#książki, #book, #recenzja

Starcie królów

Tytuł: Starcie królów

Autor: George R.R. Martin

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

To specjalne wydanie Starcia królów, ze wstępem Bernarda Cornwella, opublikowane dla uczczenia dwudziestej rocznicy narodzin sławnego cyklu, zawiera szereg kolorowych, a także ponad dwadzieścia czarno‑białych ilustracji autorstwa Lauren K. Cannon. Ilustracje przydają nowego życia temu arcydziełu fantasy, które stało się prawdziwym kulturowym fenomenem. Tajemnice, intrygi, romantyzm i przygody wypełniające sagę stają przed oczyma czytelnika żywe jak nigdy dotąd.

Żelazny Tron jednoczył Zachodnie Królestwa aż do śmierci króla Roberta. Wdowa jednak zdradziła królewskie ideały, bracia wszczęli wojnę, a Sansa została narzeczoną mordercy ojca, który teraz okrzyknął się królem. Zresztą, w każdym z królestw, od Smoczej Wyspy po Koniec Burzy, dawni wasale Żelaznego Tronu ogłaszają się królami.

Pewnego dnia z Cytadeli przylatuje biały kruk, przynosząc zapowiedź końca lata, jakie pamiętali żyjący ludzie. Najgroźniejszym wrogiem dla wszystkich bez wyjątku może okazać się nadciągająca zima…

 

Na wojennej ścieżce

Serii Pieśń lodu i ognia chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Słynna produkcja HBO na pewno powiększyła grono fanów powieści George’a R.R. Martina, jednak co innego serial, a co innego powieść (a właściwie kilka powieści) i ekranizacja nie pokrywa się tak dokładnie z drugim tomem cyklu. Zatem kto nie czytał, niech rusza w drogę!

W drogę – i nie ma w tym zwrocie zbytniej przesady – ponieważ o ile pierwszy tom był dość statyczny i skupiał się raczej na przedstawieniu postaci i nakreśleniu ogólnej fabuły, o tyle drugi jest typową opowieścią drogi, w której przemieszczają się właściwie wszyscy bohaterowie: Daenerys i jej smoki, samozwańczy królowie, dzieci uciekające przed najeźdźcami i te powracające do domu. Taka konstrukcja sprawia, że akcja (a właściwie relacje i powiązania pomiędzy wszystkimi postaciami) jest zbyt rozluźniona, momentami nawet przegadana. W Grze o tron wszystkie wątki idealnie się zazębiały, a całość trzymała odpowiedni rytm i w Starciu smoków najbardziej brakowało mi właśnie takiej równowagi.

Pod względem języka też nastąpiły pewne zmiany. Pierwsza część cyklu właściwie pozbawiona jest wulgaryzmów (poza drobnymi, całkowicie uzasadnionymi przypadkami). Nie żebym była jakimś zaciekłym przeciwnikiem przeklinania, ale naprawdę zaimponowało mi to, bo serial zapamiętałam zupełnie inaczej. Niestety w drugim tomie już nie jest różowo i wulgaryzmów jest zdecydowanie więcej – często zupełnie niepotrzebnie.

Najważniejsze jest jednak to, że kolejna powieść Martina broni się fabularnie. Kontynuacja wątków z poprzedniego tomu jest w dalszym ciągu ciekawa i angażująca, a nowe trzymają poziom. Bohaterowie są znakomicie zbudowani, a tych, których poznaliśmy już wcześniej, autor jeszcze bardziej wzbogacił i pogłębił. Nowych postaci również nie brakuje, a mistrzostwo autora polega na tym, że pomimo ogromnej ilości bohaterów, nie mieszają się oni w trakcie lektury, są charakterystyczni i naprawdę dobrze napisami.

Starcie królów to całkiem dobrze napisana kontynuacja Gry o tron. Pomimo kilku niedociągnięć, nieco zbyt rozwlekłych opisów (czasami), językowych potknięć (ach, te wulgaryzmy!), powieść jest naprawdę przyjemną lekturą, która ciągle ciekawi, zaskakuje i daje czytelnikowi rozrywkę. Zachwyca budowa bohaterów, zachwyca przedstawienie codziennego życia (niby mimochodem a skutecznie) i szata graficzna ilustrowanego wydania. Czy sięgnę po następne części? – oczywiście! Bo serial serialem, ale naprawdę jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Valar Morghulis? – oby jednak nie…

One thought on “Starcie królów

  1. Pierwszy tom w dużej mierze koncentrował się na przedstawianiu świata i rządzących nim zasad – taki typ konstrukcji fabuły bardzo mi odpowiada, dlatego lubię początki cykli. Drugi też czytało się dobrze, natomiast zaczynajac trzeci nie do końca orientowałam się, kto przeżył wielką bitwę ze „Starcia królów”, a kto zginął.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *