#książki, #book, #recenzja

Po trochu

 

Tytuł: Po trochu

Autor: Weronika Gogola

Wydawnictwo: Książkowe Klimaty

Rok wydania: 2017

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Najlepsze historie ze swojego życia zawsze opowiada się po trochu, po kawałku, to zwykle jakieś urywki, fragmenty. Ktoś coś zapamiętał i z tej pamięci rodzą się najpiękniejsze opowieści. Zupełnie tak, jakby siąść z przyjacielem i zacząć mu opowiadać: o sobie, o dzieciństwie na wsi, o Mamie, a jeszcze bardziej o Tacie, o wujkach, ciotkach, kuzynach. W takich chwilach chodzi o to, by mówić normalnie – bez zadęcia, bez patosu, bez wstydu: o pierwszych widzianych pożarach, o stratach, które przygotowują nas na kolejne odejścia, o czarach, o sikaniu na stojąco, o wsi, o „fuszkach życia”, o tym, że Mama mogłaby być Stingiem, a nie jest tylko dlatego, że jej się nie chce.

I właśnie tak, jak w zwykłym życiu, o najważniejszych sprawach, i o tych całkiem zwyczajnych, które zna każdy – mówi się w Po trochu.

 

Wiek niewinności, hymn pokolenia

Nie od dziś wiadomo, że lata dzieciństwa prawie zawsze wspomina się dobrze, a upływający czas wygładza wszystkie niedoskonałości tak, by w głowach dorosłych ludzi pozostał obraz sielankowy, niemal bez wad. Weronika Gogola opisała moje dzieciństwo. Opisała dzieciństwo wszystkich tych, którzy przeżyli je we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, w małych wsiach i niewielkich miasteczkach. Ale oprócz powrotu do konkretnej epoki, autorka na warsztat wzięła problemy ponadczasowe, z którymi każdy człowiek musi się – prędzej czy później – zmierzyć.

Mniej znaczy więcej

Styl autorki nazwałabym raczej oszczędnym, bez zbędnych ozdobników, a jednak historia opowiedziana z perspektywy dziecka, pełna jest słownych zawiłości. Nadaje to powieści specyficzny klimat oraz charakterystyczną dla najmłodszych życiową nieświadomość i umiejętność opowiadania o rzeczach nie wprost. Choć lektura objętość ma raczej skromną, nie można tego w żadnym wypadku powiedzieć o treści, gdzie przy minimalnej ilości słów, autorka pokazała cały proces nabywania przez dziecko świadomości przemijania i oswajania się z odchodzeniem i utratą. Tematem wiodącym Po trochu jest dojrzewanie do śmierci, a cały rys epoki jest zaledwie dodatkiem, smaczkiem, gdyż poruszony problem jest uniwersalny i zawsze aktualny.

Okruchy dzieciństwa

Weronika Gogola zabrała mnie do rzeczywistości, która w znacznym stopniu zamazała się już w mojej pamięci. Po trochu smakuje oranżadą, pachnie ciemnym, zakurzonym strychem i grzechoce w kieszeni żetonami ze ‘starłorsów’ (zbieranymi namiętnie z popularnych chrupek). I choć codzienność wczesnych lat dziewięćdziesiątych była bez smaku i koloru, niczym guma kulka po kwadransie żucia, to świat głównej bohaterki, jej dzieciństwo, przeżycia, postrzeganie świata są  bogate i pełne barw.

Możecie mi wierzyć, wszelkie zachwyty nad tą powieścią są w pełni zasłużone. Choć na najczulszych strunach zagra ona zapewne równolatkom autorki i to właśnie ich przeniesie w dzieciństwo sielskie, anielskie, to jej przesłanie przemawia do czytelnika niezależnie od metryki, więc jeśli jakimś cudem nie przeczytaliście jeszcze powieści Weroniki Gogoli (a mam wrażenie, że już wszyscy przeczytali ją przede mną), koniecznie powinniście to nadrobić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *