#książki, #book, #recenzja

Płotka

Tytuł: Płotka

Autor: Lisa Brennan – Jobs

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Urodziła się na farmie, a rodzice nadali jej imię pośród pól. Dziewczynkę nazwano Lisa. Tak samo jak komputer, nad którym Steve Jobs pracował, gdy jego partnerka, artystka Chrisann Brennan, zaszła w ciążę. „To nie moje dziecko” – powtarzał latami, mimo że testy DNA nie pozostawiały złudzeń.

Lisa Brennan-Jobs towarzyszyła ojcu w ostatnich chwilach, choć ten niegdyś nie chciał wychowywać córki. Całą swoją energię skupił na komputerze o nazwie Lisa, prototypie Macintosha, który miał okazać się sukcesem. „Jestem jednym z najważniejszych ludzi, których będziesz znać” – usłyszała dwuletnia dziewczynka podczas ich pierwszego spotkania. Wówczas jeszcze nie wiedziała, że grube ryby pożerają płotki…

Spisana z wyczuciem literacka autobiografia. Intymny zapis dorastania i życia w cieniu wielkiego wizjonera. Walka o własny głos w historii zdominowanej przez niezwykle silne osobowości matki i ojca. A także poruszająca opowieść o tym, że na pojednanie nigdy nie jest za późno.

 

Strupy dzieciństwa

Trudno znaleźć kogoś, kto nie wiedziałby, kim był Steve Jobs – człowiek ikona. Ale najbardziej znany jest oficjalny wizerunek, powierzchowny niczym okładka czasopisma. A jaki był prywatnie? Dlaczego równie znana jak jego działalność w firmie Apple i Pixar była relacja z córką? Być może dlatego, że trudno spotkać inną tak trudną, pogmatwaną i nieoczywistą relację między dzieckiem i rodzicem? I właśnie z więzami rodzinnymi (choć w tym przypadku to bardziej pęta), a także z całym dzieciństwem w swojej opowieści próbuje rozprawić się Lisa Brennan-Jobs.

Przed rozpoczęciem lektury zastanawiałam się, czy gdyby ojcem autorki nie był ktoś tak znany miałaby ona w ogóle szansę zaistnieć, przebić się na przeładowanym rynku wydawniczym. Płotka nie jest jednak próbą zdobycia rozgłosu, praniem brudów po znanym ojcu ku uciesze tłumów. To próba uporządkowania wspomnień, emocji i zmierzenia się z trudnym i bardzo skomplikowanym dzieciństwem – z własną historią. Co ciekawe autorka nie wzbudza litości, nie gra na emocjach czytelnika, nie użala się nad sobą i nie robi z siebie ofiary. Niestabilna emocjonalnie matka, nieobecny ojciec o bardzo skomplikowanym charakterze mogliby podkopać niejedną osobowość i poczucie wartości niejednego człowieka, jednak w dorosłej wersji Brennan-Jobs jest to niewyczuwalne. Autorka nie ukrywa, jak trudne dla dziecka było funkcjonowanie w tak skomplikowanych relacjach z rodzicami, na jak ciężką próbę została wystawiona jej tożsamość, ale jednocześnie bardzo dobrze wyczuwalny jest dystans między tym, co było i tym, co jest. Zupełnie tak jakby skrzywdzone dziecko ciągle trwało, żyło, ale w oddzielnym pokoju.

Książek o trudnym dzieciństwie jest na rynku wiele, jednak Brennan-Jobs osiągnęła nieosiągalne. Sposób jej narracji sprawił, że tak jak dziecku trudno jest ostatecznie znienawidzić ojca, matkę, tak czytelnikowi trudno jest ostatecznie potępić jej rodziców. W sposób poruszający i emocjonalny opisała ona dorastanie w dysfunkcyjnym środowisku (bo jak się okazuje nie tylko uzależnienia, skrajne ubóstwo i przemoc fizyczna są wyznacznikiem rodziny dysfunkcyjnej), ale w jej wspomnieniach nie ma postaci jednoznacznych, czarno-białych. Jej rodzice bywali neurotyczni i egoistyczni, ale również nieszczęśliwi, wewnętrznie zablokowani, dlatego osądzanie ich nie przychodzi czytelnikowi łatwo.

Płotka jest opowieścią o dzieciństwie, którego nie było. Zamiast beztroski główną rolę grało poczucie odrzucenia, niezaspokojona potrzeba akceptacji, niepewność i rozpaczliwa prośba o najmniejszy przejaw miłości. I właściwie to, że ojciec autorki był znany i podziwiany ma znaczenie drugo- a nawet trzecioplanowe. Historia Lisy Brennan-Jobs jest wystarczająco poruszająca i literacko dobra, by obronić się sama.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *