#książki, #book, #recenzja

Twierdza

Tytuł: Twierdza

Autor: F. Paul Wilson

Wydawnictwo: Vesper

Rok wydania: 2020

 

Opis ze strony wydawnictwa:

?Coś morduje moich ludzi?. Tak brzmi wiadomość wysłana przez nazistowskiego dowódcę stacjonującego w małym zamku wysoko w odległych, rumuńskich Karpatach. Każdej nocy niewidzialny i cichy wróg wybiera jedną ofiarę i pozostawia jej okaleczone zwłoki ku przerażeniu żołnierzy.
Kiedy do twierdzy przybywa elitarny oddział SS, naziści odkrywają w podziemiach pradawną tajemnicę. Zwracają się o pomoc do lokalnego żydowskiego badacza folkloru, by ten rzucił nieco światła na niewytłumaczalne wydarzenia. Nikt nie wie jednak, że do twierdzy zmierza ktoś jeszcze?
Bitwa się rozpoczęła: starcie między złem wcielonym stworzonym przez człowieka, a tym zbudzonym ze snu, niewyobrażalnym horrorem, którego powstrzymanie zdaje się niemożliwe.

 

Groza na pograniczu kiczu

Jedno wiem na pewno – powieść F. Paula Wilsona jest dzieckiem swoich czasów. Z pełną świadomością wrzucam ją do jednego worka z trwałą ondulacją, ubraniami z poduszkami na ramionach i muzyką syntezatorową – na co dzień byłoby to nie do zniesienia, ale od czasu do czasu dobrze jest zapuścić się w literackie rejony z pobudek czysto rozrywkowych.

Twierdza niewątpliwie jest powieścią kultową, ale w tym przypadku nie przekłada się to na walory artystyczne. Bohaterowie są jednowymiarowi, można opisać ich za pomocą jednej, góra dwóch cech, które w nieskończoność ogrywają. Sztampowo, ale idealnie wpisuje się w konwencję. Jeżeli oczekujecie choć odrobiny realizmu związanego z konkretnym wycinkiem historii, w którym dzieje się akcja powieści – nie łudźcie się. Ale to przecież nie jest powieść historyczna, a horror, prawda?

Twierdzy wiele można zarzucić – sztampowych bohaterów, znikome oddanie realizmu historii drugiej wojny światowej i najgorszy w całej powieści – wątek romansowy (wiecie, mam dwa sosnowe regały na książki i między nimi jest więcej chemii, niż między bohaterami Wilsona). Autor wielokrotnie wykazuje się brakiem zaufania względem swoich czytelników i wiele elementów przekazuje w sposób – trudno o inne określenie – łopatologiczny, a co za tym idzie – przewidywalny. Ale nie bądźmy czepialscy – Twierdza to horror, a ten gatunek ma dostarczać przede wszystkim rozrywki, a nie powodów do przemyśleń i zawiłości fabularnych.

Bo jeśli mowa o rozrywce, to powieść Wilsona w stu procentach spełnia swoje zadanie. Może nie pozwala obcować z niespotykanym stylem, czy nie dostarcza niezapomnianych wrażeń estetycznych, ale trudno odmówić jej tego, że lektura sprawia frajdę. Nawet jeśli jest to frajda porównywalna z jedzeniem chipsów – codzienne odżywanie nimi na pewno nie skończyłoby się dobrze, ale od czasu do czasu pogrzeszyć można.

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.