#książki, #book, #recenzja

Wilcza rzeka

Tytuł: Wilcza rzeka

Autor: Wioletta Grzegorzewska

Wydawnictwo: W.A.B.

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:

„Wilcza rzeka” to autobiograficzna, oparta na dzienniku, powieść drogi, która relacjonuje dramatyczne losy pisarki, samotnej matki, mieszkającej na stałe w Wielkiej Brytanii. Bohaterka planuje przeprowadzkę z małej wyspy położonej na kanale la Manche, kiedy jest gotowa do drogi, nagle na świecie wybucha pandemia. Ostatnim promem udaje jej się przepłynąć do Southampton z córką, psem i kotem, skąd wyrusza do Hastings, gdzie jednak nie czeka na nią obiecane mieszkanie. Od tego dnia próbuje przetrwać, tuła się z trzynastoletnią córką po przypadkowych stancjach, które dzieli z różnymi, imigrantami, biedakami i, takimi jak ona, życiowymi wykolejeńcami i wreszcie staje się bezdomna i trafia z córką do schroniska dla kobiet.

Gorzka proza

Pandemiczne realia wtłoczyły ludzi w rzeczywistość niemalże rodem z powieści post apo. Izolacja, brak dostępu podstawowych produktów, strach stały się codziennymi towarzyszami, a do tej uciążliwej mieszanki Wioletta Grzegorzewska dodała jeszcze poczucie wyobcowania na emigracji i ciemne strony bycia kobietą.

Lockdown towarzyszący pandemii stał się dla autorki punktem wyjścia do rozliczenia się z własnym życiorysem – traumami dzieciństwa, nieudanym małżeństwem, samotnym macierzyństwem, próbą łączenia pisarstwa z pracą zarobkową, a w końcu z bezdomnością. Ponieważ bilans wypada raczej ujemnie z narracji dość mocno przebija się rozgoryczenie i rozczarowanie – związkami, relacjami międzyludzkimi, sytuacją, w której praca nie jest gwarancją godnego życia oraz wszechobecną biurokracją, która często rządzi się niezbyt logicznymi zasadami.

Nie do końca da się wyczuć dokąd zmierza ta proza. Wszystko obraca się wokół tułaczki, zdobywania jedzenia, refleksji nad nieudanym małżeństwem i byłym mężem, który co chwilę pojawia się w życiu autorki niczym zły duch. Pandemiczna codzienność w schronisku dla kobiet jest przygnębiająca i przypomina raczej wegetację, stan zawieszenia, z rzadkimi momentami wytchnienia. Emigracja tylko pogłębia poczucie wyobcowania, osamotnienia i tęsknoty.

Sięgając po Wilczą rzekę tak naprawdę nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Autorka opowiada swoją historię bardzo ładnym językiem, często sięgając po metafory, mniej lub bardziej subtelne odniesienia, sama proza jest jednak tak osobista i intymna, że wywoływała we mnie poczucie dyskomfortu. Tworzenie oraz czytanie takiej literatury dla wielu osób może mieć wartość terapeutyczną, ja sama jednak chyba nie do końca potrafię się w niej odnaleźć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.