#książki, #book, #recenzja

Rozstanie

Tytuł: Rozstanie

Autor: Katie Kitamura

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2018

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Jak to się dzieje, że miłość wygasa w nas tak cicho z dnia na dzień? Wcale nie zaczęło się od zdrady. Christopher był przystojny, pochodził z bogatej rodziny, robił karierę jako pisarz. Ona była atrakcyjna, choć z „innego świata”. Zaczęło się od drobnych różnic, rozwiewających się z wolna złudzeń, coraz częstszych kłamstw, wielkiego rozczarowania, nieubłaganie narastającej wzajemnej obcości.
Mur między nimi rósł każdego dnia, aż w końcu zdecydowali się na separację. Na razie nie powiedzieli o tym nikomu. To musiało dojrzeć. Poczekać. Kiedy więc teściowa zadzwoniła do niej – nigdy się nie lubiły, mało powiedziane – bez wahania zgodziła się pojechać do Grecji. Tam w rybackiej wiosce Gerolimenas Christopher zbierał materiały do książki o żałobie. Od jakiegoś czasu nie dawał znaku życia i nie można było się z nim skontaktować. Nie była przygotowana na to, co tam zobaczy. Nie mogła tego przewidzieć.
Przejmująca, przyjęta z rzadko spotykanym aplauzem ze strony krytyków literackich oraz czytelników, opowieść o rozpadzie związku dwojga ludzi, której finał w zaskakujący sposób przybiera formę thrillera. Ekscytująca, przykuwająca, straszna.

 

Żal straconych szans

Słowo, które ciśnie mi się na usta po skończonej lekturze Rozstania to „zaskoczenie”. Nie wiem dlaczego założyłam, że będzie to zupełne inny typ literatury. Spodziewałam się bardziej poetyckiego (?), melancholijnego podsumowania rozpadającego się związku, jednak to co dostałam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Powieść Kitamury można by uznać za dramat (małżeński) gdyby nie niespodziewany obrót wydarzeń. Małżeństwo głównych bohaterów właściwie nie istnieje (choć nie pada żadna konkretna przyczyna takiego stanu rzeczy), nie łączy ich już nic i powoli nabieramy przekonania, że wiemy jak zakończy się ta relacja. Jednak zaginięcie Christophera sprawia, że wszystko wywraca się o sto osiemdziesiąt stopni i razem z główną bohaterką musimy rozwiązać zagadkowe zniknięcie jej męża.

Trudno napisać cokolwiek o fabule powieści, bo każda informacja zdaje się zdradzać zbyt wiele. Jedno mogę napisać na pewno – już dawno nie czytałam powieści z tak złożoną psychiką bohaterów. Sposób w jaki autorka przedstawiła tytułowe rozstanie widziane oczami głównej bohaterki jest czymś naprawdę niesamowitym. To niezwykle udana próba racjonalnego podejścia do własnych emocji i uporządkowania swoich uczuć. Kobieta walczy z wykreowaną przez jej męża otoczką ich związku. Toczy wewnętrzną walkę między tym, co czuje a tym, co powinna czuć. W jej głowie tłoczy się nadmiar myśli, żalu, rozgoryczenia, pewnej tęsknoty za normalnym życiem. Jednak z czasem w murze „niekochania męża” powoli powstają rysy. Czy naprawdę wszystko jest stracone?

Rozstanie Katie Kitamury nie jest tym, czym się wydaje. To proza oryginalna i ożywcza. Nieszablonowe podejście do tematu nie odebrało jej autentyczności. Myśli, które przebiegają przez głowę głównej bohaterki, są boleśnie prawdziwe, często takie, których nikt nie odważyłby się wypowiedzieć na głos. Rozstanie nie jest lekturą prostą. To jedna z tych historii, gdzie „nic się nie dzieje”, ale tak naprawdę dzieje się bardzo wiele, a całą przedstawioną fabułę poznajemy przez pryzmat przemyśleń głównej bohaterki. Kitamura grzebie w jej psychice, ale przełamuje też pewne stereotypy dotyczące rozdźwięku między tym, co wypada, czego oczekuje od nas otoczenie, a tym co czujemy.
Dodatkowy element w postaci surowego, greckiego krajobrazu uzupełnia klimat powieści i jest dla niej idealnym tłem. Początkowe rozżalenie i melancholia ustępują w wyniku kolejno występujących po sobie wydarzeń, aż dochodzimy do punktu, w którym główna bohaterka musi przewartościować wszystko, co do tej pory myślała i czuła.
Katie Kitamura stała się dla mnie odkryciem. To świeża, oryginalna proza, która zmusza do myślenia, rozkładania sytuacji na czynniki pierwsze i zadawania pytań: Co ja zrobiłabym w takiej sytuacji? Czy pozostałabym obojętna? Dlaczego nie czuję ulgi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *