#książki, #book, #recenzja

Białe morze

Tytuł: Białe morze

Autor: Roy Jacobsen

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Rok wydania: 2019

 

Opis ze strony wydawnictwa:

Życie mieszkańca wyspy to szukanie. (?) Oczy mieszkańca wyspy szukają bez względu na to, czym zajmują się głowa i ręce, niezaznające spokoju spojrzenie krąży po wyspach i morzu, zahacza o każdą najmniejszą zmianę, rejestruje najdrobniejsze znaki, dostrzega wiosnę jeszcze przed jej przyjściem i śnieg, zanim ten namaluje białymi pociągnięciami rowy i dołki, widzi śmierć zwierząt, zanim umrą, i upadek dzieci, zanim się przewrócą, widzi też niewidzialną rybę w morzu pod rojem białych skrzydeł; wzrok to bijące serce mieszkańca wyspy.
Ingrid na wyspie Barroy żyje zupełnie sama. Ale nawet tu dosięga ją trauma wojny, gdy morze wyrzuca na brzeg kolejne ciała z zatopionego niemieckiego statku. Jej dojmującą samotność przerwie pojawienie się na wyspie ocalałego żołnierza, który jednak nie mówi po niemiecku?
Białe morze to mistrzowsko napisana opowieść o wojnie, miłości i odkrywaniu własnej pamięci. Roy Jacobsen w charakterystycznym, oszczędnym stylu kreśli fascynujący portret niezwykle silnej kobiety.

 

O życiu twardym jak skała

Druga część trylogii Roya Jacobsena okazała się całkowitym zaskoczeniem. Najsilniejszą stroną pierwszego tomu było niemal reporterskie oddanie wyspiarskiego życia, to jednak samą akcję trudno było opisać jako porywającą. Autor raczej skupiał się na mozole codzienności niż na momentach zwrotnych w życiu bohaterów. Białe morze wciąga od pierwszych stron. Jacobsen bardzo ostrożnie dawkuje informacje, dzięki czemu lektura aż do ostatniego słowa utrzymuje uwagę czytelników.

Za jedno na pewno można cenić twórczość Jacobsena – jego bohaterów. Nie trzeba ich lubić, nie trzeba rozumieć, można natomiast zachwycać się ich pełnokrwistością. Nie ma potrzeby wyjaśniania wszystkich podejmowanych decyzji. Nie otrzymujemy również pełnego procesu myślowego, dlatego niektóre zachowania bohaterów mogą wydawać się niezrozumiałe i irytujące, a skoro nie mamy wszystkich informacji na temat tego, co stoi za konkretną decyzją, nie pozostaje nic innego, jak tylko pozostać biernym obserwatorem.

O ile w opiniach o Niewidzialnych pojawiał się zarzut nudy, monotonii, o tyle w przypadku Białego morza nie może być o niej mowy. Właściwie trudno cokolwiek zarzucić tej powieści. Bardzo specyficzny styl Jacobsena, idealne tempo i znakomicie napisana główna bohaterka sprawiają, że historię losów Ingrid czyta się jednym tchem. Znowu otrzymujemy dużą dawkę życia wyspiarzy, ale wyspa przestała być w tej opowieści najważniejsza.

Białe morze jest historią o samotności i potrzebie relacji z innym człowiekiem, o uporze i determinacji wbrew wielkiej historii, bezwzględnej naturze i własnym słabościom. Niezłomność Ingrid fascynuje i sprawia, że aż do ostatniego zdania liczymy na szczęśliwe zakończenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.