#książki, #book, #recenzja

Czarownice z Manningtree

Tytuł: Czarownice z Manningtree

Autor: Beth Underdown

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rok wydania: 2018

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Mój brat, Matthew, zabił sto sześć kobiet, pisze Alice Hopkins na kartach swego dziennika. Jest rok tysiąc sześćset czterdziesty piąty. Młoda wdowa powraca do Manningtree, niewielkiej miejscowości w hrabstwie Essex, gdzie się wychowała i gdzie wciąż mieszka jej brat. Wkrótce odkrywa, że jej dawny dom przestał być bezpiecznym miejscem. Matthew się zmienił, a po okolicy krążą dziwne plotki. Ludzie szepczą o czarach i wielkiej księdze, w której Mathew Hopkins zapisuje nazwiska czarownic. Do czego doprowadzi jego obsesja? Jakiego wyboru dokona Alice znalazłszy się w samym sercu szatańskiego planu?

Inspirowana prawdziwą historią niesławnego „Tropiciela Czarownic” wstrząsająca debiutancka powieść Beth Underdown łączy fascynujący wątek historyczny z narracją, w której pobrzmiewają echa „Opowieści podręcznej” Margaret Atwood tworząc prawdziwie niepokojące doznanie literackie.

 

Horror z życia wzięty

Debiut Beth Underdown zapowiadał się bardzo intrygująco, a hasła z okładki gwarantowały powieść przerażającą i sugestywną. Niezbyt często mój czytelniczy wybór pada na horrory, ale tym razem opis, rekomendacje i fantastyczna szata graficzna przekonały mnie do lektury.
Oparte na prawdziwych wydarzeniach Czarownice z Manningtree charakteryzuje niepokojący klimat, który utrzymuje się przez całą powieść i jest zdecydowanie jej największym atutem. Samotna, owdowiała i bezbronna bohaterka, zdana na los brata, którego nie widziała od kilku lat, doskonale oddaje sytuację kobiet w XVII wieku. Autorka dość dobrze oddała również mentalność społeczeństwa siedemnastowiecznej Anglii, codzienność kreowaną przez mężczyzn, problemy wyznaniowe oraz fanatyzm religijny. Trudno powiedzieć, na ile bohaterowie rzeczywiście wierzyli w rzucanie uroków i czarownice, a na ile stało się to bronią do manipulowania tłumem.
Z taką niepewnością przez większość powieści pozostawia nas autorka. Nie wiemy, w którą stronę podąży fabuła. Czy zostaną wplecione wątki fantastyczne i całość będzie mrocznym horrorem, czy zwycięży głos rozsądku i ostatecznie okaże się, że czarownice nie istniały, a wszystkie polowania i procesy to tylko histeria tłumu?
Niepewność poznania widoczna jest również w opisach; skąpe oświetlenie sprawia, że bohaterowie coś widzą (albo wydaje im się, że widzą), udzielająca się atmosfera strachu powoduje, że zmysły zaczynają ich zawodzić. Religijna gorliwość nie przeszkadza ludziom wierzyć w zabobony i ludowe gusła.

Trochę żałuję, że Beth Underdown nie poszła dalej i nie wprowadziła jeszcze więcej niepewności w fabułę swojej powieści tak, by czytelnik musiał częściej zachodzić w głowę, czy opisywane wydarzenia dzieją się naprawdę, czy to tylko zadziałała wyobraźnia bohaterów.
Czarownice z Manningtree są literackim debiutem i da się to niestety wyczuć. Zmiany nastawienia głównej bohaterki momentami są nagłe i nie wiadomo z czego wynikają. W głowie autorki pewnie miało to sens, ale czytelnik ma prawo czuć się zagubiony. Fabuła trzymała też całkiem dobre tempo, dopóki nie doszło do procesów, gdzie bohaterowie jeździli od miejscowości do miejscowości i właściwie nie działo się nic więcej. Wyglądało to tak, jakby autorka na podstawie poznanych źródeł chciała odtworzyć drogę „pogromcy czarownic”, ale nie potrafiła tego płynnie wpleść w fabułę, tylko zrobiła suchy opis przemieszczania się z punktu A do punktu B. Ale spokojnie, to tylko niewielka część powieści.

Czarownice z Manningtree są udanym debiutem. Pomimo kilku potknięć powieść jest wciągającym połączeniem autentycznych wydarzeń i fikcji literackiej. Poczucie niepewności, mroczne podejrzenia, niepokój nie opuszczają czytelnika w czasie lektury, a zakończenie… Nie, tego chyba nikt się nie spodziewał. Choć opis obiecuje powieść przerażającą, elementów horroru było w nim ostatecznie niewiele (zdecydowanie więcej mrocznych, rodzinnych tajemnic). Lektura jednak nie rozczarowuje i mam nadzieję, że Beth Underdown pokusi się o napisanie kolejnych historii, które tym razem przysporzą mnie o szybsze bicie serca.

2 thoughts on “Czarownice z Manningtree

    1. Debiut może tłumaczyć lekkie niedociągnięcia. Mimo wszystko lektura jest naprawdę przyjemna, zwłaszcza na ponure jesienne popołudnia. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *