#książki, #book, #recenzja

Niepokój przychodzi o zmierzchu

Tytuł: Niepokój przychodzi o zmierzchu

Autor: Marieke Lucas Rijneveld

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:

Mała wioska na holenderskiej prowincji. Tuż przed świętami rodzina skromnych i pobożnych rolników doświadcza wielkiej tragedii – w wypadku ginie najstarszy syn Matthies. Niedługo potem kolejne nieszczęścia nawiedzają farmę, której życie zaczyna przypominać koszmarną wizję z obrazów Boscha. To kara za grzechy? Tak sądzą rodzice. Zatracając się w bólu i poczuciu winy, zaniedbują trójkę dorastających dzieci, które niewiele rozumieją i są przerażone atmosferą panującą w domu. Co to znaczy, że Matthies umarł? Czy ojciec odejdzie? Co stanie się z mamą? Budrysówka, Obbe i Hanna na swój sposób radzą sobie z niepokojem. Gromadząc niepotrzebne przedmioty, składając ofiary, zadając ból sobie i innym, łamiąc seksualne tabu, dają się wciągnąć w wir coraz bardziej zatrważających obsesji i fantazji. Na ziemi niczyjej, gdzieś między dzieciństwem a dorosłością, kończy się niewinność.

Czym jest rodzina? Jaki sens ma wiara? W tej powieści o braku miłości i osamotnieniu, ujmującej wrażliwością i surowym, wręcz brutalnym pięknem języka, Marieke Lucas Rijneveld stawia pytania, które podważają nasze najświętsze przekonania.

Żałoba rodziny dysfunkcyjnej

Uporanie się ze stratą bliskiej osoby jest trudne nawet wtedy, gdy wszystkie mechanizmy w rodzinie działają prawidłowo. W sytuacji, gdy strata dotyka rodzinę zaburzoną na wielu płaszczyznach, śmierć zaczyna nakręcać spiralę obsesji, wyobcowania, niepewności i strachu. Spotkałam się z opiniami, że Niepokój przychodzi o zmierzchu jest powieścią bezkompromisową i kontrowersyjną, ale w moim odczuciu jest to kontrowersja na poziomie kilkuletniego dziecka, które przeklina przy rodzicach i czeka na ich reakcję. Czy mnie to oburza? Powoduje niesmak? Nie. Wieczne nawiązania do wypróżniania, wulgarne słownictwo również nie robią na mnie wrażenia, bo taka prymitywność idealnie wpisuje się w obraz dzieci zaniedbanych.

A dzieci w tej książce są zaniedbane na wszystkich poziomach. Na każdym kroku są zawstydzane lub zastraszane. Nie ma nikogo, kto okazałaby im choć odrobinę uwagi, zrozumienia i czułości. Być może nie są zagłodzone, ale dojadanie pleśniejącego jedzenia nie jest normalne. Rodzice tak bardzo zafiksowani na punkcie swojej religii i codziennych problemów zupełnie nie zauważają, że kondycja fizyczna i psychiczna pozostałych dzieci ciągle się pogarsza.

Świat głównej bohaterki jest przygnębiający i bazujący na najniższych, najprymitywniejszych instynktach. Zostaje ona całkowicie sama ze swoimi lękami i potrzebami. Przekracza granice, ale jej granice również zostały wielokrotnie naruszone. Wiele scen, zwłaszcza z pierwszych kontaktów intymnych wydaje się kontrowersyjnych, ale tak naprawdę są to zachowania, które da się przewidzieć i zrozumieć, gdy weźmiemy pod uwagę środowisko, w jakim się wychowuje. Nawet najbardziej wstrząsające sceny w tej powieści są tylko logiczną konsekwencją wcześniejszej historii.

Powieści zawierające wątki autobiograficzne dla wielu autorów stanowią zapewne formę terapii i uporania się z przeżytymi traumami. Jest szansa, że pewne grono czytelników odnajdzie się w takiej powieści i odkryje, że w swoich doświadczeniach nie są osamotnieni, ale czy każdy czytelnik właśnie tego szuka w literaturze? Dla mnie oprócz emocji ważny jest styl, sposób opowiedzenia historii, a w tym przypadku narracja często mnie uwierała i czułam zmęczenie. Czasem miałam wrażenie, że wszystko co w tej powieści jest wartościowe zaginęło w szczegółowych opisach wydzielin i wypróżniania się. Przyjmuję opowieść o żałobie i rozpadzie rodziny, ale sposób podania nie należy do moich ulubionych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *