#książki, #book, #recenzja

Nie wysyłaj mnie do Staphorst

Tytuł: Nie wysyłaj mnie do Staphorst

Autor: Rodaan Al Galidi

Wydawnictwo: Format

Rok wydania: 2021

 

 

Opis wydawcy:

Geert żyje w swoim świecie, który charakteryzuje odmienny sposób myślenia i odczuwania. Jego uporządkowana codzienność funkcjonuje według ustalonych zasad, a zmiany są czymś, co budzi niepokój i powoduje brak komfortu. Codziennie mierzy się z nowymi wyzwaniami w funkcjonowaniu z ludźmi, małe odstępstwa od rutyny są dla niego jak trzęsienia ziemi, zachowania innych stanowią momentami szyfr nie do złamania, a związki damsko-męskie są plątaniną niezrozumiałych gestów i komunikatów. Jednak nastoletnie ciało daje sygnały, które trudno uciszyć. I tak Geert rozpoczyna swoje miłosne życie pełne rozczarowań, prób, szczęśliwych zakończeń, ale i błędów.

 

Fascynująca inność

Do powieści Rodaana Al Galidiego podchodziłam bardzo nieufnie. Kontrowersyjny opis i nie mniej kontrowersyjna okładka wskazywały, że książka raczej nie przypadnie mi do gustu, bo nie przepadam za tanimi, chwytliwymi tematami. Jednak już pierwsze strony uświadomiły mi, że Nie wysyłaj mnie do Staphorst nie jest książką, która będzie bazować na kontrowersji i szokowaniu czytelnika. To raczej próba pokazania jak niespodziane bywają losy ludzi, którzy są inni, nieprzeciętni i jako portret inności sprawdza się idealnie.

Już samo przyjście na świat Geerta było nietypowe. Nietypowy okazał się również sam chłopiec: wyobcowany, zagubiony, niepotrafiący się odnaleźć w społeczeństwie. Jednak nie jest to historia, która ma wywołać w nas litość nad bohaterem, który mierzy się z przeciwnościami losu. Nie jest to również powieść, która wyśmiewa problemy ludzi ze spektrum autyzmu i innych zaburzeń rozwoju. Rodaan Al Galidi dołożył wszelkich starań, aby jego powieść miała w sobie ogromną dawkę wrażliwości, ale jednocześnie nie była pozbawiona sytuacji, które rozbawią czytelnika.

Komizm niektórych niektórych wydarzeń mógł być pozbawiony klasy. Bardzo łatwo można było upokorzyć głównego bohatera, jednak autor wyszedł z tego obronną ręką. Wszystkie dziwne zdarzenia, których uczestnikiem jest główny bohater, raczej wywołują rozczulenie. Geert jest inny, dziwny i nie każdy potrafi się z nim porozumieć, ale jest też bohaterem, który wzbudza mnóstwo sympatii, a jego naiwność i niewinność ma w sobie wiele z małego dziecka.

Gdybym mogła coś zmienić, to chętnie przeczytałabym bardziej rozbudowane zakończenie. To zawarte w powieści wydaje się być nie tyle niedopracowane, co skończone w pośpiechu. Nie wysyłaj mnie do Staphorst jest jednym z większych zaskoczeń literackich ostatnich miesięcy i potwierdzeniem, że ocenianie książki po okładce jest wielkim błędem. To naprawdę bardzo dobra powieść, ze znakomitym przekładem, więc mam nadzieję, że kontrowersyjny opis i okładka nie zniechęcą czytelników do sięgnięcia po nią.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.