#książki, #book, #recenzja

Strażnik rzeczy zagubionych

Tytuł: Strażnik rzeczy zagubionych

Autor: Ruth Hogan

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2018

Opis ze strony wydawnictwa:

Pełna magii i humoru powieść o tym, że każdy z nas chciałby zostać odnaleziony. O sile przyjaźni i miłości, o zbiegach okoliczności przynoszących nadzieję i drugich szansach, które należą się każdemu.

Starzejący się pisarz, Anthony Peardew, po śmierci ukochanej żony zaczyna zbierać i katalogować przedmioty zgubione przez innych. Jego pierwszym zaskakującym znaleziskiem jest puszka po ciasteczkach z ludzkimi szczątkami, pozostawiona w pociągu. Czując, że ma coraz mniej czasu, przekazuje w testamencie swojej zaufanej asystentce Laurze osobliwą kolekcję wraz ze szczególnym zadaniem – kobieta ma oddać odnalezione przez niego przedmioty ich właścicielom. W wypełnieniu tego pozornie niewykonalnego zadania pomaga jej ogrodnik Freddy, a także Sunshine, urocza dziewiętnastolatka z zespołem Downa, która przejawia wyjątkowe zdolności w odgadywaniu, skąd pochodzą przedmioty. Nikt nie przypuszcza, jaką lawinę nieprzewidzianych zdarzeń uruchomi to nietypowe ostatnie życzenie Strażnika rzeczy zagubionych.

Jednocześnie w domu coraz silniej zaznacza swoją obecność duch żony pisarza – Theresy, która także próbuje przekazać swoją ostatnią wolę?

 

Triumf prostoty

Choć wakacje dopiero się zaczęły, nie mam wątpliwości, że Strażnik rzeczy zagubionych będzie jedną z najlepszych letnich lektur. Ba! Wiem, że będzie to jedna z najlepszych książek przeczytanych w tym roku i na pewno znajdzie się w końcoworocznym podsumowaniu!

Nic nie zapowiadało tego, że powieść Ruth Hogan tak bardzo mnie zachwyci. To nieprawdopodobne, że przy tak niewielkim skomplikowaniu fabuły i postaci można osiągnąć tak znakomity efekt. Strażnik rzeczy zagubionych jest niezwykle ciepłą, pełną uroku plątaniną ludzkich losów i historii, paletą osobowości, w której nawet czarne charaktery wzbudzają sympatię (lub przynajmniej uśmiech na twarzy czytelnika). Zwyczajni (niezwyczajni) bohaterowie – mijamy ich na przystankach autobusowych, spotykamy w sklepie, oglądamy w lustrze – chwytają za serce. Mogło być kiepsko, mogło być kiczowato, ale autorka obroniła powieść prostotą, humorem i – co najważniejsze – siłą uczuć. Ruth Hogan niewątpliwie zna umiar i doskonale wie, w których momentach uniknąć przesady (by nie przesłodzić).

Dawkowałam, oszczędzałam, jak tylko można. Byle dłużej cieszyć się urokiem tej historii, byle jak najdłużej móc zagłębiać się w losy różnych bohaterów. A uwierzcie mi, jest się w czym zagłębiać. Zwykłe-niezwykłe opowieści – piękne w swojej prostocie, magiczne i urzekające, a mimo to autentyczne. Trudno znaleźć mi inną powieść, która niosłaby w sobie taki ładunek ciepła i pozytywnej energii. Jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że powieść Ruth Hogan jest literackim przeniesieniem Amelii lub Po prostu miłość; z takim samym ładunkiem tkliwości i wrażliwości, która nie jest nadmuchana i patetyczna.

Strażnik rzeczy zagubionych jest powieścią jak kubek ciepłego kakao z pianką, jak babcina drożdżówka z lukrem. Idealna by rozkoszować się nią w słoneczne, leniwe popołudnia, doskonała na jesienną pluchę, lub zimowe otulenie kocykiem – ciepła, urocza, podnosząca na duchu, dająca nadzieję i przynosząca ukojenie. Jeśli do tej pory nie sięgnęliście po powieść Ruth Hogan, nadróbcie to koniecznie. Dajcie się oczarować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.