#książki, #book, #recenzja

Harry Angel

Tytuł: Harry Angel

Autor: William Hjortsberg

Wydawnictwo: Vesper

Rok wydania: 2022

 

 

Opis wydawcy:

Lata pięćdziesiąte, Nowy Jork. Louis Cyphre zleca Harry’emu Angelowi odnalezienie popularnego przed wojną piosenkarza Johnny’ego Favorite’a. Z pozoru błaha sprawa przybiera dramatyczny obrót – każdy, kto miał jakiekolwiek informacje o Favoricie, ginie wkrótce po rozmowie z prywatnym detektywem. Angel wkracza w świat nowojorskiej bohemy artystycznej, w której praktykuje się czarną magię i voodoo, a w snach towarzyszy mu złowieszcza postać Cyphre’a. Stawką śmiercionośnej rozgrywki jest nie tylko życie, ale i dusza detektywa.

 

Od noir do Apokalipsy

Od pierwszych stron William Hjortsberg nie bawi się w subtelności. Główny bohater  (Harry Angel) spotyka się ze zleceniodawcą (Louis Cyphre) w restauracji o nazwie Trzy Szóstki – bardziej dosłownie chyba się nie da. Kierunek opowieści zostaje wytyczony od razu, nawet jeśli początkowo skrywa się pod pozorami historii o prywatnym detektywie.

Podobnie jak w kinie noir zalążkiem akcji jest intryga kryminalna, która od pierwszych rozdziałów zbiera krwawe żniwo. Harry Angel podejmuje się zadania odnalezienia zapomnianej gwiazdy muzyki, ale każdy kolejny etap śledztwa niesie za sobą kolejne ofiary. Cała fabuła dość długo waha się na granicy kryminału i horroru, z przewagą tego pierwszego.

Bardzo przyjemnym smaczkiem w powieści Hjortsberga są wątki voodoo, opisy obrzędów, do których autor podszedł poważnie, a nie w sposób popkulturowy. Tworzy to naprawdę mroczny klimat, ale też powoduje poczucie niepewności czy mamy do czynienia z elementami paranormalnymi, czy z bardzo krwawą sprawą kryminalną.

Cała historia wciąga i naprawdę czyta się ją przyjemnie, a jej najsłabszym elementem zdecydowanie jest wątek romansowy. Czytanie o ludziach, którzy właściwie z niewiadomego powodu lądują w łóżku (tak, wiem, że nie potrzeba powodu, ale między tą dwójką bohaterów nie było jakiejś większej chemii) i o “poklepywaniu po pupce” zawsze wywołuje we mnie uczucie zażenowania. Oczywiście da się to przełknąć, ale powieść wypadłaby zdecydowanie lepiej, gdyby ta relacja nigdy nie przeszła na “wyższy poziom”.

Harry Angel to przyjemna, lekka lektura – jeśli ktoś lubi krwawe klimaty. Nie ma w niej wielkich tajemnic, końcowy zwrot akcji większość czytelników też pewnie wychwyci wcześniej, ale całość wypada raczej pozytywnie, nawet jeśli trochę zabrakło w niej subtelności i finezji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.