#książki, #book, #recenzja

Gorączka


Tytuł: Gorączka

Autor: Mary Beth Keane

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2018

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Oparta na faktach niepokojąca opowieść o Mary Mallon, której historia paraliżowała opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych początku XX wieku. Media nazywały ją ?najbardziej niebezpieczną kobietą w Ameryce?. Jaka była naprawdę?

Piętnastoletnia Irlandka przybija do brzegów ziemi obiecanej. Przykładna katoliczka, dziewczyna z ambicjami, pracowita, odważna. Marzy o tym, by zostać kucharką. Nowy Jork spełnia jej oczekiwania. Mary jest zaufaną gospodynią w kolejnych nowojorskich domach. Dostaje dobre referencje, a jej lody brzoskwiniowe uchodzą za przysmak. Poznaje Alfreda. Zakochuje się. Jest szczęśliwa…

Niczym mroczny żniwiarz podąża jednak za nią tyfus, kładąc się cieniem na jej życiu i karierze. W każdym domu, w którym gotuje, dochodzi do zarażeń gorączką tyfusową. Inspektor sanitarny, dr Soper, dopatruje się w tym nieszczęśliwym zrządzeniu losu pewnego schematu. Uważa, że Mary jest rzadkim przypadkiem nosiciela choroby. Kobieta zostaje aresztowana i przymusowo izolowana na Wyspie North Brother na East River. Jej przypadek jest szeroko dyskutowany i uznany za ważne odkrycie medyczne. Jedni uważają ją za ofiarę, inni za morderczynię.

?Gorączka? to fascynująca i niejednoznaczna powieść, której równorzędnymi bohaterami są Nowy Jork początku XX wieku i ówczesny rozkwit medycyny. Mary Beth Keane rozprawia się z legendą, która narosła wokół Tyfusowej Mary. Oddaje jej głos i pozwala dostrzec w niej pełną pasji kobietę, która jest zmuszona nieustannie walczyć o prawo do normalnego życia. Doskonała, trzymająca w napięciu lektura!

Dla dobra ogółu

Czy można poświęcić życie jednostki, by ochronić społeczeństwo? Czy szczęście ogółu jest ważniejsze, od szczęścia pojedynczego człowieka? Mary Mallon jest nosicielką bakterii tyfusu i chociaż sama nie choruje, zaraziła kilkadziesiąt osób, spośród których kilka zmarło. Czy Mary zasługuje na potępienie?

Mary Beth Keane zabiera nas do Nowego Jorku, ale całkowicie odmiennego od współczesnego wyobrażenia o tym mieście. Na ulicach dzielnic pełnych robotników i biedoty zalegają sterty cuchnących śmieci, zwierzęce odchody i błoto. Wszystko to tworzy obrzydliwą  maź, w której nogi mieszkańców grzęzną po kostki. Ludzie wyrzucają przez okna odpadki, a wokół unosi się fetor wychodków i zgnilizny. W takich warunkach żyje Mary Mallon, irlandzka imigrantka, która na swoje utrzymanie zarabia gotowaniem w domach bogaczy. Wszędzie, gdzie zjawia się kobieta, prędzej czy później śmierć zaczyna zbierać swoje żniwo. Kolejne epidemie tyfusu doprowadzają do niej miejscowego inspektora sanitarnego, w konsekwencji czego kobieta zostaje aresztowana i wywieziona na wyspę, do ośrodka leczenia chorób zakaźnych. Kucharce postawiono zarzut narażania zdrowia i życia ludzi, dla których przygotowywała posiłki. Mary z dnia na dzień zostaje odizolowana od świata zewnętrznego, pozbawiona możliwości spotykania się z najbliższymi i zmuszona do uczestnictwa w upokarzających badaniach.

Autorka stworzyła bardzo ponurą wizję rzeczywistości. Jeżeli miałabym ją z czymś porównać, to do głowy przychodzi mi tylko Pachnidło Patricka Süskinda. Podobieństwo między powieściami nie polega tylko na wszechobecnym brudzie i unoszącym się fetorze, na wszędobylskich muchach, robactwie i rozkładzie. W obu przypadkach historie były ciekawe i wciągające, jednak nie sposób było polubić głównych bohaterów. Mary Beth Keane sprawiła, że do żadnej z postaci nie dało się poczuć sympatii, współczucia, czy zrozumienia. Portrety psychologiczne Mary i jej ukochanego Alberta, zostały zaledwie naszkicowane, więc ich motywacje i zachowania często bywały niezrozumiałe. Zabiegi, które zastosowała Keane doprowadziły do tego, że bohaterowie jej powieści przede wszystkim wydają się zarozumiałymi, aroganckimi egoistami, którzy nie uznają żadnych autorytetów i nie potrafią wznieść się ponad własne potrzeby.

Pod względem językowym powieść okazała się równie szorstka i brutalna, co treść – roi się w niej od przekleństw i opisów koszmarnych warunków sanitarnych. Mary Beth Keane posługując się myślami głównej bohaterki, często tasuje chronologię, co wprowadza sporo chaosu, a niektóre z zabiegów, które zastosowała wypadły dość szkolnie. Gorączka pozostaje dla mnie smacznym daniem głównym, w którym zabrakło mi jednak sosu łączącego wszystkie jego części. Stylistyczne niedociągnięcia nie zmieniają faktu, że autorka stawia przed czytelnikiem niezwykle istotne pytania: czy można uwięzić jedną kobietę, która jest nosicielką tyfusu, by ocalić przed epidemią innych mieszkańców miasta? Czy sprawiedliwym jest odizolowanie od społeczeństwa człowieka, który nieświadomie niósł śmierć? Keane nie pomaga czytelnikowi w znalezieniu odpowiedzi. Gdyby wykreowana przez nią bohaterka była miłą i pokorną kobietą, dużo łatwiej byłoby nam stwierdzić, że uwięzienie jej jest złe i okrutne, jednak Mary Mallon, nie jest miła i pokorna. Jest za to arogancka, próżna i egoistyczna. Czy to usprawiedliwia odebranie jej człowieczeństwa i godności? Czy oznacza, że nie ma takich samych praw, jak pozostali?

 

7 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.