#książki, #book, #recenzja

Słoń z Étretat

Tytuł: Słoń z Étretat

Autor: Joanna Stoga

Wydawnictwo: SEQOJA

Rok wydania: 2022

 

 

Opis wydawcy:

Śmierć matki i nagła konieczność zaopiekowania się psychicznie chorym ojcem zmieniają życie Kassi. Z dnia na dzień musi znaleźć siłę aby poradzić sobie z nową rzeczywistością, a tu jeszcze przeszłość nie daje jej spokoju. Niespodziewanie pojawia się jednak nadzieja, że ta zmiana doprowadzi ją wreszcie do prawdziwego uwolnienia

 

Blizny

Dwa lata temu Joanna Stoga urzekła mnie swoją debiutancką miniaturą literacką Las, pole, dwa sobole. Utwór opisywał skomplikowaną relację z matką oraz stan głównej bohaterki po jej śmierci. W najnowszej powieści Joanny Stogi punktem wyjścia ponownie jest śmierć matki, ale Słoń z Étretat skupia się na osamotnieniu, poczuciu niesprawiedliwości, żalu.

Największą wartością powieści jest pokazanie trudnej relacji łączącej córkę i ojca. Ojca, który zostaje obsadzony w roli osoby bezbronnej i niezaradnej, którą musi opiekować się córka. W literaturze, filmach, serialach pojawia się wątek choroby rodzica ale najczęściej jest to choroba nowotworowa, w której otoczenie (i czytelnik) okazuje przychylność choremu i jego najbliższym. Równie często co choroby nowotworowe przedstawia się problem alkoholizmu. I w tym przypadku dzieci oraz współmałżonek alkoholika wzbudzają w czytelniku współczucie, a sam uzależniony najczęściej skazany jest na potępienie. Joanna Stoga przedstawiła w bardzo przekonujący sposób człowieka, który zmaga się z załamaniem psychicznym, z wyniszczającą traumą po utracie dziecka, tym samym sprowadzając życie własnej córki do bycia całodobową opiekunką.

Umieszczenie wątku choroby psychicznej jest o tyle ważne, że zarówno w literaturze jak i w życiu osoby chore oraz ich rodziny nie uzyskują odpowiedniego wsparcia. Autorka ukazała osamotnienie chorego i jego córki, pokazała z jakimi problemami systemowymi muszą się oni mierzyć na co dzień, z jak wielkim wykluczeniem i niezrozumieniem wiąże się choroba umysłowa. I gdyby tylko tego dotyczyła powieść – choroby, samotności, traumy po utracie najbliższych, skomplikowanych relacji rodzinnych (rodzice-dzieci, brat-siostra) Słoń z Étretat miałby szansę być jedną z najlepszych tegorocznych premier literackich.

Niestety w powieści nie wszystko poszło tak jak powinno. Przede wszystkim nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jest ona zdecydowanie zbyt długa, choć to zaledwie 350 stron. Joanna Stoga wplotła w swoją historię wielu bohaterów i wątki poboczne, które są całkowicie zbędne. To prawda, że człowiek nie jest samotną wyspą. To prawda, że w życiu potrzebujemy dobrych duchów, które w najgorszym kryzysie wyciągną do nas pomocną dłoń. Jednak w prawdziwym życiu niezwykle rzadko troski znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – wystarczy tylko spotkać odpowiednich ludzi na swojej drodze, a oni rozwiążą za nas nasze problemy – rodzinne, zawodowe, miłosne. I z tego wszystkiego najbardziej szkodliwe jest przekonanie, że nowy związek jest niczym plaster przyklejony na wszelkie rany po tym, jak życie doszczętnie nas skopało – na traumy rodzinne, nieudane związki, mobbing w pracy, czy nawet przemoc seksualną. Rozwiązania rodem z komedii romantycznych, zupełnie nie sprawdzają się w sytuacji, gdy chcemy opowiedzieć o poważnych sprawach.

Słoń z Étretat wzbudził we mnie mieszane uczucia. Historia córki i ojca, którzy muszą na nowo się odnaleźć, jest przejmująca od pierwszej do ostatniej strony, a chęć odkrycia tajemnicy zawartej w tytule powieści zmobilizowała mnie do dobrnięcia do jej końca. Jednak trudno jest mi wyrzucić z głowy wszystkie momenty, kiedy w czasie lektury odczuwałam zniecierpliwienie i zniechęcenie poprowadzeniem niektórych wątków. Całkowicie rozumiem potrzebę tworzenia literatury ku pokrzepieniu serc, ale w taka forma mnie nie przekonuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.