#książki, #book, #recenzja

Ars?ne Lupin. Dżentelmen włamywacz

Tytuł: Ars?ne Lupin. Dżentelmen włamywacz

Autor: Maurice Leblanc

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:

Fascynujący tom przygód najsłynniejszego w historii włamywacza, który wymierza sprawiedliwość, okradając wyłącznie nikczemników i bogaczy.

Książka stanowiąca kamień węgielny całej sagi, w której po raz pierwszy śledzimy spryt, szarmancki urok i pewność siebie oraz złodziejski geniusz tego mistrza przebieranek i forteli. Pierwsze dziewięć przypadków Ars?ne?a Lupina zapoznaje nas z całym arsenałem umiejętności włamywacza z klasą, a także dowiadujemy się co nieco o jego przeszłości i motywach, jakie pchnęły go w młodości na drogę złodziejskiej kariery ? wszystko zaczęło się od naszyjnika królowej. Ale najpierw załoga transatlantyku płynącego do Ameryki dostaje telegraficzną wiadomość, że na pokładzie znajduje się słynny włamywacz Ars?ne Lupin. O dziwo, zostaje on natychmiast rozpoznany i aresztowany, po czym trafia do więzienia, oczekując na proces. Ku zaskoczeniu władz, przestępca nie tylko informuje, że niestety nie będzie na nim obecny, ale dodatkowo powiadamia pewnego niezbyt uczciwie wzbogaconego na giełdzie barona, nazywanego Szatanem, że zamierza skraść kilka eksponatów z jego cennego zbioru antyków i dzieł sztuki?

Tupet i szyk

Pierwsze opowiadania z cyklu Maurice’a Leblanca wcale nie zapowiadały, że polubię się z tytułowym bohaterem, ani z samym autorem. Lupin wydawał się irytująco bezczelny, a rozwiązania jego włamań miały w sobie zbyt mało szczegółów, co dawało wrażenie pójścia na łatwiznę przez autora, bo rozwiązania w klimacie deus ex machina nigdy nie należały do moich ulubionych. A jednak w pewnym momencie – niezauważenie – zaczęłam pochłaniać jedno opowiadanie za drugim.

Sięgając po Ars?ne’a Lupina najbardziej zawiódł mnie brak misterności, która występuje chociażby w cyklu Agathy Christie o Herkulesie Poirocie. Tam intryga kryminalna zwykle okazuje się niezbyt skomplikowana, ale dochodzenie tytułowego bohatera do rozwiązania zwykle jest majstersztykiem. W przypadku opowiadań Leblanca autor, zdaje się, wyszedł z założenia, że czytelnik po prostu przyjmie bez żadnych obiekcji, że Lupin jest złodziejem-geniuszem. Co prawda rzucił kilka możliwości, w jaki sposób dokonuje on swoich przestępstw, do ideału zabrakło mi jednak właśnie szczegółowych opisów tego, w jakiś sposób zostały one popełnione.

Pomimo początkowych zgrzytów, kolejne historie włamywacza szybko mnie wciągnęły. Nie przeszkadzała mi forma, choć zwykle nie przepadam za opowiadaniami. Zgrabny styl sprawia, że lektura jest naprawdę przyjemna, a stron ubywa w okamgnieniu. Nawet sam Lupin zyskuje przy bliższym poznaniu i choć jego motywacje czasem wydają się zbyt pokrętne, to śledzenie jego przygód daje sporo satysfakcji.

To kolejny raz, kiedy klasyka mnie nie zawiodła. Kryminał, ale nieoczywisty, z przewrotnie dobranym bohaterem okazał się na tyle przyjemny w odbiorze, że przy najbliższej okazji na pewno chętnie sięgnę po kolejne przygody bezczelnego i przebiegłego Dżentelmena Włamywacza z nadzieją, że następne części będą zawierały więcej opisów złodziejskiej wirtuozerii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.