#książki, #book, #recenzja

Pieśń bogini Kali

Tytuł: Pieśń bogini Kali

Autor: Dan Simmons

Wydawnictwo: Vesper

Rok wydania: 2021

 

 

Opis wydawcy:

Lata 70. XX wieku. Kalkuta. Miasto, które zdaje się nie kończyć. Tak samo, jak nie kończą się rozległe dzielnice biedoty toczone przez choroby i nieszczęścia ich mieszkańców. Kalkuta przytłacza i onieśmiela, odrzuca i przyciąga jednocześnie.

Robert Luczak, wysłannik amerykańskiego czasopisma literackiego, udaje się tam wraz z żoną i maleńką córeczką. Jego celem jest pozyskanie praw do publikacji najnowszego poematu jednego z największych indyjskich poetów. Szkopuł w tym, że poeta ów ? Das ? przepadł bez wieści kilka lat wcześniej i powszechnie uważany jest za zmarłego. Luczak wplątuje się w intrygę, którą zaplanowali czciciele potężnej patronki miasta, krwawej i okrutnej Kali? bogini bólu i zniszczenia, czasu i śmierci, bezlitosnej pani kosmicznego ładu. Luczak stanie oko w oko z tajemnicami, których poznanie sprowadzi najprawdziwszy horror na niego i jego rodzinę.

?Pieśń bogini Kali? to nagrodzona World Fantasy Award za rok 1986 debiutancka powieść Dana Simmonsa (?Terror?, ?Abominacja?, cykl ?Hyperion?) w nowym tłumaczeniu Janusza Ochaba, wzbogacona ilustracjami Macieja Kamudy.

 

Miejsca gorsze od pozostałych

Sięgając po książkę Dana Simmonsa nigdy nie wiadomo, czego się po niej spodziewać. Nie wiadomo, czy wylądujemy na skutych lodami wodach Arktyki, w śmiertelnie niebezpiecznych Himalajach, a może na zupełnie innej planecie. Jedno jest pewne – w każdej lokalizacji Simmons jest mistrzem (może z wyjątkiem Abominacji, ale uznaję ją za niefortunny wypadek przy pracy i miejsce akcji w tym przypadku było najmniej winne). Dbałość o szczegóły, o stworzenie wiarygodnego świata również i w przypadku Pieśni bogini Kali stoi na najwyższym poziomie.

Kalkuta w powieści Simmonsa jest miejscem odrażającym i przerażającym. Bieda i brud (choć to naprawdę eufemizmy) są przytłaczające i wyzwalają w ludziach wszystko to, co najgorsze. Jeżeli połączymy to z bardzo męczącymi warunkami atmosferycznymi (koszmarny upał i ekstremalna wilgotność) oraz religią, która stopniowo obnaża coraz mroczniejsze oblicze, otrzymujemy lokację, do której żaden człowiek nie udałby się dobrowolnie.

Konstrukcja powieści na wielu płaszczyznach przypomina klasyczny horror, ale są odstępstwa od normy i czasami ciężar historii zostaje przeniesiony na innych bohaterów. Bardzo szybko wsiąka się w tę opowieść i kiedy akcja nabierze już odpowiedniego tempa, przez większość czasu nie zwalnia i nie pozwala czytelnikowi odetchnąć. Pieśń bogini Kali zawiera w sobie wszystkie elementy, które mogłyby sprawić, że byłaby to idealna powieść grozy, ale czy rzeczywiście tak się stało?

Do pewnego momentu, faktycznie, wszystko zgrywało się perfekcyjnie – intrygujący bohaterowie, dobre tempo, gęsty klimat i budzące grozę otoczenie. Kiedy historia nabrała tempa, naprawdę trudno było odłożyć ją na później. W chwili, gdy następuje punkt – w moim odczuciu- kulminacyjny, świetnie skonstruowana historia, ekstremalnie zbudowane napięcie zwyczajnie się rozłażą. Zakończenie powieści wygląda tak, jakby autor zmęczył się pisaniem (co w tej sytuacji nawet nie byłoby dziwne) i postanowił jak najszybciej zakończyć to, co z taką misternością zbudował. Wielka szkoda, że do ideału zabrakło tak niewiele, a jednocześnie całkiem sporo.

Debiut Dana Simmonsa był wstępem do znakomitej twórczości i zapowiedzią kolejnych, fantastycznych książek, które wyszły spod jego pióra. Autor pod płaszczykiem powieści grozy stworzył uniwersalną opowieść o tym jak zło rodzi zło, o miejscach, w których skrajne ubóstwo, głód, choroby strząsają ludzi w niebyt lub popychają do najobrzydliwszych czynów. Ale tak naprawdę zło wcale nie jest kwestią lokalizacji, bo mieści się ono pod każdą długością i szerokością geograficzną, w każdym człowieku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.