#książki, #book, #recenzja

Zmierzch Tudorów

Tytuł: Zmierzch Tudorów

Autor: Philippa Gregory

Wydawnictwo: Książnica

Rok wydania: 2018

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Po śmierci Henryka VIII rozpoczyna się walka o sukcesję. Nieletni syn zmarłego władcy nie rządzi samodzielnie, a w kolejce do tronu ustawiają się zwaśnieni spadkobiercy Tudorów. Połowa XVI wieku, Anglia. Kiedy nieletni król Edward VI Tudor umiera, królową zostaje Joanna Grey, prasiostrzenica zmarłego Henryka VIII. Tymczasem katoliczka Maria Tudor, córka Henryka VIII, pośpiesznie gromadzi armię i więzi Joannę w Tower. Ponieważ Joanna odmawia wyparcia się wiary protestanckiej, Maria Tudor posyła ją na szafot. Również siostry straconej królowej, Katarzyna i Maria,
pozostają w śmiertelnym niebezpieczeństwie, dopóki królowa Maria nie urodzi potomka. Ich trudne położenie nie ulega poprawie,
gdy władzę obejmuje Elżbieta I. W każdej chwili siostry Grey mogą podzielić los ściętej Joanny.

 

Powrót królowej

Ostatnie spotkania z powieściami Philippy Gregory trudno uznać za udane. To, czym autorka zachwycała w swoich wcześniejszych książkach, całkowicie zagubiło się w najnowszych (i nie mówię o książkach napisanych dawniej, a tylko wydanych w Polsce w ostatnich latach), zupełnie jakby Gregory zapomniała, jak tworzy się pełnokrwiste bohaterki i w jaki sposób tchnąć w nie życie. Skutek był taki, że wybrane przez autorkę postaci były nijakie i/lub irytujące, a ich zachowania absurdalne i niezrozumiałe. Tym razem Philippa Gregory pokazała, że były to problemy przejściowe, a z cyklem tudorowskim żegna się w dobrym stylu.

Ostatni tom serii przedstawiającej losy Tudorów autorka poświęciła losom trzech sióstr Grey – Joanny, Katarzyny i Marii. O ile historia „dziewięciodniowej królowej” jest szeroko znana, o tyle losy jej młodszych sióstr niezbyt często pojawiają się w popkulturze. Choć ich doświadczenia były różne, łączy je jedno – każda z nich poświęciła się dla idei.

Nareszcie! Nareszcie doczekałam się autentycznych i wiarygodnych postaci. Nareszcie ich motywacje i zachowania mają sens. Philippa Gregory kończy przygodę z Tudorami na naprawdę dobrym poziomie. Choć w powieści sporo było (niestety) wątków romansowych, to wszystkie napisane były ze smakiem i wyczuciem. Trzeba je przełknąć (bo przecież nie sposób ich ominąć, skoro powieść ma bazować na prawdziwych wydarzeniach).

Urszula Gardner tradycyjnie weszła na wyżyny swoich możliwości i jej przekład jest naprawdę znakomity, a z każdym kolejnym zdaniem widać, że te klimaty są jej naprawdę bliskie. Ale żeby nie było zbyt różowo, mam jedno techniczne zastrzeżenie – powieść, choć jest częścią cyklu, ma nieco inną szatę graficzną i format (jest sporo mniejsza!) niż pozostałe części. Zdaję sobie sprawę, że wizualna strona wydań powieści Gregory, może nie powalała na kolana, ale przynajmniej była spójna. Są czytelnicy, którzy posiadają wszystkie wcześniej wydane książki i dla nich wygląd i rozmiar ostatniej mają znaczenie. I to duże.

Całe szczęście treść wynagrodziła mi niedociągnięcia wizualne (dopóki nie odłożę książki na półkę, krew mnie nie zaleje) i zakończenie serii spełniło moje oczekiwania, pod względem stylu i pomysłu na siostry Grey. Gregory po raz kolejny udowodniła, że epoka Tudorów to jej konik, podobnie jak tworzenie ciekawych i wiarygodnych bohaterek. Zmierzch Tudorów to przyjemna, lekka pozycja na chłodne, jesienne wieczory, z kocykiem i kubkiem herbaty. Powieść powinna zadowolić miłośników beletrystyki historycznej, zwłaszcza, że rzuca nowe światło na postaci historyczne, które są powszechnie znane. Philippa Gregory powróciła w wielkim stylu i trochę żal, że to zakończenie cyklu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *