#książki, #book, #recenzja

Żywica

Tytuł: Żywica

Autor: Ane Riel

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2020

 

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Co się dzieje, jeśli kochasz kogoś tak bardzo, że chcesz go zatrzymać przy sobie za wszelką cenę, w bezpiecznym miejscu?
Rodzina Haarder mieszka na odosobnionej, porośniętej świerkami małej wysepce i z rzadka kontaktuje się z obcymi. Mieszkańcy sąsiedniej wyspy uważają ich za dziwnych, ale nie wtrącają się w ich życie. Gdy ojciec zgłasza śmierć 9-letniej córki, szanują ich żałobę i coraz mniej się interesują tym, co się dzieje w odosobnionym domostwie.
Żywica to wstrząsająca i zarazem wzruszająca kronika stopniowego upadku i szaleństwa, do którego może doprowadzić ludzi lęk przez kolejną utratą i traumą.

 

Efekt domina

Zaliczana do kategorii kryminał/thriller Żywica, okazała się powieścią, która zdecydowanie wykracza ramy gatunku. Głębokie studium rozpadu nie zasługuje na miano banalnego dreszczowca. Żywica z jednej strony przepełniona jest smutkiem i beznadzieją, z drugiej uczucie niepokoju i zagrożenia nie opuszcza czytelnika od pierwszej przeczytanej strony.

O tym, że popełniono zbrodnię, dowiadujemy się już w pierwszym zdaniu. Nie ma tajemnicy kto zginął i w jaki sposób, ani kto był mordercą, a mimo wszystko zachodzimy w głowę, jak do tego doszło. Czy zabijanie ze strachu o najbliższych lub w imię wyższych celów (oczywiście subiektywnych) może być jakimkolwiek wytłumaczeniem?

Rodzina Liv w bardzo wielu kwestiach nie pasuje do utartych schematów. Mieszkająca na odludziu, łamiąca społeczne zasady, jednocześnie nie daje się zakwalifikować jako jednoznacznie zła. Może trudno w to uwierzyć, ale pomimo wszelkiego zła, które pojawia się na stronach powieści, ciężko jest nie usprawiedliwiać bohaterów, chociaż usprawiedliwianie nie jest może najtrafniejszym określeniem. W przypadku bohaterów posiadających inne doświadczenia, takie zachowania zapewne budziłyby odrazę i oburzenie, w przypadku historii rodziny Haarder dominującym uczuciem pozostaje smutek. Ane Riel sprawiła, że obcowanie z przyrodą przestało jawić się jako coś kojącego, a opisy wyspy, na której mieszka Liv, budzą raczej uczucie niepokoju i napięcia oraz przeczucia o nieuchronnie zbliżającym się złu niż przekonania, że życie na odludziu może być sielanką.

Żywica wymyka się ocenie i klasyfikacjom. Dla mnie to zdecydowanie więcej niż thriller – to mroczny rodzinny dramat i opowieść o tym, do czego jesteśmy w stanie się posunąć, żeby nie stracić naszych najbliższych. Ta, często brutalna, historia opowiadana ustami małej dziewczynki robi piorunujące wrażenie, bo to co nas – czytelników – wstrząsa, dla dziecka jest częścią codzienności. Powieść Ane Riel to kawał naprawdę dobrej literatury, której zarówno w warstwie fabularnej jak i językowej trudno cokolwiek zarzucić. Na pewno warto poszerzać literackie horyzonty, bo jak się okazuje, wśród prozy skandynawskiej duńska, choć mniej popularna od szwedzkiej i norweskiej, również ma wiele do zaoferowania.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.