#książki, #book, #recenzja

Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie

Tytuł: Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie

Autor: Jesmyn Ward

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Jesmyn Ward, stypendystka MacArthur „Genius” Grant i dwukrotna laureatka National Book Award, nareszcie po polsku we współczesnej powieści o rodzinie, budowaniu tożsamości i granicach opowiadania.

Trzynastoletni Jojo na swój sposób próbuje zrozumieć, co znaczy być dobrym człowiekiem. Stopniowo poznaje świat, czerpiąc zarówno z bliskich mu wzorców, rodzinnych opowieści oraz legend.

Splot wydarzeń zabierze go w podróż do więzienia stanowego Parchman w mrocznym sercu Missisipi, gdzie natrafi na pewnego udręczonego chłopca, który nosi w sobie całe zło amerykańskiego Południa. On również nauczy Jojo czegoś na temat człowieczeństwa, a także dziedzictwa, przemocy i miłości.

 

Dusze nieutulone

Z racji szerokości geograficznej, w której żyjemy i, mimo wszystko, niewielkiego zróżnicowania etnicznego, tkwimy w iluzji, która podszeptuje nam, że rasizm jest pojęciem odległym i przebrzmiałym. Są jednak na świecie miejsca, w których dyskryminacja rasowa ciągle tkwi tuż pod naskórkiem niczym drzazga, która nie daje się zagoić ranom. O dorastaniu w cieniu tych ran pisze w swojej powieści Jesmyn Ward, ukazując nam mroczne oblicze Missisipi.

Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie to oniryczna historia, splatająca ze sobą ból wszystkich bohaterów. Część z nich mierzy się z demonami przeszłości i okrucieństwem rasizmu, część każdego dnia walczy o przetrwanie z nałogami, chorobą, czy dysfunkcyjnym środowiskiem, w którym żyje. Całość tworzy bardzo przygnębiający obraz, w którym jedynym jasnym i nieskazitelnym punktem jest relacja Jojo i jego siostry.

Nie potrafię przypomnieć sobie, kiedy ostatnio czytałam tak przygnębiającą powieść. Nie złą – pod względem literackim i fabularnym absolutnie niczego nie można jej zarzucić. Jednak cała historia wypełniona jest jakąś beznadzieją i rezygnacją. Niektórzy bohaterowie są tak bardzo irytujący, że miałoby się ochotę nimi potrząsnąć. Egoistyczni do bólu rodzicie Jojo stanowią antytezę rodzicielstwa i nawet biorąc pod uwagę nie najłatwiejszą przeszłość, ich zachowanie ociera się o patologię. Nieprawda, “ociera się” to zbyt mało powiedziane w przypadku ludzi całkowicie pozbawionych instynktu rodzicielskiego.

Powieść Jesmyn Ward jest przestrzenią, w której ścierają się różne światy, byty i historie. Rozdzierająco smutna opowieść o dorastaniu, rodzinnych relacjach i potrzebie miłości w moim odczuciu jest historią pełną, całkowitą i pomimo przytłaczającej fabuły niczego bym w niej nie zmieniła. Wątki fantastyczne i realizm magiczny sprawdziły się idealnie, a bohaterowie, ci żyjący współcześnie, jak i ci, którzy odeszli, koegzystują ze sobą dosłownie lub symbolicznie – zależnie od woli czytelnika.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *