#książki, #book, #recenzja

Egzorcysta

Tytuł: Egzorcysta

Autor: William Peter Blatty

Wydawnictwo: Vesper

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Georgetown w Ameryce, lata 70. XX wieku, dwunastoletnia Regan bawi się spirytystyczną tabliczką ouija. Nawiązuje kontakt z bytem przedstawiającym się jako Kapitan Howdy. Wkrótce w jej otoczeniu dochodzi do paranormalnych zjawisk, a dziewczynka przejawia objawy opętania. Zaniepokojona drastycznymi zmianami w zachowaniu córki oraz niewytłumaczalnymi zdarzeniami Chris MacNeil, uwielbiana gwiazda filmowa, zabiera Regan do lekarza. Ponieważ ani ten, ani kolejni lekarze niczego nie potrafią ustalić, zdesperowana Chris prosi o pomoc znajomego duchownego, przechodzącego poważny kryzys wiary młodego ojca Damiena Karrasa. Ten podejmuje się odprawienia egzorcyzmów. Pomocy udziela mu doświadczony, schorowany ojciec Lankester Merrin, dla którego spotkanie z demonem okazuje się nie być pierwsze. Rozpoczyna się walka o uwolnienie dziewczynki z rąk demona…

 

Włos jeży się na głowie

W ramach pogłębiania zażyłości z horrorem, czyli gatunkiem literackim, który do niedawna był dla mnie całkowicie nieznanym lądem, chwyciłam za kolejną klasykę. Tym razem wybór padł na wznowione wydanie Egzorcysty Williama Petera Blatty’ego. Nie znam nikogo, kto nie kojarzyłby przynajmniej kadrów z filmowej wersji tej historii, a ponieważ ciągle mam przed oczami niezapomnianą kreację Lindy Blair (w roli Regan MacNeil), wydawało mi się, że powieść niczym mnie nie zszokuje. I tu się myliłam…

Tych którzy widzieli film, wersja książkowa zapewne nie zaskoczy fabularnie (chociaż ja film widziałam wieki temu, zakończenie zapomniałam, więc czytałam z zapartym tchem), jednak nawet najbardziej dosłowny obraz chyba nie jest w stanie oddać tego, co Blatty poczynił w niektórych opisach. Cały czas zachodzę w głowę, jak coś tak dosadnego, obrazoburczego i niejednokrotnie wulgarnego mogło zostać wydane w latach siedemdziesiątych. Sceny z opętaną Regan są – uwierzcie, brakuje mi słów – naprawdę szokujące i kontrowersyjne.

Siła tkwi w bohaterach

Blatty wykazał się dużym talentem w tworzeniu postaci. Rozpoczynając lekturę wpadamy w wir codzienności Chris MacNeil, jej córki oraz osób, które z nimi mieszkają lub współpracują. Każdy z bohaterów jest wyrazisty, pełnokrwisty, ma swoje słabości, tajemnice i czułe punkty. Kiedy już właściwie staniemy się domownikami, kiedy stopniowo w domu zaczną dziać się coraz dziwniejsze rzeczy, nasze drogi zetną się z ojcem Karrasem, przeżywającym poważny kryzys wiary i powołania oraz policjantem wydziału zabójstw – Kindermanem (wypisz, wymaluj porucznik Columbo), który jest lżejszym, humorystycznym przerywnikiem, w dusznej i przytłaczającej akcji. W ogromnej mierze to właśnie dzięki dobrze napisanym bohaterom Egzorcysta wciąga i angażuje czytelnika.

Nie taki horror straszny?

Mnie horrory nie straszą, a na pewno nie tak, żebym w trakcie lektury podskakiwała na każdy szmer czy stuknięcie w głębi mieszkania. Jednak Egzorcysta nie jest typowym horrorem. Owszem, ma rewelacyjny klimat, przypominający nieco Omen – duszny, mroczny, z wyczuwalnym poczuciem zbliżającego się zła. Jednak nie to w czasie lektury przeraża najbardziej. Kiedy coś tak brudnego, plugawego przemawia przez ciało drobnej, niewinnej dziewczynki, kiedy potrafi boleśnie uderzyć w najczulszy punkt każdego, kto próbuje z tym walczyć, a to wszystko w atmosferze rozpaczy i bezradności, nie sposób żeby czytelnik pozostał obojętny. Ja obojętna nie pozostałam i przez dwa dni nie mogłam oderwać się od lektury. Jeżeli do tej pory nie czytaliście powieści Blatty’ego, to gorąco Wam polecam – po raz kolejny słowo pisane wygrało z ekranizacją, która niestety zdążyła się zestarzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *