#książki, #book, #recenzja

Ręce ojca

Tytuł: Ręce ojca

Autor: Aleksandra Julia Kotela

Wydawnictwo: JanKa

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Bohaterka powieści szuka odpowiedzi na ważne pytanie: do jakiego stopnia człowiek jest odpowiedzialny za to, kim jest, kim się staje, czy w stawaniu się tym jest wolny, czy też ograniczony – genami, środowiskiem, w którym się rodzi, przeznaczeniem? Próbuje uporządkować swoje wnętrze i swoje życie, przemieszczając się i w czasie, i w przestrzeni, między Polską a Niemcami. Pozostaje nieustannie w drodze, co jest metaforą pragnienia przemiany. Szuka prawdy o swoim ojcu, którego nigdy nie znała, o jego przyjaźniach i miłościach, a okruchy rzeczywistości, o które się potyka, czynią z jej życia swoisty labirynt, zmuszający do ciągłych wyborów. Autorka stawia również pytanie, czy prawda musi być wyzwalająca, czy odkrywając ją, Julia nie zgubi siebie, a rozwiązanie rodzinnej zagadki przyniesie ulgę – najbliższym ludziom, jej samej, czytelnikowi. A może chodzi o to, że historię trzeba opowiedzieć, by nie zwariować?
Tak, jak bohaterka tropi ślady przeszłości, Kotela szuka własnego stylu, stapiając w jedno powieść drogi, kryminał i romans, pisze więc rzecz – w podwójnym sensie – o próbie wyzwolenia się, o pragnieniu wolności.

 

W poszukiwaniu tożsamości

Na rynku wydawniczym przeżywamy zatrzęsienie sado-masochistycznej szmiry i powieści gatunku bliżej nieokreślonego, ale okraszonego sowicie przaśnym żarcikiem. Tymczasem umyka nam nowe pokolenie zdolnych pisarzy – obserwatorów. Zadziwia mnie przenikliwość z jaką patrzą na świat niektórzy młodzi twórcy. Gmerają we wnętrzach swoich bohaterów, tworzą misterne fabuły i aż żal, że mówi się o nich ciągle za mało, a tylko nieliczni przebijają się do głównego nurtu.

Motyw odkrywania własnej historii i poszukiwania tożsamości nie jest w literaturze niczym nowym, ale odpowiednio doprawiony, ciągle potrafi zadziwić i zainteresować czytelnika. Fabuła Rąk ojca dzieje się w podróży, ale nie tylko tej dosłownej, ale również tej w głąb siebie, w czasie której okazuje się, że czasem największy wpływ na nas mają nie ci, którzy są obok, a wielcy nieobecni. Prawda nie zawsze przynosi ukojenie, a miłość to nieustanne wybory, wśród których żaden nie jest idealny.

Jedno trzeba oddać autorce – naprawdę dobrze napisała swoich bohaterów. Są oni niejednoznaczni, trochę irytujący, a każdy z nich ma swoją motywację, choć rzadko poznajemy ją od razu. A skoro już jesteśmy przy bohaterach, to w którymś momencie lektury pomyślałam: “Matko, jacy oni są pretensjonalni!” (trochę jak, znany z dowcipów, student prawa na UJ). W rozmowach ciągle pojawia się czytanie, pisarze, tytuły powieści… Jednak szybko zreflektowałam się, bo przecież prawie każda rozmowa, którą prowadzę, prędzej czy później, doprowadzi mnie do opowiadania o tym, co ostatnio przeczytałam. Na każdą życiową sytuację w mig odnajdę w głowie tę literacką. Ustalamy więc jedno – rozmowy o książkach pretensjonalne nie są.

Aleksandra Kotela bardzo sprawnie operuje słowem. Co prawda ma skłonności do dygresji, ale świetnie udaje jej się powściągać te zapędy, dzięki czemu główne wątki nie rozmywają się w czczej paplaninie, a tempo powieści nie zwalnia (a nawet z każdą stroną przyspiesza). Ktoś może powiedzieć, że fabuła Rąk ojca zbyt grubymi nićmi jest szyta, jednak życie niejednokrotnie pisze dużo bardziej pokręcone historie. Nie bójcie się debiutów, nie bójcie się młodych autorów – często mają do zaoferowania więcej, niż tytułu krzyczące z wystaw księgarni. I w tym przypadku nie jest inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *