#książki, #book, #recenzja

Rzeźnia numer pięć

Tytuł: Rzeźnia numer pięć

Autor: Kurt Vonnegut

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2018

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Jedna z największych powieści antywojennych w literaturze światowej. W zamyśle autora miała to być jego pierwsza książka. A jednak Vonnegut potrzebował dystansu lat, a także doświadczenia wynikającego z publikacji czterech wcześniejszych powieści, by wreszcie przelać na papier swe doświadczenia z czasów, kiedy jako jeniec wojenny był świadkiem bombardowania Drezna. W rezultacie powstała książka uchodząca za jedną z najwybitniejszych amerykańskich powieści antywojennych.

Jest to książka o pisarzu, który nie potrafi wymazać z pamięci wspomnień z czasów wojny, chociaż z racji swego zawodu od lat zajmuje się tworzeniem fikcji; książka silnie autobiograficzna, mieszająca dokument z science fiction, pełna trupów i gwałtu, oskarżeń i egzorcyzmów, panicznego strachu i miłości; wreszcie ? mówiąc słowami autora ? książka ?krótka i popaprana, bo o masakrze nie sposób powiedzieć nic inteligentnego?.

 

Rzeź niewiniątek

Każde kolejne spotkanie z twórczością Kurta Vonneguta utwierdza mnie w przekonaniu, że ten autor nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Jego książki prezentują styl, którego nie da się podrobić – Vonnegut ma niezwykły zmysł obserwacji połączony ze specyficznym poczuciem humoru.

Rzeźnia numer pięć zaskoczyła mnie bardzo długim wstępem. Tak długim, że w pewnym momencie myślałam, że będzie to powieść w całości poświęcona niemożności opisania traumatycznych wspomnień wojennych. Mimo to po kilkudziesięciu stronach tekst wskoczył w tory właściwiej opowieści. Autor użył wszystkich możliwych środków, by pokazać czytelnikom jak okropne  i bezsensowne są wojny. Ich obraz w mediach zawsze jest zniekształcony, a w rzeczywistości zamiast dzielnych bohaterów w średnim wieku, otrzymujemy przerażone dzieci, które umierają za wydumane idee.

Zestawienie bombardowania Drezna z wątkami fantastycznymi podkreśla absurd prowadzenia wojen. Jeśli można zabijać ludzi, do których wcale nie czujemy wrogości, umierać w najdziwniejszych i najmniej odpowiednich momentach oraz połykać zakłamaną propagandę, którą uprawiają wszystkie strony konfliktu, to równie dobrze można być porwanym przez kosmitów.

Vonnegut całość sowicie okrasił typowym dla siebie czarnym humorem, w którym każdy żart skrywa ogromne pokłady goryczy. Żołnierze którzy umierają zanim tak naprawdę zdążą coś przeżyć, cywile którzy giną, choć wcale nie chcą brać udziału w walce i ci, którzy przeżyli, a tak naprawdę są martwi. I to o tych ostatnich opowiada Rzeźnia numer pięć. O tych, którym udało przetrwać wojnę, założyć rodziny, zrobić kariery, ale ich życie tak naprawdę zakończyło się na polu bitwy. Powojenna trauma powracająca w najmniej oczekiwanych momentach sprawiła, że nigdy później w żadnym innym miejscu nie byli sobą w pełni.

Rzeźnia numer pięć jest literackim manifestem antywojennym, obnażającym najczarniejsze oblicze konfliktu zbrojnego, przy pozornym wzruszeniu ramion. Bo śmierć “zdarza się”. Wojny były, są i będą, a decyzyjność w tej kwestii nigdy nie należy do ogółu. Jedyne co można zrobić to walczyć z ich wyidealizowanym mitem.

2 komentarze

  • Galliusz

    Kurczę. Nie znam książki ani autora, ale słyszałem gdzieś kiedyś ten tytuł. Jak tylko zobaczyłem go w nagłówku recenzji coś zaczęło dzwonić, choć nie wiedziałem, w którym kościele. Teraz będę pamiętał, że tu chodzi o powieść antywojenną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.