#książki, #book, #recenzja

Ciche wody

Tytuł: Ciche wody

Autor: Sarah Moss

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Rok wydania: 2022

 

 

Opis wydawcy:

Szkocja. Lato. Od kilku dni pada bez przerwy. Pogoda jest dziwna, nawet jak na Szkocję, a zasnute chmurami niebo nie zwiastuje szybkiej zmiany. Dwanaście osób, które wraz z rodzinami spędzają wakacje na kempingu, jest coraz bardziej znudzonych i zirytowanych bezczynnością.

Kobieta, która biegnie, jakby przed kimś uciekała, rodzeństwo spacerujące po plaży, para emerytów wspominająca dawnych sąsiadów, nastolatek samotnie wiosłujący w swoim czerwonym kajaku. Dotychczas zajęci tylko sobą zaczynają zwracać uwagę na matkę i córkę, które wyróżniają się od pozostałych. Kim są i dlaczego z ich domku co noc dobiegają dźwięki zakłócające spokój pozostałym?

 

 

Wzbierająca fala

Odkąd pierwszy raz spotkałam się z twórczością Sary Moss, podziwiałam ją za niezwykłą zdolność obserwacji i celność spostrzeżeń. Autorka od lat rozprawia się z ludzkimi bolączkami – tymi najbardziej skrytymi, o których trudno jest mówić wprost. Jej poprzednia powieść – dość kontrowersyjna – Mur duchów rozprawiała się z patriarchatem i bagażem kulturowym, który w zakamuflowany sposób ciąży na niektórych grupach społecznych. A z czym rozprawiają się Ciche wody?

Zniechęcenie – to jedno słowo najlepiej pasuje do Cichych wód. Ulewny deszcz w czasie upragnionego urlopu na pewno nie jest spełnieniem marzeń. Zwłaszcza gdy jesteśmy uwięzieni w domku wypoczynkowym z dala od cywilizacji z ludźmi, których – jak się okazuje – wcale nie lubimy. Uwięzienie jest rzeczywistością bohaterów najnowszej powieści Moss.

Najmocniejszym elementem Cichych wód jest konstrukcja – każdy rozdział poświęcony jest jednemu bohaterowi i poprzez strumień myśli, poznajmy jego perspektywę. W następnych rozdziałach, jeśli dana postać się pojawia, to tylko wspomniana przez kolejnego bohatera. Daje to odczucie zbiorowości, zupełnie jakby wszyscy letnicy tworzyli jeden organizm, w którym każda jednostka wpływa na wszystkie pozostałe.

Moss nie zawiodła jeśli chodzi o styl i spostrzegawczość, ale sama powieść była nużąca i odpychająca (zupełnie tak samo, jak nieprzerwany deszcz w czasie zaplanowanego urlopu). Nie chodzi o to, że autorka źle przedstawiła poszczególne sytuacje i problemy bohaterów. Bardziej o to, że upchnęła je wszystkie w jednej powieści, tworząc wielki festiwal marudzenia.

Nieważne kim jesteś – współmałżonkiem, narzeczoną (lub narzeczonym), małym dzieckiem, nastolatkiem lub osobą w podeszłym wieku z wieloletnim stażem małżeńskim. Jedyne słowo, które w pełni oddaje Twoje nastawienie do świata to: “zawód”. Że mąż odpychający, narzeczony niedomyślny, żona oziębła, dzieci zaborcze a rodzicie z gruntu beznadziejni. Nie ma znaczenia nad którym bohaterem się pochylimy, jedno wiadomo na pewno – będzie on dogłębnie zawiedziony sytuacją, w której się znajduje.

Czy ktoś próbuje poprawić swoje położenie? Nie. Czy ktoś stara się naprawić relacje? Porozmawiać szczerze z partnerem? Nie. Czy w powieści pojawia się chociaż cień nadziei na jakiekolwiek pozytywne rozwiązanie? Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie warto rozmawiać, nie warto próbować ani ulepszać relacji. Właściwie najlepiej zostawić wszystko jak jest – niech problem sam się rozwiąże, a najlepiej wszystko podpalić, zaorać i zostawić za sobą. Czy w prawdziwym życiu takie podejście polepsza sytuacje? Nie, bo prędzej czy później – nieważne na jakich ludzi trafimy – znajdziemy się w punkcie wyjścia. Ciche wody to powieść z niezłym pomysłem, napisana z typowym dla Moss dobrym stylem i spostrzeżeniami (matka, która dostała wolną godzinę bez dzieci rozbawiła mnie i zasmuciła jednocześnie), ale ostatecznie jest to dla mnie historia, z której nic nie wynika.

 

 

***

 

 

 

“Ciche wody” do kupienia na Bonito

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.