#książki, #book, #recenzja

Nikt nie idzie

Tytuł: Nikt nie idzie

Autor: Jakub Małecki

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Rok wydania: 2018

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Jakub Małecki, autor bestsellerowych “Dygotu” i “Rdzy” oraz nominowanych do Nike “Śladów”, w zupełnie nowej odsłonie. “Nikt nie idzie” to subtelna opowieść, w której buzują wielkie emocje.
Po tym, jak Olga zobaczyła go po raz pierwszy, uporczywie wracał do niej w myślach. Tajemnicza postać z kolorowymi balonami. Ni to mężczyzna, ni to dziecko. Ona samotna, on osobny i zamknięty we własnym świecie. Ich losy przetną się ponownie na skrzyżowaniu ulic w chwili tragicznego zdarzenia.
Małecki prowokuje czytelnika, by na podstawie rozsypanych wspomnień stopniowo odkrywał prawdziwy bieg zdarzeń. Gdzieś są słowa niewypowiedziane, niespełnione relacje oraz gesty zawieszone między dwojgiem bliskich i obcych sobie ludzi. Wielkie miasto wypełniają miłość i samotność.
“Nikt nie idzie” to powieść, która hipnotyzuje delikatnie, sącząc czułe i ledwo wyczuwalne tony. Zostaje w pamięci na długo.

 

Nieistniejące ideały

Jakub Małecki przyzwyczaił swoich czytelników do pewnych stałych elementów, które przewijały się w jego powieściach. Najnowsza może okazać się dla nich wyzwaniem, ponieważ autor z nich zrezygnował. W Nikt nie idzie nie znajdziemy kultu małych wsi i miasteczek, wątków metafizycznych i realizmu magicznego. Z jednego autor jednak nie zrezygnował – z tej specyficznej wrażliwości, która jest zdecydowanie największą siłą jego powieści – i chwała mu za to.
Kiedy na jednym ze spotkań autorskich Jakub Małecki zdradził, że powieść, nad którą pracuje będzie o kobiecie, która kogoś uprowadziła, byłam nieco zaniepokojona doborem tematu, jako że dotychczas wydane utwory raczej nie przywodziły na myśl thrillerów. Tym razem jednak akcja nie dzieje się na malowniczej wsi, niewiele jest tutaj połączeń między przeszłością a teraźniejszością (dość charakterystycznych dla tego autora), ale jedno pozostało niezmiennie – emocje.
Małecki po raz kolejny prezentuje uczuciowość, która nie wszystkim czytelnikom przypadła do gustu, a która do mnie przemawia bardziej, niż wszystkie inne. Autor gmera w psychice bohaterów, uderzając w struny, które mogą rezonować w każdym człowieku: potrzeba akceptacji, miłości. Wyciąga tęsknoty, które nam towarzyszą i mówi o dążeniu do nieosiągalnego ideału. Ta ostatnia cecha jest dość ważnym motorem napędzającym głównych bohaterów: Olga rezygnuje ze swojego szczęścia, bo wie, że nigdy nie będzie ono pełne i idealne, ojciec Olgi rezygnuje ze swojej największej pasji, ponieważ wraz z upływem czasu zmniejszają się jego możliwości, Klemens ze swoją nerwicą natręctw, przekłada balony tak długo, dopóki ich ułożenie nie będzie doskonałe. Ale jedno w bohaterach jest szczególnie uderzające – ludzie nie tylko potrzebują być kochani i otrzymywać wsparcie, ale też odczuwają potrzebę ofiarowywania tych uczuć i troszczenia się o innych (stąd na przykład dość nietypowa relacja Olgi i Klemensa).

Jak to zwykle u Małeckiego bywa, jego bohaterowie są pokiereszowani przez los. Igor, z którym na pewno musi być coś nie tak, skoro wszyscy go opuszczają, Klemens, który jest po prostu inny, Olga pokutująca za błędy przeszłości – wszystkie historie są poruszające i patrząc na każdą z osobna można zrozumieć motywacje bohaterów, a nawet przyznać im rację, nawet jeśli po złączeniu ich w całość, ich zachowanie często nie ma sensu, a decyzje wydają się absurdalne i nieprzewidywalne. Są po prostu ludzkie.
Nikt nie idzie przekazuje jedną ważną myśl – ideały nie istnieją. Choć może warto do nich dążyć, to na pewno nie za wszelką cenę, bo po drodze możemy stracić coś o wiele cenniejszego. Kiedy bohaterowie w końcu rezygnują z obsesyjnego dążenia do doskonałości, jest to wyrazem najczystszych, nieskazitelnych uczuć.
Jakub Małecki udowodnił (nie po raz pierwszy), że potrafi pisać inaczej i nie skorzystał z utartych schematów, choć te do tej pory sprawdzały się świetnie. Jeśli czegoś mi brakowało w jego najnowszej powieści, to tylko subtelności, nieuchwytnego pierwiastka w relacjach międzyludzkich, który zachwycił mnie zwłaszcza w Rdzy. Nikt nie idzie jest pod tym względem dużo bardziej dopowiedziane i dosłowne. Nie gorsze, ale na pewno inne. Warte polecenia. Bo takie rzeczy po prostu się zdarzają…

One thought on “Nikt nie idzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *