#książki, #book, #recenzja

Na marginesie życia

Tytuł: Na marginesie życia

Autor: Stanisław Grzesiuk

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rok wydania: 2018

Opis ze strony wydawnictwa:

Ostatnia część kultowej trylogii Stanisława Grzesiuka. Pisana pod koniec życia Autora, świadomego jak niewiele czasu mu zostało. Opowieść, bez której nie sposób zrozumieć barda warszawskiej ulicy. Przewrotny Los chciał zepchnąć go na margines życia, ale on do końca pozostał jego królem. Stanisław Grzesiuk, pisząc tę książkę, wiedział, że umiera i nie ma już czasu. Wszystkie fragmenty, które wskazywano mu do poprawy, usuwał. Miał pomysły na nowe książki… miał umówione kolejne spotkania z czytelnikami…
Po latach tekst porównano z rękopisem i przywrócono fragmenty usunięte przez Autora i wydawcę przy pierwszej publikacji. Dopiero dziś poznajemy najbardziej osobistą książkę Stanisława Grzesiuka.

 

Czy tak musi być?

Nie mam wątpliwości, że Stanisław Grzesiuk był niesamowitym człowiekiem o niespotykanej pogodzie ducha, niepoprawnym wręcz optymizmie i niezwykłej niezłomności. Zarówno Pięć lat kacetu, opowiadające o codzienności w obozie koncentracyjnym, jak i Boso, ale w ostrogach tchną poczuciem humoru, tupetem i autentyczną prostotą, że nie sposób oderwać się od lektury. Nie da się jednak ukryć, że to ostatni tom trylogii – Na marginesie życia – jest spośród nich najbardziej ponadczasowy i zmuszający do refleksji.

Trzecia część cyklu opisuje zmagania autora ze śmiertelną chorobą, ale w tym przypadku od fizycznych dolegliwości gorsze są społeczne konsekwencje bycia gruźlikiem. Problemy, z którymi musieli zmierzyć się chorzy, nie zmieniły się pomimo upływu lat, a jedyne co uległo zmianie, to grupy, których obecnie te problemy dotyczą – strach wynikający z niskiej edukacji i świadomości, wykluczenie społeczne i dyskryminacja, które zdawały się doskwierać chorym bardziej, niż kłopoty z zatrudnieniem (a co za tym idzie – problemy materialne).

Tak jak szerokim łukiem omijano trędowatych, tak w książce Grzesiuka na margines spycha się chorych na gruźlicę (a dwie dekady po Grzesiuku chorych na AIDS i inne groźne choroby, które wzbudzają powszechny lęk, najczęściej spowodowany niewiedzą np. w temacie ryzyka i sposobów zarażenia). Choć poczucie humoru i wola życia ciągle są u Grzesiuka bardzo widoczne, to równie widoczne jest coraz częściej pojawiające się przygaszenie i rozczarowanie, zwłaszcza tym, jak państwo nie umie poradzić sobie z problemem chorych na gruźlicę – bardzo często byli to ludzie młodzi, którzy nie zdążyli pracować zawodowo odpowiednio długo czy to z powodu wojny, zbyt młodego wieku, by podjąć pracę zarobkową, czy, jak w przypadku autora, przebywania w obozie koncentracyjnym. Po trzech miesiącach spędzonych w sanatoriach, pacjenci najczęściej byli zwalniani z pracy, po zakończeniu leczenia (a właściwie po zakończeniu podleczenia) nikt nie chciał ich zatrudnić. Bez zasiłku lub z minimalną rentą chorzy i ich rodziny byli skazani na wegetację.

Grzesiuk nie byłby Grzesiukiem, gdyby skupił się tylko na najgorszych stronach bycia chorym. Z humorem opisuje pobyty w sanatoriach, relacje z innymi pacjentami, metody leczenia i próby zachowania normalności. Choć wydaje się, że autor pomimo wielu traumatycznych wydarzeń pozostał zadziornym chłopakiem z Czerniakowa, to w jego narracji wyczuwalne jest rozgoryczenie, nawet jeśli nie jego własne, to innych pacjentów. Problemy, z którymi Grzesiuk zdawał sobie radzić i przechodzić nad nimi do porządku dziennego (odejście dawnych przyjaciół, kłopoty finansowe, izolacja społeczna), złamały niejednego chorego i choć autor nie poddawał się, to z pewnością utożsamiał się z innymi zepchniętymi na margines chorymi.
Nie polecę Wam lektury Na marginesie życia. Polecam Wam przeczytanie całej trylogii. To wyjątkowy cykl, który ukazuje życie niezwykłego człowieka, począwszy od dzieciństwa i młodości na czerniakowskim podwórku, przez przeżycie obozu koncentracyjnego, po walkę z nieuleczalną chorobą. To najbardziej autentyczna, do bólu szczera i najpiękniejsza pieśń życia jaką spotkałam w literaturze. Sięgnijcie po nią. Koniecznie.

4 thoughts on “Na marginesie życia

  1. Zwykle unikam tak drastycznych tematów, wolę też zagranicznych autorów, ale Twoją recenzją czuję się zachęcona. Poczekam tylko na odpowiedni nastrój 🙂

    1. Ja absolutnie uwielbiam Grzesiuka i to moje największe literackie odkrycie w tym roku. Całą trylogię polecam każdemu, niezależnie od wieku i upodobań literackich. Pozdrawiam! 🙂

  2. Kocham Grzesiuka. Odkąd dwadzieścia lat temu pochłonąłem całą trylogię ,wracam do niej co kilka miesięcy, żeby przypomnieć sobie kilka fragmentów. Fantastyczne poczucie humoru, zadziorny charakter i podążanie przez życie zgodnie z zasadą boso, ale w ostrogach. Grzesiuka trzeba znać. Bardzo się cieszę, że wyszło to wznowienie, bo niestety najmłodsze pokolenia nie za bardzo znają tego genialnego autora.

    1. Dla mnie Grzesiuk jest odkryciem! Bezgranicznie uwielbiam całą trylogię i nie umiem zdobyć się na choćby odrobię krytycyzmu. Mądre, wartościowe, niezwykle wciągające – godne polecania. 🙂
      Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *