#książki, #book, #recenzja

Pół roku na Saturnie

Tytuł: Pół roku na Saturnie

Autor: Małgorzata Sidz

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:
Wielki chaos

Małgorzatę Sidz kojarzę przede wszystkim jako autorkę reportaży. Sięgając po Pół roku na Saturnie, spodziewałam się opowieści o nieustannym pędzie w jakim żyje nasze pokolenie. Ponieważ jestem równolatką autorki nie ukrywam, że oczekiwałam tekstu, z którym choć odrobinę będę mogła się utożsamić, pomimo egzotycznej scenerii. Oczekiwania to jedno, a rzeczywistość czasami okazuje się od nich bardzo, bardzo odległa.

To, co autorka serwuje nam od pierwszych stron to chaos. Pędząca w zastraszającym tempie paplanina o wszystkim – o planach, których nie zrealizuje, dietach, których nie zacznie, związkach, które nie mają sensu. Jeżeli ktoś spodziewał się reportażu, to raczej się zawiedzie. Pół roku na Saturnie trudno zaliczyć do literatury faktu. Autobiografia? Zbyt chaotyczne. Forma najbardziej przypomina pamiętnik, ale czy każdy koniecznie powinien być opublikowany?

Małgorzata Sidz opisuje okres wyjazdu (naukowego?) do Korei Południowej, ale samej Korei jest tutaj niewiele – no może z wyjątkiem kimchi. Czym właściwie się tam zajmuje? Też raczej się nie dowiemy. Z książki wyłania się jakiś ogólny zarys naszych czasów – życia w biegu, szumu informacyjnego, uzależnienia od googlowania każdego drobiazgu, ale to tylko tło.

Pół roku na Saturnie to opowieść o dwudziestokilkulatce, która nie może znaleźć sobie miejsca w życiu. Co chwilę zapala się do nowych pomysłów, których nie wprowadza w życie (może poza kupowaniem kolejnych rzeczy, których nigdy nie użyje), ma postanowienia, przy których nie potrafi wytrwać i traci czas na czytanie i oglądanie w Sieci rzeczy, które nie są jej do niczego potrzebne (głównie dlatego, że wszystko co robi, robi pobieżnie – specjalistą od Saturna też raczej nie zostanie).

Lektura Pół roku na Saturnie dała mi… nic. Nie była to relacja z egzotycznego kraju ani obraz pokolenia, z którym mogłabym się identyfikować. A ponieważ nie należę do ludzi, którzy lubią czytać bardzo prywatne i chaotyczne zapiski zupełnie obcych ludzi, oprócz zniecierpliwienia towarzyszył mi dyskomfort jak wtedy, kiedy ktoś wsiada do mojego przedziału w pociągu i zaczyna opowiadać swoje życie, a ja wcale nie mam ochoty tego słuchać.

2 komentarze

  • Mirabelka

    Słyszałam wiele o tej książce przed premierą, ba ze względu na obecność Korei Południowej skusiłam się nawet, aby wziąć udział w konkursie na recenzenta. Teraz się bardzo cieszę, że się nie udało ;< Prawdę powiedziawszy już opis wydawnictwa wydawał mi się… podejrzany? Trochę zbyt ambitny (może akademicki), aby mógł spełnić własne założenia.

    • niepoczytalna

      Co to w ogóle znaczy “znaleźć siebie”? Może po prostu zacząć robić “coś” poza oglądaniem filmików na Youtube? Ale co ja tam wiem… Jestem tylko “normalnym człowiekiem”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.