#książki, #book, #recenzja

W ustach sól

Tytuł: W ustach sól

Autor: Charlotte Runcie

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:

Hipnotyzująca opowieść, snuta w rytmie uderzających o brzeg fal, o tym, czym jest morze dla nas, a czym było dla innych na przestrzeni wieków. Dzika szkocka przyroda, mity i legendy, szanty, morskie pejzaże, a w tle historia kobiet, międzypokoleniowych więzi, charakternej babki, ciąży i macierzyństwa.

Ta książka to spacer nad brzegiem morza z Turnerem, Szekspirem, poetami epoki romantyzmu i śpiewającymi szanty morskimi wilkami. To oda do oceanów – do żeglarzy stawiających czoło zdradliwym morskim prądom, do kobiet, które straciły bliskich na skutek sztormowych fal, do stworzeń zamieszkujących morskie głębiny, do plażowiczów, do wielbicieli morskich kąpieli i pływaków, a nawet do syren.

 

Duch niespokojny

Sięgając po książkę autorstwa Charlotte Runcie nie spodziewałam się, że przeczytam jedną z najbardziej feministycznych pozycji w swoim życiu. Oczekiwałam raczej narracji o relacji z morzem, być może o jakiejś życiowej morskiej przygodzie, a tymczasem otrzymałam coś zupełnie innego i o wiele bardziej złożonego.

Morze stało się dla Runcie tłem, ale mimo wszystko nie zdominowało tej opowieści. Chociaż autorka wielokrotnie podkreśla swój osobisty stosunek do morza, przywołuje wiele arcydzieł literatury, które dotykają tej tematyki, to jednak w centrum tej narracji stoi kobieta. Począwszy od dzieł starożytnych, z których dość jasno wynika, że jeśli istota rodzaju żeńskiego znajduje się na morzu, to musi być śmiertelnie niebezpieczna, poprzez późniejsze przekonanie, że kobieta na pokładzie statku to gwarancja nieszczęścia – przez całe wieki wyrażano przekonanie, że morze jest miejscem zarezerwowanym tylko dla mężczyzn. Tymczasem morze i kobieca natura mają z sobą wiele wspólnego.

Pewna cykliczność, jakiej podlega życie kobiety, nieokiełznana siła, która drzemie w obu – kobiecie i morzu – sprawiają, że opowieść Charlotte Runcie spina się w spójną całość. Częsta zmiana perspektywy, przechodzenie od bardzo osobistych, a nawet intymnych przeżyć do literackich dygresji sprawia, że lektura nie nuży, a wręcz przeciwnie – każdy rozdział zawiera ciekawe przemyślenia, spostrzeżenia, które wcześniej nie przyszłoby mi nawet do głowy.

W ustach sól zaskakuje ujęciem tematu oraz błyskotliwością. Chociaż jest w niej sporo buntu, brutalnej prawdy, niesprawiedliwości, to całość okazuje się niezwykle kojąca. W samej formie wymyka się przyporządkowaniu do konkretnego gatunku – płynnie przechodzi od autobiografii do eseju, a brak sztywnych granic również koresponduje z podjętą tematyką. Choć lektura nie należy do najłatwiejszych i wymaga od czytelnika uwagi oraz wsiąknięcia w temat, to naprawdę jest warta każdej poświęconej chwili.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.