#książki, #book, #recenzja

Enola Holmes. Sprawa znaku mangusty

Tytuł: Enola Holmes. Sprawa znaku mangusty

Autor: Nancy Springer

Wydawnictwo: Poradnia K

Rok wydania: 2024

 

Opis wydawcy:

Maj 1890 roku. Enola Holmes cieszy się samodzielnością, studiuje w Akademii Kobiet i rzadziej pracuje jako perdytorystka. Kiedy jednak do jej biura wpada przystojny mężczyzna głośno domagający się pomocy w odnalezieniu przyjaciela, jest zaintrygowana i gotowa do działania.

Otóż na ulicach Londynu przepadł bez wieści Wolcott Balestier, który przypłynął zza oceanu, by nabyć nowe dzieła angielskich autorów. Jego przyjaciel – pisarz Rudyard Kipling we własnej osobie – obawia się, że za tym nagłym zniknięciem stoją piraci…

Impertynencki Kipling nie chce zatrudnić młodej kobiety i zleca sprawę jej starszemu bratu, Sherlockowi Holmesowi. Enola nie puści płazem takiej zniewagi! Rozpoczyna śledztwo na własną rękę i zagłębia się w świat wydawniczy, który okazuje się bardziej niebezpieczny, niż można by się spodziewać. Jaką rolę odegra w sprawie sekretne bractwo?

 

Pożegnania nadszedł czas…

Chociaż seria o przygodach siostry najsłynniejszego londyńskiego detektywa miała już swoje jedno zakończenie, Nancy Springer postanowiła powiększyć ją o trzy kolejne tomy. Dwie ostatnie części nie wywołały we mnie takiego entuzjazmu, jak pierwszych sześć, ale muszę przyznać, że Sprawa znaku mangusty ma te elementy, za które polubiłam tę serię.

W najnowszej części Enola wpada w wir poszukiwań młodego amerykańskiego arystokraty, przy okazji wchodząc w konflikt z pewnym znanym pisarzem z epoki. Choć w ostatnich tomach intrygi kryminalne niego kulały, to muszę przyznać, że tom dziewiąty jest na tyle wciągający, że nie wypadało kręcić nosem w czasie lektury. Zwykle wprowadzanie do powieści istniejących w realnym świecie postaci nie jest moim ulubionym zabiegiem, jednak w wykonaniu Springer nie wywołało we mnie irytacji. Ba! Uznaję to nawet za plus, bo w przypadku młodszych czytelników autorce udało się przemycić kilka historycznych ciekawostek.

Podobnie jak w przypadku poprzednich części za wadę uznaję zmianę relacji Enoli i Sherlocka. Choć oczywiście – tak jak większość czytelników – chciałabym by ostatecznie ich stosunki były jak najlepsze, to ich przedwczesne pogodzenie się wpłynęło negatywnie na dynamikę powieści. Zaznaczam, że jest to tylko i wyłącznie moje własne odczucie – wśród czytelników jest wielu fanów duetu Enola – Sherlock. W każdej części Nancy Springer wielokrotnie powtarza ukryte znaczenie imienia głównej bohaterki – nie inaczej w Sprawie znaku mangusty, a czytanie kolejny raz tego samego jest nieznośne.

Ostatnia część przygód Enoli Holmes jest lekturą, z którą miło mija czas. Nawet jeśli wznowienie serii nie do końca Was przekonało, to zakończenie cyklu jest naprawdę zadowalające (chociaż nie mogę pozbyć się wrażenia, że Nancy Springer pozostawiła małą furtkę, by w razie potrzeby wrócić do tej historii). Po dziewięciu przeczytanych tomach mogę powiedzieć tylko jedno – niczego nie żałuję.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *