#książki, #book, #recenzja

Dziecko Rosemary

Tytuł: Dziecko Rosemary

Autor: Ira Levin

Wydawnictwo: Vesper

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:

Lata sześćdziesiąte XX wieku, Nowy Jork. Świeżo upieczone małżeństwo, Rosemary i Guy Woodhouse’owie, decydują się na wynajem apartamentu w Bramford, jednej ze starych, luksusowych kamienic, i to mimo złej sławy, z jakiej słynie ten budynek. Szybko zaprzyjaźniają się z sąsiadami, Castevetami, którzy wykazują niezwykłe zainteresowanie młodą parą. Po pewnym czasie Guy, początkujący aktor, dostaje wymarzoną rolę, a zaraz potem para decyduje się na dziecko. Rosemary zachodzi w ciążę podczas suto zakrapianego przyjęcia u Castevetów. Niemal od samego początku dręczą ją koszmary i halucynacje, dokucza jej uporczywy ból brzucha, a wokół niej zaczynają się dziać niewytłumaczalne zjawiska. Rosemary podejrzewa, że jej sąsiedzi nie są tym, za kogo się podają…

Klasyka w najlepszym wydaniu

Do najpopularniejszych horrorów w historii kinematografii niezmiennie należy ekranizacja powieści Iry Levina. Historia bazująca na niepewności głównej bohaterki i jej niemożności oceny tego, co dzieje się naprawdę, a co jest wytworem jej wyobraźni cieszy się niesłabnącą sympatią miłośników kina, ale również czytelników. Do Dziecka Rosemary powracam po kilkunastu latach od pierwszej lektury i muszę przyznać, że przez ten czas nie straciła swojej siły, a nawet zyskała – nowy przekład i szatę graficzną.

Powieść Levina ma znakomicie zbudowany klimat. Z lekkiej atmosfery, jaką wnosi młode, pełne nadziei małżeństwo, które zyskuje wymarzony dach nad głową, powoli przechodzimy w coraz mroczniejsze rejony. Klimat gęstnieje z każdą kolejną stroną, a napięcie rośnie wraz z liczbą postaci, które zaczynamy podejrzewać o udział w spisku. Dla osób, które nie czytają horrorów ze względu na wątki fantastyczne lub paranormalne dodać należy, że całość została napisana z wyczuciem i chociaż w sumie zostało powiedziane wszystko, to właściwie żadna wizja nie została narzucona czytelnikowi, a autor pozostawił spore pole dla wyobraźni.

Dziecko Rosemary jest literacką reinterpretacją historii, którą prawdopodobnie wszyscy dobrze znają i która stanowi podwaliny pod najliczniej wyznawaną religię świata. Jednak w tym przypadku celem nie jest zbawienie ludzkości. Oprócz uniwersalnych elementów horroru autor serwuje nam jeden główny wątek – macierzyństwo. Strach ciężarnej matki o nienarodzone dziecko zdaje się być czymś całkowicie naturalnym. Burze hormonalne i znoje stanu błogosławionego często podsuwają przyszłym matkom czarne scenariusze i napędzają nieuzasadnione lęki. Co jednak, kiedy strach jest całkowicie zasadny, nawet jeśli jego podstawy wydają się absurdalne? Pozostaje nadzieja, że matczyne uczucie i determinacja wystarczą, by ocalić dziecko.

Powrót do Dziecka Rosemary uważam za bardziej niż udany. Z poprzedniej lektury zapamiętałam głównie uczucie niepokoju, a tym razem mogłam docenić ciekawe kreacje bohaterów, klimat oraz stopniowe odkrywanie prawdy przez tytułową bohaterkę. Dorosłemu czytelnikowi, a zwłaszcza rodzicowi, o wiele łatwiej będzie zrozumieć jej lęki i wybory, których dokonuje, choć wiek i posiadanie dzieci nie są niezbędnym kryterium, żeby delektować się lekturą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *