#książki, #book, #recenzja

Coś

Tytuł: Coś

Autor: John W. Campbell

Wydawnictwo: Vesper

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Niniejsza książka zawiera nigdy wcześniej niepublikowaną, pełną wersję jednego z najważniejszych opowiadań science fiction: Kim jesteś? [oryg. Who Goes There?] Johna Campbella. Opublikowane pierwotnie w 1938 roku w czasopiśmie „Astounding Science Fiction”, stało się kanwą powstałego w 1951 roku filmu Istota z innego świata [oryg. The Thing from Another World]. Ponad trzydzieści lat później na ekrany kin trafił remake obrazu – Coś [oryg. The Thing] w reżyserii Johna Carpentera z Kurtem Russellem w roli głównej. To za sprawą tej kultowej już dziś ekranizacji historia grupy amerykańskich naukowców stacjonujących na Antarktydzie, którzy natrafiają na wrak statku kosmicznego i uwięzionego w lodzie przybysza z obcej planety zyskała światowy rozgłos. Mało kto miał jednak okazję zapoznać się z jej literackim pierwowzorem. W 2017 roku pracujący nad biografią Campbella Alec Nevala-Lee odnalazł w archiwach Houghton Library na Uniwersytecie Harvarda zdecydowanie dłuższą i bogatszą w szczegóły wersję słynnego opowiadania, które niedawno dopiero ujrzało światło dzienne. Wydanie, które trzymasz w dłoniach, zawiera również przedmowę Aleca Nevala-Lee oraz wprowadzenie jednego z najbardziej znanych pisarzy science fiction, Roberta Silverberga. Polska edycja została wzbogacona o posłowie Piotra Goćka, a także fragment powieści będącej kontynuacją historii opisanej przez Campbella. Dodatkową atrakcją są sugestywne ilustracje Macieja Kamudy.

 

Klasyka klasyką, ale…

Przeraźliwie zimna Antarktyda, klaustrofobiczna baza i… Coś. Powieść miała całkiem spory potencjał i liczyłam na dobrą rozrywkę z klasyką literatury sci-fi. A co z tego wyszło? Coś ma wiele zalet. Przede wszystkim koncepcja: tajemnicza istota pozaziemska opisana w utworze jest tworem naprawdę przerażającym. Jego obecność wydaje się straszna nie tylko pod względem wizualnym, ale porusza czytelnika również pod względem filozoficznym i moralnym.

Po raz kolejny zachwyciło mnie wydanie powieści (pod tym względem wydawnictwo Vesper nie ma sobie równych). Znakomite ilustracje Macieja Kamudy pogłębiają efekt grozy, jednocześnie odpychają i nie pozwalają oderwać od siebie wzroku. Cieszy również dodatkowy fragment kontynuacji oraz posłowie, skupiające się głównie na ekranizacjach bazujących na opowiadaniu Campbella.

Jednak mimo fantastycznego wydania utwór nie jest pozbawiony wad. Przede wszystkim w opowiadaniu brak zarysowania bohaterów. Nie “dobrego zarysowania”, ale zarysowania w ogóle. W historii występuje ponad trzydzieści osób, a my nie wiemy o nich właściwie nic. Imię, nazwisko i, ewentualnie, pełniona w bazie funkcja. To dziwny zabieg, zwłaszcza gdy otrzymujemy opisy pogody, przyrody i maszyn. Natłok nazwisk przy znikomym naszkicowaniu postaci sprawił, że w trakcie lektury zdarzało mi się pogubić i właściwie było mi obojętne, co się stanie z danym bohaterem. Ogromnym plusem jednak był klimat powieści i narastające uczucie paranoi i wzajemnego oskarżania się.

O ile zwykle uwielbiam przedmowy, o tyle w przypadku Coś okazała się ona strzałem w kolano. Przed lekturą o fabule wiedziałam tyle, ile wynikało z opisu na okładce, a w tym przypadku przedmowa zdradziła mi wydarzenia, które zostały opisane w opowiadaniu. Jej autor stworzył (subiektywny) przegląd słabych stron historii. Poważnie? Takie zabiegi może uszłyby na sucho w posłowiu. Wtedy czytelnik zwykle ma wyrobione zdanie na temat tego, co Campbellowi się udało, a co nie.

Klasykę warto czytać. Klasykę warto znać. Choćby po to, by mieć na jej temat własne zdanie. Coś zupełnie we mnie nie zagrało. Owszem, od pewnego momentu czytało mi się to całkiem przyjemnie, a jeszcze przyjemniej czytało mi się dodatek w postaci fragmentu kontynuacji. Pocieszyłam oko ilustracjami, doceniłam pomysł, ale lekturę skończyłam z poczuciem, że można było lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *