#książki, #book, #recenzja

Moja Lady Jane

Tytuł: Moja Lady Jane

Autor: Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Rok wydania: 2017

 

Opis ze strony wydawcy:

Prześmieszna, fantastyczna, romantyczna i (niezupełnie) prawdziwa historia Lady Jane Grey. Książka Moja Lady Jane autorstwa Cynthii Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows to jedyna w swoim rodzaju opowieść fantasy osadzona w tradycji ustanowionej przez Narzeczoną dla księcia Williama Goldmana, której bohaterami są król niespecjalnie garnący się do królowania, jeszcze mniej garnąca się królowa i szlachetny rumak, a która nie grzeszy przesadnie nabożnym szacunkiem dla źródeł historycznych. Bo czasem nawet historii trzeba nieco pomóc.

Szesnastoletnia Lady Jane Grey, mająca niebawem wyjść za zupełnie obcego mężczyznę, wplątuje się w konspirację, celem której jest obalenie jej kuzyna, króla Edwarda. Ale Jane nie zawraca sobie głowy takimi błahostkami, skoro ma niebawem zostać królową Anglii.

 

Dla tej książki można stracić głowę!

Jestem sztywniarą. Skończyłam historię (dla przyjemności) i filologię klasyczną (uwaga – dla zabawy). To o czymś świadczy. Uwielbiam historyczne opracowania naukowe, powieści z historią w tle, biografie, historyczne seriale i filmy. Nie znoszę za to (albo tak mi się tylko wydaje) tworzenia historii alternatywnej. Pamiętam, że kiedyś widziałam kilka odcinków serialu Nastoletnia Maria Stuart i miałam ochotę własnoręcznie pozbawić się oczu, poprzez wyłupienie ich pilotem do telewizora. Poziom głupoty tego serialu zraził mnie do takich tworów.
Oto nadeszła wiekopomna chwila – przeczytałam powieść młodzieżową z wykreowaną alternatywną historią. Było wspaniale!

Większość ludzi kojarzy coś tam z historii Tudorów, Krwawych Marii, Elżbiet Pierwszych i innych takich. To smutne opowieści. O królach umierających przedwcześnie, królowych skazujących innowierców na stos, młodych dziewczętach skróconych o głowę – nic śmiesznego. A co dostajemy w Mojej Lady Jane?

Mamy główną bohaterkę, Jane Grey, która najbardziej na świecie kocha czytać, ale czytanie powieści o czytającej osobie byłoby nudne, więc Jane zostaje wplątana w polityczną grę o koronę Anglii i małżeństwo, które na wielu płaszczyznach ją zadziwi.

Co jeszcze? Mamy umierającego króla Edwarda i jego siostry –  Marię i Elżbietę. Zamiast protestantów mamy Eðianów (Ewianów), którzy posiadają magiczne zdolności, więc wytłumaczenia niektórych wydarzeń toną w oparach absurdu a zachowanie powagi graniczy z cudem.

Moja Lady Jane to przede wszystkim fantastyczni bohaterowie, do których zapałałam miłością od pierwszej strony. Do tego ogromny ładunek humoru, który powoduje niekontrolowane parsknięcia śmiechem w trakcie lektury. W powieści podobała mi się ironia i uszczypliwość autorek, które wyśmiały autorytety naukowe (rozwodzące się w opasłych tomiszczach nad nieistotnymi szczegółami) i poważne badania historyczne (umówmy się – często oparte na gdybaniu). Autorki zakpiły z typowych mdląco- różowych młodzieżówek (wystarczy popatrzeć na związki i relacje uczuciowe bohaterów) i świetnie zabawiły się konwencją. Oprócz historii pełnej żartów sytuacyjnych, barwnych postaci, zabawnych dygresji autorek, otrzymujemy powieść (uwaga – polecę wapniakiem) pełną młodzieńczego uroku. To coś nowego i świeżego (albo się zestarzałam, mam demencję i zaniki pamięci). W każdym razie, nie od dziś wiadomo, że śmiech odmładza, więc gdyby ktoś pytał, to dzisiaj jestem bardzo nieletnia.

Zamiast zwyczajowego podsumowania, będzie cytat na zachętę: Jeśli prawda o dalszych losach naszych bohaterów przeraża cię, a – na Boga! – powinna cię przerażać, lepiej zaprzestań czytania w tej chwili. Ale jeśliś jest buntownikiem, przyjacielem prawdy i nieprzyjacielem systemu, aliantem miłości wierzącym w pradawną magię, czytaj dalej.