#książki, #book, #recenzja

Dobre wychowanie

Tytuł: Dobre wychowanie

Autor: Amor Towles

Wydawnictwo: Znak

Rok wydania: 2021

 

Opis wydawcy:
Duch swoich czasów

Amor Towles zachwycił liczne grono czytelników losami hrabiego Rostowa, przy okazji wykazując się ogromnym talentem wczucia się w istotę danej narodowości – w tym przypadku carskiej Rosji. Gdybym nie miała świadomości, że autor pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, dałabym sobie obciąć głowę, że musi być Rosjaninem, bo tylko Rosjanin mógłby napisać powieść tak sentymentalną i rosyjską do szpiku kości. Dżentelmen w Moskwie zachwycił mnie klimatem (i głównym bohaterem), a co do zaproponowania ma literacki debiut Towlesa?

Spotykałam się z opiniami, że Dobre wychowanie przywodzi na myśl Wielkiego Gatsby’ego i na pewno pod wieloma względami nie mijają się one z prawdą. Ta powieść również ma w sobie sporą dawkę melancholii, wspomnienia czasów, które już przebrzmiały i jest kwintesencją amerykańskiego ducha. Jest to również historia miłosna – co może wydawać się banalne – ale za to przedstawiona w niebanalny sposób.

Przez sporą część lektury miałam z nią problem. Nie zrozumcie mnie źle, powieść czyta się znakomicie, fabuła wciąga od pierwszej strony, bohaterowie są wyraziści, ale miałam wrażenie, że ślizgam się po powierzchni problemu, nie wchodzę w głowy bohaterów tak bardzo, jakbym tego chciała. Z czasem uświadomiłam sobie, że to nie jest problem powieści, tylko mój.

Sposób narracji w Dobrym wychowaniu nie jest przypadkowy. On idealnie oddaje ducha czasów – zmian społecznych i obyczajowych. Z jednej strony zostały poluzowane pewne zasady, które do tej pory kreowały społeczeństwa (związki pozamałżeńskie nie spotykają się już z tak dużym napiętnowaniem, kobiety kształcą się i pracują zawodowo), a z drugiej strony bohaterowie cały czas są skrępowani przestarzałymi konwenansami, nie rozmawiają wprost o rzeczach, które są dla nich ważne, ale zbyt osobiste.

Podczas lektury wydawało mi się, że Dobre wychowanie, nie wzbudza we mnie większych emocji, ale zarwałam dla tej książki noc i ciągle wracam do niej myślami, więc chyba muszę przyznać, że ma w sobie to coś. To historia o tym, że jedyne zasady, którym warto być wiernym, to te własne i dla nich można poświęcić wszystko – a ja lubię takie historie.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.