#książki, #book, #recenzja

Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom

Tytuł: Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom

Autor: Charles Dickens

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Niewyczerpana skarbnica wciąż żywych przypowieści o świętach jako czasie dobroci, wybaczenia i miłosierdzia.
Czwarty już tom Opowieści wigilijnych dopełnia prezentację utworów świątecznych. Są one, rzecz jasna, mniej zwarte niż „książki wigilijne”, gdyż stanowią tylko fragment tytułowego przedsięwzięcia. Pierwsze cztery (Wrak Złotej Mary, Katusze gromadki angielskich jeńców, Nawiedzony dom i Wieść z morza) są utrzymane w tradycyjnym stylu Dickensa, natomiast Ziemia Toma Tiddlera oraz Bezimienny bagaż zaskakują nowatorstwem formalnym. Katusze angielskich jeńców pisane były wspólnie z Wilkie Collinsem, podobnie jak opublikowane w roku 1867 Bezdroże, noszące wyraźny ślad tego, iż równolegle przygotowywane były dwie formy tego utworu: narracyjna i sceniczna.

 

Proza prostoduszna

Zaczęło się nie najlepiej – nie zaiskrzyło od pierwszych stron. Miłośnikom literatury wiktoriańskiej zapewne nie będą przeszkadzać pewne jej elementy, których nie brakuje i w Nawiedzonym domu – spora dawka teatralnej patetyczności, przewidywalność, stereotypy, czy uderzanie w dewocyjny ton – i ja biorę to wszystko z całym inwentarzem. Jednak w zbiorze opowiadań pojawiło się kilka problemów, głównie technicznych. Wśród tekstów są takie, które pierwotnie miały kilku autorów i to niestety czuć. Te historie wydają się bardzo poszatkowane, niespójne i wyrwane z kontekstu. Trudno się w nie wgryźć i połapać.

Fabularnie, przez większość lektury, też niestety nie było tak dobrze, jak być mogło. Oczywiście to Dickens, więc nie znajdziemy tu jakiś rażących błędów i niedoróbek, jednak po mistrzu literatury zimowo-świątecznej (nic nie poradzę, że najlepiej czyta mi się go zimą), oczekiwałam czegoś więcej, niż poprawnych opowiadań. Ostatecznie naprawdę wciągnęły mnie dwie historie: tytułowy Nawiedzony dom oraz (ostatnie i najdłuższe spośród tekstów) Bezdroże. W obu wyczuwalny był dickensowski duch, poczucie humoru, tragizm, a także – charakterystyczna dla tego autora – nieuchronność przeznaczenia. Na uznanie zasługuje również zaskakujące niestandardową konstrukcją opowiadanie Bezimienny bagaż – bardzo przyjemne w odbiorze.

Nawiedzony dom to zbiór opowiadań napisanych w duchu epoki wiktoriańskiej – moralizatorskich, pełnych archetypicznych postaw i bohaterów, ale również prostodusznych. To, co w wykonaniu innego autora wydawałoby się kiczowate, u Dickensa sprawdza się bardzo dobrze. Na pewno nie poleciłabym tego zbioru osobom zaczynającym swoją przygodę z prozą Charlesa Dickensa (tym zdecydowanie polecam którąś z powieści). Jednak dla miłośników twórczości tego autora powinno być to dość satysfakcjonujące spotkanie – nawet jeśli nie lektura obowiązkowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *