#książki, #book, #recenzja

Do ostatniej kości

Tytuł: Do ostatniej kości

Autor: Camille DeAngelis

Wydawnictwo: Poradnia K

Rok wydania: 2022

 

Opis wydawcy:

Porzucona przez rodzinę nastoletnia kanibalka Maren wyrusza w podróż po Ameryce. Zabiera ze sobą trochę pieniędzy i kilka książek, ale też dręczące wspomnienia i swój nienasycony głód.

W drodze poznaje chłopaka. Pociągający i tajemniczy Lee widzi Maren taką, jaka jest. Bo i on jest kimś takim jak ona. Przy nim Maren nie czuje się już tak bardzo samotna i przerażona. Dalej jadą razem, para wyrzutków skazanych na ukrywanie się przed ludźmi i… ich zjadanie. We dwójkę Maren i Lee są silni i nietykalni. Ale czy ta więź i bezwarunkowa miłość ocali ich przed samymi sobą i światem, do którego nie należą?

 

Gatunkowy miszmasz

Chociaż nastolatką nie jestem już od dawna, to od czasu do czasu lubię sięgnąć po książki dedykowane nieco młodszym czytelnikom. Takim sposobem w moje ręce trafiła powieść Do ostatniej kości. Odbiór powieści i jej oceny były różnorodne, lecz jednego na pewno nie można jej odmówić – oryginalności. Były książki o wampirach, zombie, wilkołakach, ale nastoletni kanibale to raczej nie jest zbyt popularny temat i chociaż początkowo wydawał się tyleż intrygujący co ryzykowny, to jednak zrównoważenie grozy z wątkami obyczajowymi wypadło naprawdę nieźle.

Do ostatniej kości oczywiście można czytać dosłownie, ale równie dobrze można zinterpretować ją opowieść o wyrzutkach (być może osobach uzależnionych), którzy żyją poza systemem, opuszczeni przez rodziny, próbujący odnaleźć jakiś cel lub nadać sens temu, co ich spotkało. Powieść Camille DeAngelis to prawdziwa mieszanka gatunkowa – horror, powieść drogi, powieść młodzieżowa w nurcie coming of age – tu naprawdę sporo się dzieje. Czy jednak autorce udało się stworzyć spójną historię? Niestety nie obyło się bez zgrzytów.

DeAngelis nie tłumaczy źródła kanibalizmu, a nagromadzenie tylu bohaterów z takimi skłonnościami raczej musiałoby spowodować, że problem znikających ludzi byłby bardziej powszechny i szerzej omawiany przez opinię publiczną. Jednak nie zamierzam się tego czepiać, bo mam wrażenie, że nie to jest istotą historii.

W powieści są wątki, które zostały bardzo ciekawie zbudowane (na przykład wątek Sully’ego, który w ekranizacji wzbudzał tylko obrzydzenie), ale jest jeden, który został całkowicie pozbawiony sensu – mianowicie zakończenie wątku Maren i Lee. O ile w ekranizacji można uznać, że rozwiązanie fabularne w zakończeniu miało sens, o tyle w powieści zamknięcie wątku Lee było tak bardzo go pozbawione, że poczułam się (i myślę, że nie tylko ja) całkowicie zdezorientowana tym, co autorka nam zaserwowała.

Czy polecam lekturę Do ostatniej kości? Nie polecam, ale też nie odradzam. W moim odczuciu jest to nadal dość ciekawa pozycja, która miała spory potencjał. Chociaż nie mam wątpliwości, że dało się z niej wycisnąć więcej, to nie jest to historia pozbawiona zalet w postaci ciekawie wykreowanych bohaterów i intrygującego klimatu.

 
 

 

 

***

 

Do ostatniej kości do kupienia na Bonito

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *