#książki, #book, #recenzja

Vera

Tytuł: Vera

Autor: Anne Swärd

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Opowieść o matkach i córkach, miłości i zdradzie, poczuciu winy i woli przetrwania.
Jedna z najlepszych szwedzkich powieści ostatnich lat napisana przez członkinię Akademii Szwedzkiej.
Kiedy gorset zaciska się na żebrach, ubierana do ślubu Sandrine myśli o dziwnym życiu, jakie czeka ją w arystokratycznej szwedzkiej rodzinie u boku starszego, przystojnego ginekologa, Ivana Cedera. Kiedy nieznacznie się rozluźnia, Sandrine wspomina przeszłość: dzieciństwo na południu Francji, skąd pochodziła jej matka, i wojnę na podhalańskiej wsi, skąd wywodził się jej ojciec marynarz.
Lodołamacz toruje drogę na wyspę. Tam ma odbyć się wesele, rozgrzani alkoholem goście nie zorientują się, że w izbie za ścianą pan młody odbiera poród. W noc poślubną na świat przyjdzie niebieskooka Vera ­– jedna z wielu tajemnic Sandrine.
Znakomita, trzymająca w napięciu powieść, w której nic nie jest tym, czym się wydaje.

 

Miłe złego początki…

Kiedy zaczęłam czytać powieść autorstwa Anne Swärd, niemalże zachłysnęłam się z zachwytu. Ten klimat, to budowanie napięcia, intryga – to będzie książka tego roku! I trwałam sobie w tym przekonaniu jeszcze moment, ale niestety – w tym przypadku poszybowanie w przestworza zakończyło się bolesnym upadkiem.

Skandynawskość Very wyczuwalna jest niemal w każdym zdaniu – szorstki i surowy styl idealnie współgra ze skalistymi krajobrazami. Niestety ani styl, ani słabość do literatury skandynawskiej nie wystarczyły, by utrzymać wysoki poziom satysfakcji z lektury. Po pierwszym zafascynowaniu intrygą i atmosferą tajemnicy, fabuła zaczyna się rozłazić. Wygląda to tak, jakby w połowie powieści autorka straciła zapał i pomysł by poprowadzić historię głównej bohaterki. Niestety, za każdym razem kiedy Sandrine przebywa poza Szwecją, z powieści znika realizm. Autorce idealnie udało się oddać atmosferę surowej Skandynawii, ale trudno pozbyć się wrażenia, że wydarzenia które dzieją się w innych częściach świata mogłyby dziać się gdziekolwiek.

Vera miała naprawdę ogromy potencjał – atmosfera tajemnicy i napięcia, która otrzymujemy na początku powieści jest oszałamiająca. I gdyby autorka poprzestała na rozwikłaniu zagadkowych zachowań Sandrine, miałaby szansę utrzymać uwagę czytelnika. Jednak druga połowa powieści bardzo odstaje poziomem od pierwszej, mnogość wątków męczy (żaden nie jest porządnie poprowadzony). Zamiast nerwowego i pospiesznego przerzucania stron, by jak najszybciej rozwikłać zawarte w Verze tajemnice, powoli wkrada się znużenie, które niestety nie opuszcza już czytelnika.

Vera jest tegorocznym ogromnym rozczarowaniem – nie dlatego, że jej styl szwankuje, albo pomysł był zły, ale dlatego że w połowie zabrakło początkowej werwy i pociągnięcia świetnie zarysowanych wątków. Po pierwszych rozdziałach człowiek w zachwycie cieszy się, że trafił na powieść wybitną, podczas gdy jej zakończenie jest przeciętne. Poprawne, ale przeciętne. A przecież nie tego oczekiwał po takim początku. Oczywiście, na rynku wydawniczym można znaleźć setki gorzej napisanych powieści, jednak w tym przypadku na końcową ocenę najbardziej wpływa świadomość zmarnowanego potencjału. Wielka, wielka szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *