#książki, #book, #recenzja

Pożegnanie z Afryką

Tytuł: Pożegnanie z Afryką

Autor: Karen Blixen

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Niezapomniana opowieść o prawdziwej Afryce
„Biały człowiek, chcąc komuś powiedzieć coś miłego, napisałby: »Nigdy cię nie zapomnę«. Mieszkaniec Afryki mówi: »Nie wyobrażamy sobie, abyś mógł o nas kiedykolwiek zapomnieć«”.
„Pożegnanie z Afryką” to autobiograficzna i najbardziej znana powieść duńskiej pisarki. Napisana w pięknym, zmysłowym stylu, z jednej strony ukazuje niepowtarzalne piękno Czarnego Lądu, z drugiej obnaża różnice między kulturą a naturą. Jest pełna współczucia, zrozumienia i szacunku dla drugiego człowieka. Blixen utrwaliła portret Afryki, której już nie ma. Afryki czasów kolonialnych, tworzonej przez przenikające się kultury miejscowych i przyjezdnych próbujących narzucić swoje reguły, często związane z brakiem poszanowania dla lokalnej społeczności.

 

Pieśń o Afryce

Czułam to! Intuicja podpowiadała mi, że moje spotkanie z Pożegnaniem z Afryką spowoduje całkowite zatracenie się w lekturze. Opowieść Karen Blixen porwała mnie od pierwszego zdania, co nie zdarza mi się zbyt często. Nieczęsto też zaznaczam w czytanych książkach cytaty, a w tym przypadku wielokrotnie zdarzało mi się zatrzymywać i analizować kolejne fragmenty, które zapadają pamięć. Zachwycił mnie język, zachwycił styl autorki, ale najbardziej zachwyciła mnie opowieść o pewnej farmie u stóp gór Ngong…

Pożegnanie z Afryką (myślę o ekranizacji) znajduje się w wielu zestawieniach romansów wszech czasów i rzeczywiście w przypadku filmu nacisk został położony na relację głównej bohaterki (boska Meryl Streep) i Denysa Finch Hattona (wspaniały Robert Redford), tym samym spłycając tę historię i ograniczając ją do kolejnej miłosnej opowiastki (choć ze wspaniałymi aktorskimi kreacjami). Tymczasem powieść jest wycinkiem nieznanego, dzikiego, niesamowitego świata, który Karen Blixen otworzyła przed czytelnikami.

Jestem zachwycona postawą autorki – sposobem poprowadzenia narracji, niesamowitym zmysłem obserwacji oraz niepohamowaną chęcią zrozumienia wszystkiego, co ją otacza. Zachowanie głównej bohaterki jest kwintesencją tolerancji. Szacunek z jakim traktuje miejscową ludność, ich prawa, obyczaje jest naprawdę zaskakujący, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę pochodzenie autorki i epokę, w której rozgrywa się akcja powieści. Całej historii przyświeca myśl, że możemy czegoś nie rozumieć, ale to nie znaczy, że mamy prawo to deprecjonować.  Autorka, choć zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń, zawsze stara się bez uprzedzeń dotrzeć do sedna i zrozumieć istotę wszystkiego, co ją otacza – trybu życia rdzennej ludności, natury, rytmu, w którym toczy się codzienność.

Pożegnanie z Afryką skradło moje serce. Opowieść pełna nostalgii nie pozwala o sobie zapomnieć. Moje myśli ciągle biegną do historii i anegdot z życia głównej bohaterki, funkcjonowania farmy, codzienności jej mieszkańców oraz nieokiełznanej dzikiej przyrody. I wierzcie mi – nikt inny tak pięknie, plastycznie nie pisze o naturze. Zdaję sobie sprawę, że w pewnym momencie powieść złożona z dłuższych i krótszych (często niepowiązanych ze sobą) opowiastek może być nużąca, nadmiar pobocznych bohaterów może przytłaczać – jednak mnie to nie dotknęło. Ta historia ciągle do mnie powraca i – nie mam wątpliwości – ja sama na pewno jeszcze wrócę na farmę u stóp gór Ngong…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *