#książki, #book, #recenzja

Ojczyzna jabłek

Tytuł: Ojczyzna jabłek

Autor: Robert Nowakowski

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2021

 

 

Opis wydawcy:

Historia, która od dawna czekała, by ją opowiedzieć

Okolice Soliny. II wojna światowa dobiegła końca. Oficjalnie. W etnicznym i narodowościowym tyglu południowo-wschodniej Polski koniec świata ma dopiero nadejść.

Jelko Rabik mieszka w Pasice, wiosce, nad którą góruje mała cerkiew. Jak większość tutejszych jest Bojkiem, a jego rodzina, na czele z Fedorem, ojcem siedmiu synów, cieszy się dużym szacunkiem sąsiadów. Nieopodal, we wsi Bereżnica Niżna, żyje rodzina Niny Gocz. Jej matka, katoliczka, pochodzi z jednej z nielicznych w okolicy polskich rodzin, zaś ojciec jest Łemkiem, za którym z Beskidu Niskiego przywędrowały krewniaczki. Nina została wychowana po łemkowsku, mówi po polsku, chodzi do cerkwi.

Jelko kocha się w Ninie. Wie o tym chasyd Mozes Halberstam, którego Jelko odwiedza, by prosić o radę. Do ziemianki pod bojkowską chatą, w której wciąż ukrywa się Żyd, docierają różne plotki. Ciągle jednak brakuje wieści o cadykach, którzy, mimo zakończenia wojny, nadal nie wrócili. Bo co to znaczy ?zniknęli?? Wszyscy? Gdzie?

 

O wielkich przegranych

Powstało już wiele powieści opowiadających o losach ludzi w czasie II wojny światowej, wiele miejsca poświęcono ludności żydowskiej i Holokaustowi, ale ciągle niewiele w literaturze tematyki przesiedleńczej. Nawet jeśli na kartach powieści przewija się akcja Wisła, to chyba nikt wcześniej nie poświęcił losom przesiedlonych, mniejszości narodowych tyle uwagi, co Robert Nowakowski.

Początkowo lektura Ojczyzny jabłek nie należała do najłatwiejszych i dość długo wgryzałam się w powieść. Po jakimś czasie specyficzny styl, który nieco uwierał, okazał się być jej atutem, ponieważ dzięki niemu mamy możliwość przeniesienia się w inną rzeczywistość. Robert Nowakowski próbował oddać losy mieszkańców małych wiosek zróżnicowanych kulturowo i etnicznie. Jest to historia wielkich przegranych dla których koniec wojny wcale oznaczał końca walki.

Losy Bojków, Łemków, Żydów łączy jedna kwestia ? nie potrafili się oni odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Wyrwani ze swego środowiska, oddzieleni od bliskich, sąsiadów stracili grunt pod nogami, pewność jutra. Gdziekolwiek by się nie pojawili, wszędzie byli traktowani jak obcy. Nikt spoza ich kręgu nie potrafił zrozumieć ich tożsamości. Do tego stopnia, że w nowych miejscach często przypisywano im inną narodowość, również taką, od której sami doznali wielu krzywd zarówno w czasie wojny jak i po niej.

Wysiedlenia to nie tylko utrata domu i całego majątku. To przede wszystkim utrata własnej tożsamości. Bohaterowie zostali wyrwani ze swego środowiska, z dala od swoich kościołów, grobów zmarłych członków rodziny, przeniesieni w miejsce, którego funkcjonowania nie rozumieli, między ludzi, którzy traktowali ich wrogo. W takim przypadku aklimatyzacja trwa latami, a czasem nigdy nie dochodzi do skutku.

Historie rodziny Rabików, Niny i Mozesa są dramatyczne. Rozsiani po świecie próbują odnaleźć najbliższych, spokojne miejsce, w którym mogliby osiąść, ale przede wszystkim własną tożsamość. Ojczyzna jabłek to kolejna pozycja, która udowadnia, że na wojnie wszystkie strony są przegrane, ale największych przegranych historia próbuje przemilczeć. Dobrze, że czasem ktoś próbuje przemówić w ich imieniu…

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.