#książki, #book, #recenzja

Tracę ciepło

Tytuł: Tracę ciepło

Autor: Łukasz Orbitowski

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Rok wydania: 2018

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Kuba i Konrad, koledzy z krakowskiego Kazimierza, postanawiają rozwikłać zagadkę śmierci szkolnego woźnego. Wkrótce wokół nich zaczynają się pojawiać duchy zmarłych, tajemnicze postaci, a z czasem pewna dziwaczna sekta i jej guru ze swoim aniołem stróżem. Cała rzeczywistość wydaje się polem walki między krainą jezior a złowrogim królestwem powietrza, a życie obu przyjaciół przypomina absurdalny i przerażający ciąg osobliwych zdarzeń.

Łukasz Orbitowski prowadzi nas przez niezwykłą, wielowątkową historię, w której jedyną stałą jest przyjaźń Kuby i Konrada poddawana nieustannym próbom. Tracę ciepło to także powieść o dorastaniu w Polsce ?roku zero?, która była wówczas zupełnie innym miejscem.

 

Powieść jak zły sen

W literackich poszukiwaniach nie jest mi po drodze z wątkami fantastycznymi, jednak jest kilku autorów, u których jestem w stanie przełknąć takie zabiegi, ponieważ wiem, że historia, którą chcą mi opowiedzieć, wszystko mi wynagrodzi. Tak też było w tym przypadku. Niech nie zwiedzie Was tytuł recenzji – powieść jest więcej niż dobra.

W pierwszej części autor zabiera nas w (nie) sentymentalną podróż w mury szkoły podstawowej z roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego, szatni cuchnącej tenisówkami na zmianę, mrocznych zakamarków i korytarzy wypełnionych dzieciarnią, przy których Troglodyci to niezwykle kulturalni i obyci ludzie. W takim otoczeniu poznajemy Kubę – kujona i ofiarę losu gnębionego przez innych uczniów. Jego życie zmienia się, gdy w szkole zostaje zostaje znaleziony martwy woźny Hadała. Od tej pory opowieść toczy się na pograniczu rzeczywistości namacalnej i paranormalnej. Właściwie część pierwszą można by uznać za zamknięte dzieło, a gdyby nie dość częste rzucanie mięchem, byłaby to całkiem niezła powieść młodzieżowa.

Wraz z rozwiązaniem pierwszej historii autor zmienia rytm powieści, a każda kolejna część konstrukcyjnie nie jest niestety tak dopracowana jak początek. Z każdym rozdziałem robi się coraz dziwniej, mroczna atmosfera zaczyna przytłaczać czytelnika. Cała powieść przypomina powracające co jakiś czas koszmary senne, w których próbuję wydostać się z jakiegoś budynku, przechodzę przez kolejne pomieszczenia i kiedy jestem pewna, że następne drzwi są wyjściem, okazuje się, że trafiam do pokoju, w którym byłam na początku. Ale to wcale nie świadczy o tym, że powieść jest słaba, czy źle napisana – wręcz przeciwnie. Tracę ciepło jest powieścią dziwną, mroczną i niezwykle klimatyczną, a dzięki wpleceniu wątków fantastycznych, całkowicie nieprzewidywalną. Fabuła momentami zastyga, niczym mgła, by już po chwili pędzić, nie pozwalając czytelnikowi na złapanie oddechu. Całej historii towarzyszy uczucie nieuchronności (podobnie jak w Dżozefie Jakuba Małeckiego), choć za nic nie da się domyślić, w którym kierunku historia zmierza.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób powieść Łukasza Orbitowskiego może okazać się przekombinowana i przeładowana wątkami. Myślę, że warto jednak podjąć ryzyko . Dla mnie Tracę ciepło jest jedną z najbardziej interesujących pod względem fabuły i konstrukcji powieści jakie przeczytałam w ostatnich latach. Tylko Orbitowski potrafi tak stylowo rzucać mięchem. Uwielbiam jego brudny i obskurny Kraków, doceniam niejednoznacznych i autentycznych bohaterów i przyklaskuję realistycznemu obrazowi wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Macie wątpliwości? Gwarantuję Wam, że tylko Orbitowski potrafi zaserwować takiego literackiego, pełnokrwistego stejka.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.