#książki, #book, #recenzja

Abominacja

Tytuł: Abominacja

Autor: Dan Simmons

Wydawnictwo: Vesper

Rok wydania: 2020

 

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Ekscytująca, mrożąca krew w żyłach opowieść autora bestsellerowego „Terroru”, Dana Simmonsa, zabiera czytelników na niebezpieczną wyprawę w najwyższe rejony Ziemi – Himalaje.

W 1924 roku zmagania grupy angielskich wspinaczy, których celem było zdobycie najwyższej góry świata, zostają przerwane, gdy podczas ataku na szczyt ginie dwóch wspinaczy, George Mallory i Sandy Irvine.

Rok później trzech wspinaczy – brytyjski poeta i weteran Wielkiej Wojny, francuski przewodnik z Chamonix i idealistyczny młody Amerykanin – planując zdobycie Mont Everestu, pozyskuje fundusze na wyprawę od pogrążonej w żałobie lady Bromley, której syn zaginął w Himalajach. Mimo oczywistych przesłanek arystokratka nie wierzy w śmierć syna, dlatego głównym zadaniem wyprawy, do której dołącza kuzynka zaginionego wspinacza, staje się odnalezienie młodego Bromleya.

Podczas wspinaczki okazuje się, że ktoś… lub coś… podąża tropem śmiałków, a ich życiu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Kto ich ściga? Jaka tajemnica stoi za niewyjaśnionymi zaginięciami wspinaczy w 1924 roku? Bohaterowie ekspedycji poszukiwawczej odkrywają tajemnicę o wiele bardziej przerażającą i… odrażającą niż jakiekolwiek mityczne stworzenie.

 

Makabreska na dachu świata

Abominacja była najbardziej wyczekiwaną przeze mnie premierą tego roku. Groza Terroru na stałe skradła moje serce i liczyłam, że i w tym przypadku będzie podobnie. Niestety tak się nie stało i zamiast kolejnych okrzyków zachwytu towarzyszyły mi tylko westchnienia wywołane ziejącą nudą.

Autor rozpoczął powieść bardzo obszernym wstępem, który jest puszczeniem oczka do czytelnika. Na sam zabieg nie narzekam, jednak rozciągnięcie wstępu na kilkadziesiąt stron (około siedemdziesięciu) nie sprawia, że szybko wsiąkamy w tę historię – wręcz przeciwnie. Zgodnie z opisem, powieść miała opowiadać o wyprawie ratowniczej w Himalajach, jednak docieramy tam dopiero po trzystu stronach. Trzystu.

Co dostajemy wcześniej (oprócz wstępu, oczywiście)? Ano, niekończące się opisy manewrów wspinaczkowych, sprzętu, ubrań, kolejnych wypraw. Ja nie mam nic przeciwko takim opisom, o ile stanowią one równowagę dla wartkiej akcji. Ale w tym przypadku przez pierwsze trzysta stron nie dzieje się kompletnie nic i nawet po ruszeniu na Mount Everest akcja przyspiesza tak naprawdę po kolejnych stu stronach. Jednak nawet to nie ratuje sytuacji, bo samo rozwinięcie fabuły wydaje się (tu opinia bardzo subiektywna) nieco naciągane. A prawdę powiedziawszy, fantastyczny potwór z Terroru zdaje mi się mniej nieprawdopodobny, niż fabularne rozwiązania w Abominacji.

Simmonsowi jestem w stanie wybaczyć wiele, jednak w przypadku tej powieści zabrakło mi tego wszystkiego, ci zachwyciło mnie w Terrorze. Nie ma ciekawych bohaterów, nie ma równowagi między licznymi opisami a rozwinięciem głównego wątku. Językowo poprawnie, opisy przyrody, jak na Simmonsa przystało, oddają złowrogi klimat Himalajów. I to niestety wszystko jeśli chodzi o zalety. W tym przypadku nawet dbałość o szczegóły i wizualne aspekty, z którego słynie wydawnictwo Vesper, nie jest w stanie uratować ogólnego odczucia, jakie pozostaje po lekturze.

Moje uwielbienie dla twórczości Dana Simmonsa pewnie nie osłabnie, jednak na przyszłość do kolejnych zapowiedzi będę podchodzić z mniejszym hurraoptymizmem, żeby zaoszczędzić sobie zawodu. Abominacja miała porwać mnie bez reszty w niebezpieczną podróż, pełną intryg i tajemnic, a ostatecznie została niezbyt wciągającą lekturą z nadmiarem technicznych aspektów wspinaczki wysokogórskiej. Nie jest to grafomania – pamiętajmy, że w dalszym mówimy o Simmonsie, jednak powieść jest co najwyżej poprawna, a od tego autora oczekiwałam czegoś znacznie więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *