#książki, #book, #recenzja

Księga nocnych kobiet

Tytuł: Księga nocnych kobiet

Autor: Marlon James

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Rok wydania: 2017

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia buntu wznieconego na jamajskiej plantacji przez czarne kobiety. Epicka, mroczna, poruszająca. Jedna z najlepszych współczesnych powieści o niewolnictwie i drodze do wolności.

Lilit rodzi się jako niewolnica, ale nikt nie potrafi jej zniewolić. W jej żyłach płynie „krew Kromanti, co nigdy nie zna stanu niewolnego, zmieszana z białą krwią, co zawsze zna wolność, i gna w żyłach Lilit jak pożar lasu”. Inne niewolnice dostrzegają w dziewczynie obecność ciemnych, pradawnych mocy. Patrzą w zielone oczy tej „rogatej duszy” z podziwem i przerażeniem. Widzą w Lilit sprzymierzeńca w swojej sprawie – w zaciszu pobliskiej jaskini planują bowiem rewoltę przeciwko znienawidzonemu massa, nadzorcom i batowym. Z czasem jednak niepokorna czarna dziewczyna zaczyna stanowić zagrożenie dla pozostałych negra. Jej lojalność wobec białego massa może zaprzepaścić długie przygotowania…

Doskonale przełożona na język polski przez Roberta Sudóła Księga nocnych kobiet to popis niezwykłych umiejętności literackich Jamajczyka. James po mistrzowsku oddał terror, jaki panował na jamajskich plantacjach trzciny cukrowej na przełomie XVIII i XIX wieku. Stworzył galerię kobiecych postaci, które na długo pozostają w pamięci. To książka o cierpieniu, podeptanej godności, o żądzy zemsty, ale także o marzeniach, lojalności i miłości, która może rozkwitnąć nawet w najstraszniejszym miejscu na świecie.

Okrutna pieśń życia

Jamajka – miejsce, które mogło być rajem, a dla wielu stało się piekłem na ziemi. Na jednej z plantacji trzciny przychodzi na świat Lilit – rogata dusza, w której żar życia jest tak silny, że nikt ani nic nie potrafi go ugasić. Lilit czuje w sobie ciemność. Lilit czuje krew. Lilit śpiewa pieśń wolności.

Długo nie chciałam sięgnąć po najnowszą powieść Marlona Jamesa. W ubiegłym roku, przeczytałam zbyt wiele historii, które bazowały na okrucieństwie i taniej kontrowersji. Bałam się, że to kolejna z nich. Ogromnie się myliłam.

To prawda, że Księga nocnych kobiet jest najbardziej brutalną, zarówno fabularnie jak i językowo, powieścią dotyczącą niewolnictwa, z jaką przyszło mi się zmierzyć. Ocieka potem, krwią i spermą. Poziom okrucieństwa jest niewyobrażalny: wymyślne chłosty, gwałty, upadlanie, odbieranie matkom nowo narodzonych dzieci – i tak praktycznie od pierwszej do ostatniej strony. Zupełnie jakby panujący zapomnieli, że ludzie karmieni okrucieństwem i strachem, będą potrafili oddać tylko okrucieństwo i strach. Jeśli starczy im odwagi.

To prawda, że powieść jest najbardziej wulgarną i językowo prymitywną, jaką przeczytałam w życiu. Przekleństwa wylewają się z każdej strony: biali obrzucają wyzwiskami czarnoskórych, czarnoskórzy siebie nawzajem, a najciszej, bo w głębi trzewi, zwymyślają białych panów.

To wszystko prawda. Prawdą jednak jest też to, że to najmocniejsza historia, jaką przeczytałam w życiu. Tłumaczenie Roberta Sudóła, jest niesamowite. Tę powieść bardzo łatwo można było zniszczyć słabym przekładem, a dzięki jego tytanicznej pracy (to naprawdę czuć), nie straciła ona wiarygodności i realizmu. To literatura, która policzkuje czytelnika, potrząsa nim i uświadamia,  że niewolnictwo, to nie sielski obrazek rodem z Przeminęło z wiatrem, to nie grupa niewolników maszerujących raźno, podśpiewujących przy tym skoczną piosenkę, ani nawet nie wstydliwy okres w historii. To niewyobrażalne cierpienie i bezsensowna śmierć tysięcy ludzi.

Księga nocnych kobiet jest mroczną opowieścią o ludzkiej niezłomności, owianą dymem plemiennych wierzeń i naiwną wizją powrotu na wyidealizowany Czarny Ląd, którego większość z bohaterów nigdy nie widziała. Marlon James w bardzo jasny sposób pokazuje, co zostaje z człowieka, kiedy odbierzemy mu godność, nietykalność, kiedy upodlimy go tak bardzo, że samo to powinno już go zabić. Bójmy się ludzi, w których zabito człowieka.

Brutalne opisy są nie tylko po to, by szokować. Tortury. Gwałty. Zbyt potworne? Bezlitosne? Wulgarne? Jakim językiem miał posłużyć się autor, skoro jego bohaterowie nie zaznali niczego innego, ponad poniżenie i upodlenie? Nikt nie nauczył ich mówić inaczej. Nikt nie nauczył ich szacunku do drugiego człowieka. Nie wiem, kto w tej powieści był bardziej zezwierzęcony – niewolnik, czy pan? Bohaterowie byli zbyt ludzcy (w najgorszym tego słowa znaczeniu), by do któregokolwiek poczuć sympatię i mu sprzyjać. Chyba tylko to pozwoliło mi przetrwać tę lekturę. Marlon James pozwala czytelnikowi, pozostać obserwatorem. Nie dręczy go emocjonalnie, nie gra tanio na empatii i uczuciach – po prostu chce opowiedzieć historię i to własnie robi. Nikogo przy tym nie wybiela, nikogo nie gloryfikuje, chce tylko, by historia niezłomnych kobiet z Jamajki nie została zapomniana. Ja nie zapomnę. Na pewno.