująca.

3 komentarze

Skomentuj czarnatulipanna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.