#książki, #book, #recenzja

William

Tytuł: William

Autor: Elizabeth Strout

Wydawnictwo: Wielka Litera

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:

Każdy z nas ma kilka życiorysów.
Lucy Barton jest uznaną pisarką. Kolejne książki przynoszą jej rzesze czytelników, sukces oraz rozpoznawalność.
Lucy Barton ma za sobą traumatyczne dzieciństwo. Głód, nędza i przemoc były codziennością jej dziecięcego świata. Tylko swojemu samozaparciu zawdzięcza wyrwanie się z biedy.
Lucy Barton jest również matką, wdową i rozwódką. Po śmierci ukochanego drugiego męża niespodziewanie w jej życiu zjawia się pierwszy mąż. I prosi o pomoc.
Kiedyś uważała się za niedoskonałą. Teraz rozumie, że dla pewnych osób nigdy nie będzie wystarczająco dobra.
Nieistotne z pozoru detale, słowa rzucane mimochodem i błahe, codzienne wydarzenia składają się na poruszającą opowieść o rozpadzie i kończeniu wieloletniego związku, by ocalić samą siebie i udać się na poszukiwanie własnego szczęścia. William to opowieść o ludziach takich jak my. Poranionych, czasem nieufnych, czasem dzielnie mierzących się z trudami codziennego życia. Pełnych wątpliwości, a mimo to idących do przodu. Myśli Lucy – opuszczonej kobiety, do której ze swoimi kłopotami niespodziewanie wraca były mąż – są zrozumiałe i bliskie każdemu, kto kiedyś mocno kochał i bardzo się zawiódł.

Och, Williamie…

Powieść Mam na imię Lucy pozwoliła zagłębić się czytelnikom w psychikę bohaterki wychowanej w dysfunkcyjnej rodzinie. Wszystkie jej traumy wybrzmiewają echem w dorosłym życiu, aż do pełnego ich uświadomienia w czasie niespodziewanego spotkania z matką. Najnowsza powieść Strout tworzy uzupełnienie dla postaci Lucy, kontynuację jej losów rozpatrywanych przede wszystkim przez pryzmat byłego męża.

Najczęściej rozpad związku w literaturze wiąże się z wieloma dramatycznymi scenami, awanturami, wywlekaniem brudów na światło dzienne. W przypadku twórczości Elizabeth Strout rozpad małżeństwa nie wiąże się z żadnymi dramatycznymi wyznaniami, rozpaczliwymi gestami. Właściwie wydawać by się mogło, że bohaterowie znoszą wszystko ze stoickim spokojem, ale prawda jest taka, że te najbardziej skrywane przez nich emocje wybrzmiewają w powieści najmocniej.

Strout jest mistrzynią ukazywania skomplikowanych relacji międzyludzkich. W jej narracji dość mocno widoczne jest, że to co spotyka ludzi trudno zaliczyć jako jednoznacznie złe lub dobre. Wydarzenia podlegają subiektywnej obróbce i od każdego z osobna zależy, co z nimi zrobi i jak je zinterpretuje. Być może nie każdy jest kowalem swojego losu, ale każdy na swój los może spojrzeć mniej lub bardziej przychylnym okiem.

William daje głównej bohaterce możliwość rozliczenia się z własnymi dramatycznymi przeżyciami, a przede wszystkim z gnębiącym ją przez całe życie poczuciem niższości. Strout udowadnia jak wielkim błędem jest upatrywanie własnej wartości w relacjach z innymi ludźmi – w ich aprobacie, pochwałach, akceptacji lub ich braku. Poziom literacki Williama jest odwrotnie proporcjonalny do jego objętości – to kawał naprawdę dobrej literatury o tym, jak wielkim rozczarowaniem może być drugi człowiek. Dla fanów twórczości Strout jest to pozycja obowiązkowa.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.