#książki, #book, #recenzja

Drzazgi

Tytuł: Drzazgi

Autor: Joanna Bartoń

Wydawnictwo: JanKa

Rok wydania: 2018

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Intryga jest kryminalna: syn ? poczęty z wielkiej miłości przez rodziców niedojrzałych, wychowywany przez matkę, okaleczoną emocjonalnie ? wyrasta na artystę, który zdolny jest do zabójstwa. Matka musi się zmierzyć z wyrzutami sumienia, co oznacza konieczność przeanalizowania własnego życia (w tym związków z najbliższymi, przede wszystkim z własną matką), ale musi też stawić czoło opinii publicznej, nieskłonnej do rozumienia, lecz do potępienia. Autorka jednak nie prowadzi narracji jak w kryminale, lecz jak w powieści psychologicznej, a przy tym korzysta z języka powściągliwego i wyrazistego zarazem. Przedstawia równie przekonująco odpryski życia wielkomiejskiej Łodzi, nocnego Krakowa, wakacyjnego Wybrzeża, wsi pod Legnicą oraz emigracji na Wyspach Brytyjskich.

 

Wiwisekcja złamanej duszy

Ja wiem, kryminały się sprzedają, ale Drzazgi to z pewnością nie jest kryminał. Miłośnicy powieści noir, zawiłych śledztw i krwawych zbrodni mogą w tym przypadku nie odnaleźć tego, co zwykle znajdują w omawianym gatunku. Drzazgi to przede wszystkim powieść psychologiczna, wewnętrzne studium matki, która nigdy nie dojrzała do bycia matką i dziecka, które nie miało okazji być dzieckiem.

Niedojrzali emocjonalnie rodzice nie są w literaturze niczym nowym, jednak spojrzenie Bartoń z pewnością można uznać za oryginalne, a kreacje bohaterów za co najmniej nieoczywiste. Nie są ważni rodzice, nie jest ważny pierwszy chłopak, ani dziecko ani nawet zbrodnia. Wszyscy pojawiają się tylko po to, by opowiedzieć historię Liliany. Właściwie w powieści nie jest ważne nic oprócz tego, co dzieje się w głowie głównej bohaterki. A tam dzieje się wiele. Czytelnik ma okazję zobaczyć proces kształtowania się człowieka, córki, matki, partnerki. Złamane dzieci, wyrastają na złamanych dorosłych. Czy poharatany emocjonalnie człowiek, jest w stanie wychować szczęśliwe dziecko?

Liliana ma dziecko, jednak Liliana nie jest matką. A na pewno nie taką, z którą większość matek mogłaby się utożsamić. Upada mit niezachwianej matczynej miłości, która wszystko znosi, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje. Liliana nie tworzy z dzieckiem jedności. Nie tworzy jej z nikim.

Joanna Bartoń szarżuje. Drażni czytelnika kreacją głównej bohaterki i niespodziewanymi rozwiązaniami fabularnymi. Autorka bawi się słowem i ma rzadko spotykany talent do pisania dialogów – w całej powieści tylko jeden zgrzytał w mojej głowie (pierwsze spotkanie Lili i Mury) ? czytanie całej reszty było więcej niż przyjemne.
Drzazgi to powieść trudna, przemyślana i niezwykle dojrzała (choć wiek autorki wcale tego nie zwiastował). Bartoń przemaglowała psychikę głównej bohaterki, rozłożyła na czynniki pierwsze jej relacje, związki, a przede wszystkim macierzyństwo z nieobecnym (choć tak naprawdę obecnym w każdym momencie) synem, by na koniec i tak zostawić czytelnika z pytaniem: kto tak naprawdę zabił?

Drzazgi to nie jest literatura, która będzie do Was krzyczeć z witryn wielkich księgarń-sieciówek. Raczej nie zostanie bestsellerem sklepu na E. (a szkoda!), ale wysilcie się trochę, poszperajcie w księgarniach, zamówcie powieść przez Internet, bo warto. Choćby po to, by zobaczyć, że w kraju nad Wisłą też mamy zdolnych młodych pisarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.