#książki, #book, #recenzja

Blizna


Tytuł: Blizna

Autor: Au?ur Ava Ólafsdóttir

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Rok wydania: 2020

 

Opis ze strony wydawnictwa:

URZEKAJĄCO PRZEWROTNA ISLANDZKA OPOWIEŚĆ O POSZUKIWANIU SWOJEGO MIEJSCA NA ŚWIECIE.

“Czy świat za mną zatęskni? Nie. Czy świat beze mnie będzie uboższy? Nie. Czy świat da sobie radę beze mnie? Tak. Czy świat jest lepszy teraz, kiedy ja się na nim zjawiłem? Nie. Co zrobiłem, aby go poprawić? Nic”.
Jonas Ebeneser zbliża się do pięćdziesiątki, jest po rozwodzie, wyremontował już pięć kuchni, położył kafelki w siedmiu łazienkach, ale nie potrafi ułożyć sobie życia. Postanowił więc ułożyć sobie śmierć. Pakuje do walizki wiertarkę i wyjeżdża do niewielkiego hotelu Silence gdzieś w kraju jeszcze niedawno ogarniętym wojną.
Uhonorowana Nagrodą Rady Nordyckiej i Islandzką Nagrodą Literacką “Blizna” opowiada o życiu, które straciło cel. To porywający i pełen błyskotliwego humoru portret niezwykle wrażliwego mężczyzny w kryzysie.

 

Moralitet o bezczynności

Ani tytuł, ani opis zupełnie nie wskazywały, że oto w rękach trzymam powieść, która (choć w sposób nieoczywisty) będzie niosła za sobą duży ładunek optymizmu i wiary w człowieka. Wszak proza skandynawska słynie raczej z surowości i najczęściej uderza w zupełnie inne struny. Bohaterem Blizny jest mężczyzna dobijający pięćdziesiątki, który, jak się zdaje, traci fundamenty swojego dotychczasowego życia. I chociaż nie spotyka go żadna wielka tragedia, to jednak dochodzi on do wniosku, że nie chce dłużej dźwigać tego ciężaru i postanawia zniknąć. Ale nie od razu, nie we własnym domu, ani nawet nie we własnym kraju, by nie zrzucać tego balastu na barki ostatnich bliskich mu osób. Postanawia wyjechać do miejsca, w którym ciągle rozbrzmiewają echa wojny i zakończyć walkę, którą toczy z własnym życiem.

Powieść Ólafsdóttir nie jest szorstka w sposób, z którym kojarzy się proza skandynawska. W swoim czarnym poczuciu humoru niesie sporą dawkę ciepła i nadziei. Ludzie ranią, zdradzają, opuszczają, zaniedbują, a my możemy się temu poddać i latami rozdrapywać strupy, które pozostawili w nas inni, albo pozwolić im się zabliźnić. Spróbować przeżyć godzinę, dzień, miesiąc bez myślenia o sobie, o krzywdach jakie nas spotkały. Może się okazać, że jeśli dobrze rozejrzyjmy się wokół, nasze problemy okażą się błahe i nieistotne lub przynajmniej nie tak bolesne, jak początkowo je ocenialiśmy.

Ta niewielka książeczka jest idealnym moralitetem dla rzeczywistości, w której żyjemy. Samotność, jak się okazuje, to często kwestia wyboru, a tym, co najbardziej wyniszcza człowieka, nie są krzywdy jakich doznaje od innych, a własna bierność. Wystarczy dobrze rozejrzeć się dookoła, a zobaczymy, że wokół nas są ludzie bardziej samotni, bardziej skrzywdzeni, którzy tylko czekają, aż ktoś wyciągnie do nich pomocną dłoń. Przyjemna lektura z niezwykle mądrym przesłaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.