#książki, #book, #recenzja

Święto ognia

Tytuł: Święto ognia

Autor: Jakub Małecki

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:

Łucja wierzy, że przed wspomnieniami uratuje ją balet. Nastka obserwuje świat przez okno z taką uwagą, że zdarza jej się przenosić w innych ludzi. Ich ojciec coraz częściej ucieka do jedynego miejsca, w którym czuje, że żyje naprawdę.
Każde z nich po swojemu obłaskawia przeszłość.

Urodzinowe widokówki, które trzeba palić po kryjomu.
Wzrok sięgający tak daleko, że czasem lepiej jest nie patrzeć.
Taniec, który ocala albo niszczy.

Święto ognia to kameralna opowieść o przekraczaniu granic i cenie, jaką trzeba za to zapłacić. O zachłanności życia i konfrontacji z niemożliwym.

 

Całopalenie

Każda kolejna premiera powieści Jakuba Małeckiego staje się wydarzeniem literackim niecierpliwie wyczekiwanym przez liczne grono czytelników. Proza, która urzekła ludzi niespotykaną wrażliwością i poruszającymi historiami, cieszy się niesłabnącą popularnością pomimo przebijających się od czasu do czasu głosów, że jest to proza dość powtarzalna. Czy zgadzam się z tym stwierdzeniem? I tak, i nie.

Święto ognia jest opowieścią o życiowych tragediach, po których ciężko jest się podźwignąć. Każdy z trójki bohaterów jest więźniem, choć dla każdego więzienie oznacza coś innego. Dla Anastazji największym ograniczeniem jest jej ciało, jednak ta przeciwność losu nie odbiera jej marzeń, ambicji i pogody ducha. Jej siostra całkowicie poświęciła się baletowi, ale jej motywacje są z samego założenia błędne i coraz bardziej zaciera się granica między ambicją a desperacką ucieczką przed wspomnieniami.

Najciekawszy spośród wszystkich postaci wydaje się ojciec obu dziewczyn – Leopold. Codziennie, aż do skrajnego przemęczenia, opiekuje się jedną niepełnosprawną córką, przy okazji starając się być obecnym w życiu wycofanej drugiej. Leopold nosi w sobie coś, co – jak się wydaje – nieodwracalnie go złamało i chociaż w ciągu dnia skutecznie to tłumi, nocami jego największa tęsknota dochodzi do głosu ze zdwojoną siłą.

W naszych bohaterach, w ich relacjach nic nie jest takie, jakim się wydaje. To (teoretycznie) słabsza z sióstr ma w sobie ogrom wewnętrznej siły, Łucja natomiast zbudowała swoje życie na źle zinterpretowanym wspomnieniu. Do tego jeszcze dochodzi obraz małżeństwa, związku jako zamkniętej całości, które żyje między ludźmi i często dla ludzi, ale tak naprawdę są oni tylko tłem jego idealnej jedności.

Co do powtarzalności w twórczości Jakuba Małeckiego, to i w Święcie ognia zachował on swoją wrażliwość, dogłębną obserwację ludzi i świata – i ja tę powtarzalność bardzo lubię. Te elementy stanowią największą siłę jego pisarstwa. To dzięki nim sięgam po każdą kolejną książkę jego autorstwa. Jednak powtarzalność ma swoje wady i w przypadku Święta ognia były to kluczowe dla fabuły motywy, które już gdzieś widziałam lub czytałam – poprowadzenie narracji z punktu widzenia osoby uwięzionej we własnym ciele, czy zamknięcie wątku bohatera sceną tańca, jako czynnika wyzwalającego. Nie twierdzę, że były to złe rozwiązania. Dla mnie mało zaskakujące, niemniej jednak Święto ognia jest kolejną dobrą, nostalgiczną i niezwykle filmową pozycją w dorobku autora.

 

4 komentarze

Skomentuj bookowyzagajnik Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.