#książki, #book, #recenzja

Syn

Tytuł: Syn

Autor: Philipp Meyer

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Rok wydania: 2022

 

Opis wydawcy:

Epicka i poruszająca powieść o dziedzictwie amerykańskiego Zachodu!

Wiosną 1849 r. Eli McCullough ma trzynaście lat, gdy grupa Komanczów szturmuje jego domostwo, brutalnie morduje matkę i siostrę chłopca, a jego samego zabiera do niewoli. Odważny i sprytny Eli szybko przystosowuje się do życia Komanczów: uczy się ich zwyczajów i języka, odpowiada na nowe imię, które otrzymał jako adoptowany syn wodza. Jako członek plemienia toczy wojnę z białymi, co  utrudnia zrozumienia tego, kim naprawdę jest. Kiedy jednak choroby, głód i przytłaczająca liczba uzbrojonych Amerykanów dziesiątkują plemię, Eli zostaje sam. Ani biały, ani Komancz – musi na nowo znaleźć sobie miejsce w świecie. Zaczyna podróż pełną przygód, tragedii, ale i szczęścia, które odbijają się echem w życiu jego potomstwa.

Z historią Eliego przeplatają się losy jego syna Petera – mężczyzny, który ponosi emocjonalne koszty dążenia ojca do władzy, oraz prawnuczki Eliego, Jeanne Anne – kobiety, która, która musi walczyć z zatwardziałymi rywalami, aby odnieść sukces w męskim świecie.

„Syn” to wielopokoleniowa saga o losach teksańskiej rodziny McCulloughów – od czasów XIX-wiecznych najazdów Komanczów do XX-wiecznego boomu naftowego – dla której najważniejszą wartością jest ziemia i honor. To także książka niepokojąca i działająca na wyobraźnię, kontynuująca najlepszą tradycję amerykańskiego kanonu – łącząca pisarską sprawność Larry’ego McMurtry’ego z ostrością wyrazu Cormaca McCarthy’ego.

 

Krwawe pogranicze

Odnoszę wrażenie, że prozaicy pochodzący ze Stanów Zjednoczonych stopniowo mierzą się z amerykańskim mitem – wytworem westernowego kina. Philipp Meyer rozprawia się z nim konsekwentnie, nie idąc na ustępstwa, nie idealizując, a przy okazji zachowując całą nostalgię prozy Larry’ego McMurtry’ego.

Syn jest wielopokoleniową sagą, w której losy rodziny McCulloughów są równie ważne, jak przemiany zachodzące w Teksasie – od rozbicia ostatnich plemion rdzennej ludności po budowę naftowego imperium. Rodzinna historia opowiedziana wielogłosem pokazuje różne punkty widzenia, postawy. Na te same elementy opowieści co i rusz rzuca nowe światło.

Powieść Meyera otwiera historia Eliego – chłopca porwanego przez Komanczów – i to ona kreśli podstawy pod późniejsze losy jego rodziny. Eli miał okazję dogłębnie poznać – i zrozumieć – ludzi, do których wcześniej pałał nienawiścią. Zabiera czytelnika w podróż w świat niebezpieczny, ale równocześnie fascynujący, szczególnie że moralność Komanczów różni się od naszej własnej. Samo poznanie ich codzienności jest porywające, ekscytujące i ożywcze.

Na próżno staram się znaleźć wady w tej powieści i jedyne, co przychodzi mi do głowy, to dość wysoki próg wejścia w narrację jako jedną spójną całość. Poprowadzenie historii przez pryzmat trzech osób, trzy różne linie czasowe wymaga od czytelnika odrobiny wysiłku, by się w tej całej opowieści nie zagubić. Sama historia, kreacje bohaterów oraz obraz zmieniającego się Teksasu z przełomu XIX i XX wieku rekompensują wszelkie niedogodności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.